Korowód. Ktoś wstaje i wychodzi. Ciepłe jeszcze fotele zajmują inni. Nasi. Normalka. Polska zmiana władzy.
Nasi — czyli kto, według Prawa i Sprawiedliwości?
Pierwsza grupa to po prostu działacze PiS. I tak: wiceprezesem giełdowego Banku Ochrony Środowiska został Stanisław Kostrzewski — skarbnik tej partii i pełnomocnik finansowy komitetu wyborczego (to samo stanowisko pełnił w komitecie wyborczym Lecha Kaczyńskiego). Człowiek tak zaufany, że z rekomendacji samego szefa, Jarosława Kaczyńskiego, ma w kieszeni wielorazową przepustkę do Sejmu. Stanisław Kostrzewski to niejedyny z 20 stałych współpracowników Klubu Parlamentarnego PiS, który znalazł się po wyborach w organach spółek skarbu państwa.
Ot, choćby Maciej Libiszewski (stała przepustka sejmowa dzięki rekomendacji wiceprezesa PiS, ministra spraw wewnętrznych i administracji Ludwika Dorna). Libiszewski, członek zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Maszynami Budownictwa Warszawa (komunalna spółka stołecznego ratusza) z listy PiS startował zarówno w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r., jak i do Sejmu w 2005 r. Wyborcy nie dali mu jednak mandatu do nadzorowania prac Komisji Europejskiej czy rządu. Ale dziś nadzoruje zarządy dwóch firm: PKP Cargo i Stoczni Gdynia. Na posiedzeniach rady nadzorczej tej ostatniej spo- tyka się z innym działaczem PiS, Kazimierzem Smolińskim, pełnomocnikiem partii w powiecie tczewskim.
Pełnomocnik PiS w powiecie głogowskim Czesław Cichoń zasiada w radzie nadzorczej KGHM. I on nie jest osamotniony. W radzie nadzorczej miedziowego potentata znalazło się bowiem krzesło dla innego pisowca, Krzysztofa Skóry. Dla tego skarbnika gminy Ruja rekompensatą za nieudany start w ostatnich sejmowych wyborach stało się nie tylko miejsce w radzie, ale także czasowe oddelegowanie do pełnienia obowiązków prezesa KGHM.
A Jacek Rusiecki, członek zarządu regionu warszawskiego PiS? Trafił nie tylko do rady nadzorczej największego w kraju kolportera prasy — Ruchu, ale także do 3-osobowego zespołu odpowiedzialnego za wybór nowego prezesa tej spółki. W radzie nadzorczej Zakładów Chemicznych Police pojawił się zaś szczeciński członek PiS, Stanisław Kozłowski. Wreszcie Konrad Mirowski, zastępca burmistrza warszawskiej dzielnicy Ochota z nadania PiS, wszedł do zarządu PKP Przewozy Regionalne.
Właśnie ludzie ze stołecznego ratusza, jeszcze niedawno podwładni Lecha Kaczyńskiego, to inna grupa mocno reprezentowana w organach spółek skarbu państwa. Sławomir Skrzypek, bliski współpracownik Lecha Kaczyńskiego (jeszcze z NIK), dla kariery w bankowości zrezygnował z fotela wiceprezydenta Warszawy: został wiceprezesem PKO BP i szefem rady nadzorczej Banku Pocztowego. Szef zespołu doradców byłego prezydenta Warszawy Wojciech Arkuszewski (przewodniczący rady nadzorczej Tramwajów Warszawskich) trafił do rady nadzorczej Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Inny z byłych doradców Lecha Kaczyńskiego — Maksymilian Bylicki — pojawiał się na giełdzie kandydatów do fotela prezesa Polkomtela, ten przypadł jednak ostatecznie Jarosławowi Baucowi.
Dobrze poinformowane wiewiórki donoszą, że duże szanse na objęcie stanowiska szefa Totalizatora Sportowego ma za to Artur Piłka, szef biura sportu, turystyki i wypoczynku w warszawskim magistracie, na razie „jedynie” członek rady nadzorczej totalizatora. Swoje miejsce w radzie nadzorczej Zakładów Azotowych Puławy znalazł też Leo Turno — przez ponad rok był prezesem miejskiej spółki Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego, która miała przygotować przetarg na projekt i budowę stadionu narodowego w Warszawie w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. W listopadzie 2004 r. Turno trafił do spółki Power Media (w warszawskich aptekach instaluje ekrany plazmowe, wyświetlające reklamy). W Power Media los zetknął Turno z Henrykiem Siodmokiem — ten zawędrował do rady nadzorczej Grupy Lotos.
Swoje miejsce znalazł też Janusz Fota, były szef stołecznego Zarządu Dróg Miejskich, znany z tego, że w 2004 r. załatwił sobie poza kolejką atrakcyjne mieszkanie na tyłach Traktu Królewskiego, warte co najmniej 140 tys. zł, płacąc zaledwie 25 tys. zł. Kiedy sprawa wyszła na jaw, Lech Kaczyński postawił mu ultimatum: albo odda mieszkanie, albo straci fotel prezesa ZDM. Wybrał mieszkanie — i odszedł w niesławie. Teraz wrócił — został wicedyrektorem Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze.
Do zarządu PKP Cargo trafił z kolei Kazimierz Murawski z Biura Nadzoru Właścicielskiego i Biura Polityki Finansowej Urzędu m.st. Warszawy, zasiadł on też w radzie nadzorczej Ruchu. Członkiem zarządu Zakładów Azotowych Tarnów-Mościce został zaś Grzegorz Lachowicz, do tej pory główny specjalista ds. planowania i analiz funkcjonującego przy stołecznym ratuszu Warszawskiego Parku Technologicznego.
W radzie Poczty Polskiej pojawiło się dwóch „ludzi miasta”. Bartłomiej Vytlacil, naczelnik Wydziału Współpracy z Instytucjami Finansowymi w Urzędzie m.st. Warszawy, i Robert Malicki, szef gabinetu politycznego ministra transportu i budownictwa Jerzego Polaczka (nadzoruje pocztę), a jednocześnie członek zarządu komunalnej spółki Gminna Gospodarka Komunalna Ochota (GGKO).
Prezes GGKO Piotr Woyciechowski także znalazł coś dla siebie: piastuje stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej Nafty Polskiej — spółki odpowiadającej za aktywa państwa w branży paliwowej i chemicznej. Jeszcze niedawno Woyciechowski bez skutku stawał w szranki konkursu na nowego prezesa... Instytutu Pamięci Narodowej, a dziś — wskutek decyzji kierowanej przez siebie rady nadzorczej — pełni obowiązki prezesa Nafty Polskiej. Do spółki trafił dzięki Piotrowi Naimskiemu, wiceministrowi gospodarki i pełnomocnikowi rządu ds. dywersyfikacji dostaw ropy naftowej i gazu. Obaj współpracowali blisko już w 1992 r. w rządzie Jana Olszewskiego. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, kierowanym przez Antoniego Macierewicza, Piotr Woyciechowski stał na czele wydziału zaangażowanego w przygotowanie tzw. listy Macierewicza — osób publicznych oskarżonych o współpracę z tajnymi służbami PRL; Naimski był wtedy szefem Urzędu Ochrony Państwa.
To właśnie współpracownicy Naimskiego, głównie z tamtych czasów, zasilają dziś rady nadzorcze i zarządy firm paliwowych, kontrolowanych przez Naftę Polską. Szefem nowej rady nadzorczej Naftobaz, spółki zarządzającej strategicznymi rezerwami paliw, został Adam Taracha, prawnik z Lublina, w 1992 r. — zastępca Naimskiego w UOP. Kierowana już przez niego rada wybrała nowy zarząd Naftobaz. Na jego czele stanął Arkadiusz Siwko, przed 14 laty... dyrektor gabinetu ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza. Do rady nadzorczej Gaz Systemu, państwowej spółki zarządzającej siecią gazociągową, dostał się m.in. Krzysztof Rogala — prawnik i jeden z fundatorów Fundacji Odpowiedzialności Obywatelskiej (jej prezesem jest Przemysław Wipler, obecny asystent Piotra Naimskiego).
Kolejnym rezerwuarem kadr jest środowisko tzw. pampersów, kojarzone w połowie lat 90. z ówczesnym prezesem TVP, późniejszym szefem kancelarii premiera Jerzego Buzka i posłem PiS: Wiesławem Walendziakiem (dziś wiceprezesem Prokom Investments i prezesem Polskiego Operatora Telewizyjnego, mającego zbudować naziemną telewizję cyfrową dla Polsatu i TVN). To grupa ludzi bardzo bliska Kazimierzowi Marcinkiewiczowi.
Przypomnijmy, że premier — wspólnie z Wiesławem Walendziakiem (obaj wywodzą się z ZChN) — działał m.in. w Instytucie Środkowoeuropejskim. Instytut to spółka z kapitałem 100 tys. zł, założona w 1999 r. m.in. przez Wiesława Walendziaka, Waldemara Gaspera (twórcę prawicowej Telewizji Familijnej), Marka Zdrojewskiego (ministra łączności w rządzie Jerzego Buzka), Jarosława Sellina (obecnego wiceministra kultury) i Marka Budzisza (znanego z tego, że jego firma doradcza ASAP Promotion Consultants na kontraktach z PZU Życie za czasów prezesury Grzegorza Wieczerzaka zarobiła niemal 1 mln zł).
W listopadzie 2002 r. 50 proc. udziałów instytutu nabył Kazimierz Marcinkiewicz, druga połowa znalazła się w rękach Wiesława Walendziaka. Obecny premier w 2003 r. na ponad pół roku został też prezesem spółki. Potem złożył rezygnację, a udziały sprzedał Walendziakowi. Znajomości, głównie z członkami rady nadzorczej instytutu, jednak pozostały. Czterech z nich trafiło po ostatnich wyborach do organów spółek skarbu państwa…
Jeden z najbliższych współpracowników Kazimierza Marcinkiewicza, sekretarz stanu w jego kancelarii, Zbigniew Derdziuk (wicedyrektor biura zarządu TVP za kadencji Wiesława Walendziaka i jego zastępca, gdy ten był szefem kancelarii premiera Buzka) znalazł się w radzie nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego. Jacek Rusiecki, dziś członek zarządu regionu warszawskiego PiS, wybrany zaś został do rady nadzorczej Ruchu.
Prezesem tej spółki został wczoraj inny z członków rady nadzorczej Instytutu Środkowoeuropejskiego — Adam Pawłowicz, też współpracownik Walendziaka za jego kadencji w TVP (prowadził m.in. publicystyczny program „Opinie”.). Ostatnio Pawłowicz był dyrektorem ds. rozwoju w jednej z kancelarii prawnych, a od 1 grudnia 2005 r. jest jedynym członkiem rady nadzorczej Orlenu, wskazanym bezpośrednio przez skarb państwa (taką drogę przewiduje statut spółki).
Przy okazji posiedzeń rady nadzorczej paliwowego koncernu spotyka się on z innym współpracownikiem Walendziaka z TVP, a później członkiem rady nadzorczej Instytutu Środkowoeuropejskiego (wybranym już przez WZA Orlen) — Wojciechem Pawlakiem. Ten prezes zajmującej się sondażami opinii publicznej spółki IBS Interactive, w latach 2003-04 był doradcą prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego, któremu tworzył też strategię wyborczą w wyborach na prezydenta Polski, za co zainkasował 23,6 tys. zł. Współtwórca strategii wyborczej PiS dziś typowany jest na wysokie stanowisko w mediach publicznych (mówi się nawet o posadzie szefa TVP).
Jedną z głównych działalności Instytutu Środkowoeuropejskiego było wydawanie „Międzynarodowego przeglądu politycznego”. Redaktorem naczelnym tego prawicowego dwumiesięcznika był i jest do dziś Konrad Szymański, poseł PiS do Parlamentu Europejskiego. Od września 2005 r. wydawcą pisma nie jest już jednak Instytut Środkowoeuropejski, lecz Instytut Sobieskiego — „prężnie rozwijający się polski think-tank, o centroprawicowej, wolnościowej i konserwatywnej orientacji” (cytat z Konrada Szymańskiego).
Instytut Sobieskiego to fundacja, którą w marcu 2004 r. założyli: Sokrates Inwestycje (spółka należąca do byłego prezesa Wirtualnej Polski Marka Borzestowskiego), Mirosław Gruszka, Ryszard Sowiński i obecny wiceminister skarbu Paweł Szałamacha (dwaj ostatni — w zarządzie).
Paweł Szałamacha to krajan Kazimierza Marcinkiewicza, tak jak premier pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego. Fakt nie bez znaczenia dla obecnego składu władz Kompanii Węglowej. Wiceprezesem spółki został niedawno Jan Dwojewski, były wiceprezydent Gorzowa i szef PKS w Zielonej Górze (odszedł, oskarżany o niegospodarność). W radzie nadzorczej górniczego koncernu spotkało się aż trzech przedstawicieli Gorzowa: Marek Rusakiewicz (prezes tamtejszej Agencji Rozwoju Regionalnego, w latach 80. współpracował z Kazimierzem Marcinkiewiczem w podziemiu), Grażyna Andrzejewska-Sroczyńska (swego czasu działaczka gorzowskiego ZChN) i Lech Gorywoda (były radny i prezydent lubuskiego miasta nie zadowolił się członkostwem w radzie Kompanii Węglowej — został też prezesem PERN Przyjaźń).
W grudniu 2005 r., po powołaniu na stanowisko wiceministra skarbu, Paweł Szałamacha zrezygnował z zasiadania w zarządzie Instytutu Sobieskiego. W radach nadzorczych spółek skarbu państwa pojawili się za to szeroką ławą współpracownicy instytutu. Jak wspomnieliśmy — do rady nadzorczej Orlenu trafił Adam Pawłowicz. W branży paliwowej odnalazł się także Grzegorz Szczodrowski, który zasiadł w radzie nadzorczej Grupy Lotos (tam też spotkamy Jacka Tarnowskiego, szefa gabinetu politycznego obecnego premiera). Do rady nadzorczej posiadającego monopol państwa w dziedzinie hazardu Polskiego Monopolu Loteryjnego powędrował Artur Gill, a w radzie Poczty Polskiej znalazł się Przemysław Sypniewski, współpracownik Instytutu Sobieskiego i naczelnik sekretariatu rady w dzielnicy Warszawa Ursus.
Sypniewski to były rzecznik prasowy i doradca w resorcie łączności w rządzie Jerzego Buzka. Nie jest jedynym spośród wysokich urzędników tego resortu, którzy odnaleźli się w Poczcie Polskiej. I tak jak w ówczesnym rozdaniu politycznym resort trafił w sferę wpływów ZChN, tak teraz to samo stało się z pocztą. Na stanowisko prezesa wrócił kojarzony z ZChN Zbigniew Niezgoda (piastował już tę funkcję pod koniec lat 90.), który za kadencji Wiesława Walendziaka w TVP kierował biurem zarządu telewizji. Zastępcą Niezgody został sekretarz zarządu regionu mazowieckiego ZChN Stanisław Piecyk. W radzie poczty znaleźli się: wysoki urzędnik resortu łączności z lat 1998-2000, a od 2004 r. szef działu teleinformatyki w Stołecznym Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej — Władysław Wilkans oraz członek śląskiego komitetu popierającego Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich — profesor Jędrzej Krakowski, który bez skutku startował z list PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Inny z byłych pracowników wysokiego szczebla w resorcie łączności, Łukasz Urban, trafił do rady nadzorczej PERN Przyjaźń. Urban to absolwent uczelni IESE Business School, działającej przy należącym do Opus Dei Uniwersytecie w Nawarze. Absolwentem tej szkoły jest też Marian Moszoro, wiceminister finansów, który zasiadł w radzie nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego, realizującego programy finansowe państwa z wykorzystaniem funduszy Unii Europejskiej. Znalazło się tam też miejsce dla drugiego członka Dzieła Bożego: Alberta Lozano Platonoffa, który ponad 10 lat temu przyjechał do Polski z Meksyku jako emisariusz Opus Dei.
Tyle suchy zapis — i to tylko niektórych — zmian. Wśród tej galerii postaci na pewno są fachowcy (jak Adam Pawłowicz). Inni po prostu poszli sprawdzić się w biznesie. Ważne też, kogo zastąpili, bo że nie same orły — to rzecz pewna. SLD bardzo hołubił „swojaków”. Często miernych, ale wiernych.
Rezerwuar kadr — w wizji PiS. Teraz kolej na rodzynki: profesorów. Często teoretyków. Tych z listy prezesa Kaczyńskiego, o których nawet sam premier nie wiedział.