Doświadczenie dowodzi, że na podpisanie umowy o dotację ma szansę średnio co piąty starający się o nią przedsiębiorca. Pozostali, bądź to w przedbiegach — podczas oceny formalnej, bądź też ze względów merytorycznych, odpadają z wyścigu po unijne pieniądze. Większość przegranych godzi się ze swoim losem. Co jednak w przypadku, gdy autor odrzuconego wniosku czuje się pokrzywdzony i nieuczciwie oceniony?
Otóż pretensje może kierować nie tylko do Pana Boga, ale również instytucji wdrażającej program. W przypadku programów dla małych i średnich przedsiębiorstw to Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Dla dużych firm, starających się o wsparcie nowych inwestycji — Ministerstwo Gospodarki i Pracy, a dla gmin i samorządów — najczęściej urzędy marszałkowskie.
Odwołanie od decyzji komisji oceniających nie jest martwą procedurą. Korzystają z niego zarówno małe, średnie jak i duże firmy. Przy czym małe i średnie zdecydowanie — rzadziej. Do Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wpłynęło w tym roku zaledwie kilkanaście odwołań. Nadawcy w większości kwestionowali poprawność oceny formalnej dokonywanej na poziomie lokalnym — przez Regionalne Instytucje Finansujące. Do oceny merytorycznej było bardzo niewiele zastrzeżeń. Pozytywnie rozpatrzono mniej więcej połowę odwołań.
Zupełnie inaczej statystyki wyglądają w programie wspierającym nowe inwestycje. Tam gra toczy się o bardzo duże pieniądze, konkurencja jest ogromna — dotację dostaje przeciętnie jeden na kilkunastu wnioskodawców. Odwołań złożono mnóstwo. Uwzględniono — bardzo mało. Ale próbować zawsze warto…