Za co nadzór pogonił Abris

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2014-04-09 09:05

Rynek gubi się w domysłach za co Abris Capital tak bardzo podpadł KNF, że został wyrzucony z FM Banku PBP. Chodzi nie tylko o ciekawość, ale standardy i ramy w jakich powinien działać nadzór. KNF twierdzi, że cały proces był przejrzysty, a fundusz był o wszystkim informowany.

REAKCJA ABRISU >>

Wojciech Kwaśniak, szef pionu bankowego w Komisji Nadzoru Finansowego (fot. Puls Biznesu, TP)
Wojciech Kwaśniak, szef pionu bankowego w Komisji Nadzoru Finansowego (fot. Puls Biznesu, TP)
None
None

Wojciech Kwaśniak, szef pionu bankowego w Komisji Nadzoru Finansowego znany jest z surowego sposobu bycia i w obejściu, szczególnie wobec bankowców, specjalnie na Wersal się nie sili. Bywa, że każe czekać na audiencję dłużej niż królowa brytyjska, a gości podejmuje jak rosyjski car-batiuszka – w postawie zasadniczej, bez zezwolenia na zajęcie miejsca siedzącego.

Lubi grozić palcem, postraszyć, ale raczej rzadko ucieka się do pozawerbalnych środków nacisku. Z bardziej spektakularnych akcji można wymienić tylko odprawienie z czarną polewką menedżera, który chciał zostać szefem ryzyka w Idea Banku, oraz twarde non possumus, rzucone Holendrom z Rabobanku, kiedy na szefa BGŻ namaścili osobę bez konsultacji z nadzorem, niespełniającą wymogów regulacyjnych.


Przy okazji sprzedaży tego banku, część środowiska bankowego i nie tylko zarzucała urzędowi nadzoru, że wobec dużego zagranicznego gracza wykazał się nadzwyczajną miękkością, podczas gdy na krajowym podwórku prezentuje się jak prawdziwy twardziel. Krytycy wytykali, że gdyby taki dajmy na to PKO BP wybrał się do Francji żeby kupić któryś oddział Credit Agricole to miejscowy nadzór już by mu pokazał, gdzie żaby zimują.

Przewodniczący Kwaśniak w rozmowie z „Pulsem Biznesu” tłumaczył, że nie ma zamiaru skończyć jak były szef banku centralnego Włoch, który w 2011 r. dostał cztery lata paki za pozaprawne działania, które miały utrudnić przejęcie lokalnego banku przez nieistniejący już dzisiaj ABN AMRO.


Tak czy inaczej, sprawa przejęcie BGŻ przez BNP Paribas, polskim menedżerom, zaangażowanym w projekt chwały raczej nie przyniosło. Nadzorowi też.

Tym mocniej wybrzmiała wczorajsza decyzja KNF w sprawie funduszu Abris Capital, które można streścić: panom już dziękujemy, proszę posprzątać i do końca roku spakować manatki. Komisja w bezprecedensowym stanowisku pozbawiła fundusz prawa wykonywania głosów z akcji FM Banku PBP, którego w ponad 99,6 proc. jest właścicielem i nakazała sprzedać bank w trybie ekspresowym – do końca tego roku. To pierwszy taki przypadek w historii, żeby nadzór de facto wyrzucił akcjonariusza z banku.

O ile wcześniej groził palcem to tym razem rąbnął centralnie pięścią między oczy. Na rynku pojawiło się mnóstwo spekulacji, dlaczego KNF to zrobił. Komisja tłumaczy, że akcjonariusz nie wywiązał się z obietnic inwestycyjnych. Powołuje się przy tym na dwa artykuły prawa bankowego, które dają prawo "wydziedziczenia" akcjonariusza za cały katalog przewin: od niedostarczenia pełnej informacji na  żądanie, przez brak rękojmi stabilnego prowadzenia banku, a na podejrzanych źródłach czerpania kapitału kończąc. Na podobne przyczyny nadzór wskazał jesieni ą ubiegłego roku odmawiając funduszowi zgody na przejęcie TFI BPH. Wczoraj od razu pojawiła się plotka, że może chodzić o nieujawnione źródła finansowania. Coś jest na rzeczy, ale jest to raczej informacja z repertuaru Radia Erewań i dotyczy procesu przejmowania TFI a nie banku. Jeden z moich rozmówców twierdzi, że Abris nie dostarczył na żądanie sprawozdania finansowego jednego z kluczowych funduszy. KNF nic nie robiąc sobie z tego,   że jest to jedna z największych instytucji tego typu na  świecie twardo domagał się papierów, ale ich nie dostał.


Nie wiadomo dlaczego Abris się zaparł, ale ludzie z branży bankowej twierdzą, że generalnie fundusz nie był specjalnie dyplomatyczny w relacjach z nadzorem, tak jakby nie wiedział,  że przewodniczący Kwaśniak fundusz w roli inwestora w banku uważa za zło konieczne. Do myślenia powinien dać sposób w jaki KNF pogoniła z Aliora głównego inwestora – fundusz Carlo Tassara, który dostał rok na wyniesienie się z banku. Wiceszefem rady nadzorczej był jednak Józef Wancer, osoba o dużej zręczności i takcie, i proces eksmisji udało się przeprowadzić w cywilizowany sposób.


Trudno też dziwić się daleko posuniętej rezerwie nadzoru, bo fundusze private equity pokazały swoją słabość w czasie kryzysu, kiedy trzeba było szybko znaleźć pieniądze na dokapitalizowanie banków, a tych nie było skąd wziąć. Dotyczy to zarówno Abris Capital, jak Innova Capital, głównego akcjonariusza Meritum.

Trzeba jednak przyznać, że Abris jednak doinwestował PBP, i przejął 100 proc. akcji banku, kiedy drugi partner, większościowy akcjonariusz, IDMSA wpadł w tarapaty.

Co najmniej kontrowersyjny był sposób połączenia PBP z FM Bankiem wymuszony przez nadzór, który nie pofatygował się, żeby o  swojej woli powiadomić pozostałych, poza Abrisem, akcjonariuszy. Zniesmaczeni takim zachowaniem Amerykanie z IFC z grupy Banku Światowego w ogóle zawinęli się z Polski sprzedając swój pakiecik Abrisowi.

Na pewno fuzję można było zrobić w rękawiczkach, ale nie bokserskich. Dodam, że kilka miesięcy po tej fuzji nadzór wysłał pismo do banków giełdowych napominając je jak ważna jest otwarta komunikacja z…. mniejszościowymi akcjonariuszami.


Inna sprawa, że Abris też specjalnie spolegliwy w kontaktach z nadzorem nie był i  np. sprowadził do banku Sławomira Lachowskiego, podobno nie pytając urzędu o zdanie, do czego był zobowiązany, gdyż taki był wymóg programu naprawczego w jakim znajdował się FM PBP.

Czy jednak rzeczywiście problem z komunikacją doprowadził do tak drastycznej decyzji jak wyrzucenie z banku właściciela? Najlepiej byłoby jednak gdyby KNF opublikowała uzasadnienie do swojej decyzji, nie podpierając się ogólnikowymi przepisami, ale wyłuszczając dokładnie o co chodzi. W przeciwnym wypadku mnożyć się będą teorie mniej lub bardziej spiskowe. Poza tym rynek potrzebuje jasno określonych reguł gry, co wolno, a czego nie wolno robić. Jak na razie wydaje się, że nadzór nie do końca jest w tym względzie konsekwentny. Z dwójki inwestorów, która kiedyś kupiła od Niemców WestLB, przekształcając go w Polski Bank Przedsiębiorczości, czyli Abris i IDMSA ten ostatni za zamieszanie wokół Idea TFI, u którego źródeł leżała kwestia obligacji DSS, na których mało nie poległ bank PBP, a także Idea, w marcu tego roku dostał symboliczną karę 1 mln zł. Dla Abrisu przygoda z KNF zakończyła się utratą reputacji, nie mówiąc już o pieniądzach.

Sprawa standardów ma bardzo duże znacznie szczególnie w kontekście ostatnich informacji o tym jak nadzór rozgrywa sprawę SKOK-ów, przymuszając poszczególne banki do zaangażowania się w ratowanie kas, używając do tego nieformalnych środków nacisku. Każdy wie, że urząd ma milion sposobów, żeby uprzykrzyć życie opornemu: od nasyłania kontroli, po szykany personalne, po czym najlepiej przekonał się Luigi Lovaglio, szef Pekao, miesiącami czekając na formalną zgodę na objęcie fotela prezesa, choć formalnych przeszkód nie było. Albo PKO BP, który w poczekalni stał osiem miesięcy w oczekiwaniu na zgodę na przejęcie Nordei.

Nadzór finansowy na pewno musi być twardy, ale nie może być arogancki.
Niestety, sposób w jaki sprawa Abrisu została wczoraj rozegrana raczej każe powątpiewać w to, że KNF będzie cokolwiek wyjaśniać. Bank o decyzji Komisji dowiedział się z komunikatu, podobnie jak jego akcjonariusze. Klienci pewnie dowiedzieli się wczoraj, albo dowiedzą się dzisiaj. Jeśli Komisji zależy na zachowaniu stabilności sektora, to sposób informowania rynku o decyzjach w sprawie właściciela FM Banku PBP niespecjalnie przyczynia się do zachowania spokoju w branży i wśród klientów. Skoro nadzór miał zamiar powziąć tak drastyczne środki to dobrze byłoby, żeby bank wiedział o tym wcześniej i mógł przygotować komunikację do swoich klientów.


Może Komisja uznała,  że nie ma się czym przejmować, skoro chodzi o bank z 3 mld zł sumy bilansowej i ledwie 55 tys. klientów, jednak znacznie więcej rabanu podnosi w sprawie SKOK-ów mniejszych lub zbliżonej wielkości do PBP. Tu znowu dochodzimy do braku jednolitych standardów. Nadzór martwi się o klientów kas, co z nimi będzie, gdy któryś SKOK trzeba będzie wydziedziczyć, a nie przejął się losem 55 tys. klientów komercyjnego banku, którzy dzisiaj rano mają prawo poczuć się nieswojo na wieść o problemach właściciela banku. Z mniejszych powodów ludzie biegli do bankomatów wypłacać pieniądze.

Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, przesłał po południu następujące uzupełnienie do powyższego wpisu:

"Akcjonariusz brał aktywny udział w postępowaniu administracyjnym, miał informację o zgromadzeniu kompletnego materiału dowodowego i się z nim zapoznawał, nie powinien być zaskoczony. Procedura administracyjna jest przejrzysta, umożliwia stronie udział w postępowaniu na wszystkich etapach. Jak akcjonariusz zapozna się z uzasadnieniem decyzji KNF, to będzie mógł je Państwu w całości przekazać (ważne, żeby ewentualnie w całości).

Adresatem decyzji KNF jest akcjonariusz, a nie bank. KNF dała akcjonariuszowi wystarczający czas na wykonanie decyzji w sposób zapewniający dalszy rozwój banku".