Zabawa w głuchy telefon

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-07-03 00:00

Entuzjazmu, jaki towarzyszył powrotowi ministra zdrowia po przebytej chorobie, wystarczyło ledwie na weekend. Minister zwołał konferencję prasową, wystąpił w Sejmie, spotkał się z okupującymi kancelarię premiera pielęgniarkami i wszędzie był przyjmowany ciepło i życzliwie. Aż do wczorajszych negocjacji ze strajkującymi pracownikami służby zdrowia.

Lekarze twierdzą, że minister nie miał im nic do zaproponowania. Minister wprawdzie przyznał, że podwyżki płac w tym roku są wykluczone, ale o układzie zbiorowym dla lekarzy chciał rozmawiać, tyle że nie zdążył, bo lekarze wyszli ze spotkania. To zaczyna przypominać sytuację sprzed kilku dni, gdy premier i pielęgniarki wiodły za pośrednictwem mediów równie zajadły co bezsensowny spór o miejsce prowadzenia negocjacji.

Można by to nieporozumienie przypisać strategii negocjacyjnej obu stron, gdyby nie to, że z takim modelem dyskusji o systemie ochrony zdrowia mamy do czynienia od lat. W tych wszystkich negocjacjach mniej chodzi o to, by ten system zaczął wreszcie sprawnie i efektywnie funkcjonować, bardziej o to, by postawić na swoim. Lekarze z jednej strony domagają się prywatyzacji, z drugiej chętnie przywitaliby gwarancję wysokości płac. Minister chętnie mówi o reformach, ale jedynym konkretem jest propozycja podwyżki składki. Obie strony wolą mówić niż słuchać. W sporach rządu z lekarzami raz wygrywa rząd, raz lekarze, rzadko zdarza się, by wygrali pacjenci.

Adam Sofuł

Możesz zainteresować się również: