Z Willi Biruta do aresztu

Fałszywe prezentacje i sprawozdania finansowe opakowane w prawdziwy marketing — ujawniamy kulisy powstania piramidy finansowej, w której 700 klientów miało utopić 35 mln zł

Klient A, przeglądając jeden z portali internetowych, trafił na ogłoszenie: zarabiaj 10 proc. rocznie na lokacie alternatywnej.

Wyświetl galerię [1/2]

SZTANDAROWY PROJEKT: Rewitalizacja zabytkowej willi w podwarszawskim Konstancinie była pierwszym projektem, na który Horcus zbierał pieniądze (wizualizacja projektu poniżej). Udało się zebrać sporo, część prac zewnętrznych została nawet wykonana, tyle że wykonawca został z niezapłaconym rachunkiem opiewającym na 861 tys. zł. Wartość willi szacuje się teraz na 7-8 mln zł, a kolejni klienci Horcusa wpisują się na hipotekę. Fot. ARC

Klient B odebrał telefon od przedstawiciela instytucji finansowej z propozycją zainwestowania w nieruchomości. Klient C od dobrze znanego doradcy dostał ofertę udziału w emisji obligacji korporacyjnych. Tak zaczynają się historie kilkuset klientów firmy Horcus Investment Group.

Następny etap to wydrukowane na kredowym i lakierowanym papierze prezentacje Willi Biruta, ponad 100-letniego domu w podwarszawskim Konstancinie, i atrakcyjna propozycja od Horcusa: kupiliśmy zabytkową kamienicę za około 3,5 mln zł, szukamy pieniędzy na rewitalizację, po której będzie warta ponad 20 mln zł. Plan: podzielić na cztery apartamenty i sprzedać z dużym zyskiem.

Dodatkowo firma chwaliła się kolejnymi projektami rewitalizacji kamienic, m.in. w Poznaniu, i budową apartamentów w Karpaczu. Wizja działała na wyobraźnię, wszak nieruchomości od zawsze w badaniach Polacy wskazują jako najlepszą klasę aktywów do inwestowania. Tym razem okazała się jednak pułapką — spora część klientów nie odzyskała wpłaconych pieniędzy.

Zdaniem śledczych, padli ofiarą piramidy finansowej stworzonej przez Roberta B., który na wniosek prokuratury został aresztowany na trzy miesiące. „PB” na podstawie rozmów z klientami, partnerami biznesowymi i ustaleń prokuratury udało się poznać kulisy procederu.

Lata doświadczeń

Wszystko zaczęło się wiele lat temu, gdy Robert B. i jego żona (zmarła przed rokiem) poznali się w kancelarii finansowej (obecnie jest na liście ostrzeżeń KNF), a potem przeszli do firmy oferującej produkty inwestycyjne, głównie obligacje korporacyjne. Tam nauczyli się produktu i technik sprzedaży.

— Po pewnym czasie uznali, że nie ma sensu zbierać pieniędzy dla kogoś, lepiej robić to dla siebie — relacjonuje jeden z naszych rozmówców. Odeszli i pod koniec 2014 r. założyli Horcusa, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością i kapitałem 5 tys. zł.

W lutym 2014 r. powstała spółka akcyjna Horcus Investment Group, której właścicielem został Horcus sp. z o.o. Przejrzeliśmy akta rejestrowe. Rejestracja szła jak po grudzie — kolejne wnioski sąd odsyłał jako źle wypełnione, z powodu braku opłaty lub dokonania jej przez inną spółkę. W końcu udało się powołać spółkę akcyjną z kapitałem 100 tys. zł, której prezesem została Mirosława B., blisko sześćdziesięcioletnia matka Roberta B., niezasiadająca wcześniej we władzach żadnej spółki.

Horcus nabył za około 3,5 mln zł Willę Biruta i pod koniec 2014 r. zaczął zbierać pieniądze na jej rewitalizację, emitując obligacje — atrakcyjne, dwuletnie, na 10 proc. w skali roku i z odsetkami wypłacanymi co kwartał. Podczas pierwszych emisji papiery były niezabezpieczone, ale sprzedawcy zapewniali o bezpieczeństwie. Zapewniali, bo takie dokumenty i informacje przekazywał im Horcus.

— Robert B. zapewniał, że finansowanie dłużne nie przekroczy 50 proc. wartości inwestycji. A Horcusa przedstawiał jako właściciela także innych nieruchomości — opowiada jeden z dystrybutorów. Kolejne emisje miały gwarancję w postaci weksla in blanco — teoretycznie, bo część klientów nigdy nie dostała prawidłowo podpisanego papieru.

Projekt wyglądał na dobrze przygotowany, w prezentacjach, do których dotarł „PB”, Horcus chwalił się partnerstwem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz domu aukcyjnego Sotheby’s, a także nadzorem Hanny Jung- -Migdalskiej, „architekta z uprawnieniami konserwatora zabytków związanego z Łazienkami Królewskimi w Warszawie”.

— Robert B. zapewniał, że już ma klienta na willę za ponad 10 mln zł. Po zakończeniu projektu miała być jednak warta co najmniej 20 mln zł — opowiada jeden z inwestorów. Start prac budowlanych się przeciągał, co spółka tłumaczyła skomplikowanymi procedurami. W końcu jednak roboty ruszyły. Niektórych inwestorów poinformowano, że w willi powstanie również małe muzeum, na która uda się pozyskać dotację unijną, co dodatkowo zwiększy zysk z inwestycji.

Kamienica tu, apartament tam

Niedługo potem Horcus zaczął zbierać od inwestorów pieniądze na kolejne projekty, pokazywał kamienice w Poznaniu i budowę apartamentów turystycznych Szum Gór w Karpaczu. W styczniu 2016 r. Robert B. na szkoleniu z dystrybutorami przedstawił nowy projekt, tym razem z innej branży — przejęcia Grupy Kapitałowej Energia Ciepła — Śrem.

— Usłyszeliśmy, że spółka będzie budowała farmy fotowoltaiczne z wykorzystaniem dotacji unijnych, a cena zakupu była okazyjna — opowiada jeden z uczestników szkolenia. Innym klientom powiedziano, że Horcus zainwestował w nieruchomości na wyspie Zakynthos i będzie rozwijał tam projekt ekskluzywnych apartamentów dla turystów.

— Horcus potrzebował kolejnych projektów, by namówić inwestorów na nowe emisje. Nie do wszystkich przemawiała wizja rewitalizacji zabytkowej kamienicy, więc potrzebne były inne opcje inwestycyjne — tłumaczy jeden ze sprzedawców.

Kasa płynęła do Horcusa coraz szerszym strumieniem. Emisje miały różną wartość — od kilkudziesięciu tysięcy złotych do kilku milionów. Według naszych ustaleń, było ich co najmniej 30. Według wyliczeń prokuratury, w sumie Horcus zebrał 35 mln zł. Rozmach przedsięwzięcia robił wrażenie. Niektórzy klienci i dystrybutorzy oczekiwali jednak konkretów — sprawozdania finansowego Horcusa.

Pod koniec września 2015 r. otrzymali bilans sporządzony na 24 września 2015 r., z którego wynikało, że aktywa wynoszą 105,7 mln zł, choć jeszcze rok wcześniej firma miała zaledwie 100 tys. zł. Jeszcze lepiej sytuacja wyglądała w ofertach rozsyłanych latem 2015 r. Horcus chwalił się, że aktywa wynoszą aż 137,5 mln zł.

Tylko uważny czytelnik dostrzegłby, że na bilansie prezentowanym klientom widniał tylko podpis prezesa — Mirosławy B., brakowało natomiast podpisu księgowego. Jak się później okazało, dokument miał jednak większe wady — zawierał, zdaniem prokuratora, nieprawdziwe informacje.

Imprezy na jachcie

Wielu klientów nie dostrzegło, że w dokumentach ofertowych celem emisyjnym nie była rewitalizacja Willi Biruta czy innej nieruchomości, lecz „pozyskanie środków na inwestycje oraz kapitał obrotowy spółki”. Ten zapis Robert B. skrzętnie później wykorzystał, odbijając żale inwestorów. W czerwcu 2016 r. zmarła żona Roberta B., która dla wielu klientów była twarzą projektu. W październiku pojawił się pierwszy problem — Horcus nie wypłacił odsetek od obligacji (wcześniej zdarzały się najwyżej kilkudniowe poślizgi).

Zaniepokojeni klienci zaczęli kontaktować się ze sprzedawcami, których Robert B. poinformował, że to chwilowe problemy z płynnością, i zapewnił, że lada moment wszystko wróci do normy. Pieniądze jednak nie wpływały, a wkrótce klienci dostali propozycję: wstrzymamy wypłatę odsetek, ale w zamian w styczniu dokonamy wcześniejszego wykupu obligacji.

— Robert B. zapewniał, że ma inwestora, który przejmie udziały w Horcusie, tylko transakcja potrwa jeszcze kilka tygodni. Zadeklarował, że otrzymam wszystkie należne odsetki oraz kapitał — i to wcześniej, niż wynikało z terminów emisji. Uwierzyłem — relacjonuje jeden z inwestorów. W styczniu nie nastąpił jednak obiecany wcześniejszy wykup, kolejne grupy klientów nie otrzymały również należnych odsetek. Liczba osób, którym Horcus był winien pieniądze, szybko rosła.

— Robert B. zapewniał, że problemy są tylko przejściowe i pracuje nad rozwiązaniem, musi tylko domknąć transakcje sprzedaży aktywów. Mówił, że w inne projekty zainwestował grube miliony i pokazywał kolejne nieruchomości — mówi inny poszkodowany. Inwestorzy nawiązali ze sobą kontakt. Ich niepokój sięgnął zenitu, gdy jeden z nich odnalazł na Facebooku liczne zdjęcia z imprez z udziałem Roberta B. na ekskluzywnym jachcie w Grecji, gdzie drogie szampany strzelały niczym tanie prosecco z Biedronki.

Z mediów społecznościowych oraz opowieści na szkoleniach dla sprzedawców okazało się, że wiele tygodni spędził na podróżach po USA, Grecji i Sri Lance. Po powrocie z jednej z eskapad na YouTube’ie i Facebooku pojawiają się kanały ze zdjęciem Roberta B., podpisane Robert Anders, „kreator życia pełnego sukcesów, miłości i szczęścia”. W nowym wcieleniu Robert B. chciał jako coach uczyć ludzi, jak osiągnąć sukces, chwalił się, że w Serbii zorganizował już spotkanie szkoleniowe z wejściówkami po 100 EUR.

— Był zafascynowany technikami, których nauczył się w USA — mówi jeden z biznesowych partnerów Horcusa. Co bardziej wnikliwi klienci zaczęli tymczasem dociskać Roberta B. w sprawie zwrotu pieniędzy i kwestionować wydatki Horcusa. Usłyszeli, że cel emisyjny to kapitał obrotowy i inwestycje, których firma właśnie dokonuje.

Nieruchomości na papierze

Zweryfikowaliśmy projekty, którymi Horcus wciąż chwali się na stronie i w prezentacjach. Okazuje się, że oprócz Willi Biruta firma nigdy nie była właścicielem żadnej z wymienionych nieruchomości. Na niektóre podpisywała umowy przedwstępne, ale do transakcji nie dochodziło. Tą ścieżką podążyli także klienci.

Na początku 2017 r. w Warszawie odbyły się spotkania dla obligatariuszy, na których Robert B. przyznał, że Horcus ma problemy finansowe, ale zapewnił, że przejdzie restrukturyzację pod nadzorem sądu i inwestorzy odzyskają przynajmniej część pieniędzy. Nie złożył jednak w sądzie prawidłowego wniosku. Do prokuratury zaczęły natomiast trafiać zawiadomienia od klientów Horcusa, niemogących odzyskać pieniędzy.

Robertowi B. nie przeszkadzało to jednak w biznesie. We wrześniu 2016 r. zarejestrował kolejną spółkę — Q Group. Stała się jedynym akcjonariuszem rodziny spółek pod szyldem Q: Properties, Medicine, Management, Investment i Energy. Jak się okazało, zmieniły się tylko cel i branża.

— Do zawiedzionych klientów nie można było zadzwonić z kolejną emisją Horcusa, ale nowej spółki i z nowym pomysłem na biznes już tak — tłumaczy jeden ze sprzedawców obligacji.

Ten nowy pomysł to udzielanie wysoko oprocentowanych pożyczek dla firm. Według naszych ustaleń, udało się sprzedać obligacje, ale działalność pożyczkowa nie ruszyła. Oferty obligacji Q leżały na stole jeszcze na kilka dni przed aresztowaniem Roberta B.

Został zatrzymany 28 lipca na wniosek prokuratury, która przedstawiła mu zarzut stworzenia piramidy finansowej, a konkretnie „dopuszczenia się oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości, w łącznej kwocie ponad 35 mln złotych na szkodę ok. 700 osób oraz podania nieprawdziwych danych przy emisji obligacji”, a także „prania brudnych pieniędzy”. Takie same zarzuty usłyszała prezes Mirosława B. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie.

— Złożyliśmy wniosek, by sąd nie zwalniał Roberta B. za kaucją, bowiem mamy przypuszczenie, że zostałaby opłacona z pieniędzy klientów Horcusa, i obawiamy się, że podejrzany ucieknie z kraju. Naszym zdaniem, skala oszustwa jest dużo większa niż dotychczasowe ustalenia prokuratury — mówi Aleksander Kowzan, adwokat reprezentujący 60 klientów poszkodowanych przez Horcusa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Z Willi Biruta do aresztu