Zdobywca Oscara marzy o Hollywood

Rusza Centrum Technologii Audiowizualnych Zbigniewa Rybczyńskiego. Polska firma chce podbić zagranicę efektami specjalnymi

Niektórzy uważają, że życie kończy się po czterdziestce. Tymczasem Zbigniew Rybczyński będzie wyjątkowo hucznie świętował swoje 64. urodziny. Dwa dni po urodzinowej fecie zdobywca Oscara za film „Tango” otworzy podwoje długo przygotowywanego Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA). Zaproszeni goście, wśród których są Bogdan Zdrojewski, minister kultury, i Agnieszka Odorowicz, szefowa PISF, wkroczą do charakterystycznego budynku byłej Wytwórni Filmów Fabularnych, przez lata zagrożonej upadłością. Kiedyś powstawały tu „Popiół i diament” czy „Nóż w wodzie”. Teraz mają powstawać filmy na miarę „Titanica”.

CeTA, którego dyrektorem jest Robert Banasiak, to kolejny — po Alvernia Studios — przykład, że późny debiut na rynku efektów specjalnych ma dobre strony. Studio zastosowało rozwiązania znacznie bardziej nowoczesne od zachodnich konkurentów z ugruntowaną pozycją. [FOT. TW]
CeTA, którego dyrektorem jest Robert Banasiak, to kolejny — po Alvernia Studios — przykład, że późny debiut na rynku efektów specjalnych ma dobre strony. Studio zastosowało rozwiązania znacznie bardziej nowoczesne od zachodnich konkurentów z ugruntowaną pozycją. [FOT. TW]
None
None

— Jesteśmy ogólnopolską instytucją z siedzibą we Wrocławiu. Zamierzamy działać na rzecz producentów filmowych w kraju, chcemy służyć jako inkubator dla filmowców i producentów telewizyjnych. Ale biorąc pod uwagę unikatowość rozwiązania i zastosowane tu najnowocześniejsze technologie, trudno nie marzyć o ściąganiu tu producentów ze świata — mówi Robert Banasiak, dyrektor CeTA. Nowatorska technika motion picture pozwoli na montowanie w czasie rzeczywistym obrazu filmowego z równoczesnym nakładaniem efektów specjalnych. Filmowiec nie będzie musiał czekać na montaż, może od razu zobaczyć finalny obraz.

— Przekłada się to na znaczące obniżenie kosztów. Film można praktycznie nakręcić jedną kamerą, zatrudniając mniejszą ekipę, znacząco redukując koszty postprodukcji — mówi Robert Banasiak. CeTA to próba połączenia ognia z wodą — państwowa instytucja kultury, którą obowiązuje ustawa o zamówieniach publicznych, stawia na innowacyjność. Najnowocześniejszy sprzęt, często przewyższający rozwiązania stosowane na Zachodzie, sąsiaduje ze zniszczonymi budynkami byłej wytwórni filmowej.

CeTA pochłonęła na razie około 15 mln zł inwestycji, ale na remont siedziby wymaga co najmniej drugie tyle. Zanim zrewitalizuje zabytkowy budynek, nastawia się na powolny start. Ale władze centrum wierzą, że uda im się wykorzystać panującą na Zachodzie koniunkturę na efekty specjalne, po które coraz częściej sięgają filmowcy w poszukiwaniu oszczędności — produkcja efektów specjalnych jest często tańsza niż zdjęcia w plenerze. Przykładowo, ostatni wielki hit kasowy, „Hobbit”, był prawie w całości zrealizowany w studiu — od Golluma po liście w lesie.

— CeTA jest spadkobiercą wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Mogę rozmawiać z kontrahentami jako reprezentant firmy z 60-letnim doświadczeniem w produkcji filmowej. To musi robić wrażenie — mówi Robert Banasiak.

Pionierzy z Platige

Rynek efektów specjalnych jest szacowany w Polsce na 150 mln zł, ale polskim studiom coraz częściej jest u nas ciasno i próbują zaistnieć za granicą. Mamy świetnych specjalistów, ceny niższe niż na Zachodzie, coraz więcej najwyższej jakości sprzętu i coraz lepsze kontakty, klucz do sukcesu w tej branży. Najlepiej radzi sobie Platige Image, którego twarzą jest Tomasz Bagiński, zdobywca Oscara. Platige zaistniał już w Katarze, USA, teraz rusza na podbój Brazylii. Do 2015 r. połowa obrotów studia ma pochodzić z zagranicy — obecnie jest to około 30 proc.

— Polska staje się dla nas za mała, zwłaszcza w okresie dekoniunktury na rynku reklamowym. Ale sukcesy to kwestia ostatnich trzech lat. Budujemy markę zagraniczną od kilkunastu lat, pierwsze 5-6 lat było morderczą, żmudną pracą, nieprzynoszącą natychmiastowych efektów — mówi Tomasz Bagiński, dyrektor artystyczny Platige Image.

Studio najwięcej zarabia na reklamach, ale z nadzieją patrzy na dynamiczny rozwój branży gier komputerowych. Od czasu do czasu trafi się najbardziej prestiżowy kąsek — film fabularny. Sukces Platige Image to nadzieja dla jego młodszych naśladowców.

— Na Zachodzie od kilku lat jest dobra koniunktura w obszarze efektów specjalnych, ale żeby się przebić, trzeba reprezentować bardzo silną markę. Niektóre polskie studia animacji oferują usługi takiej samej lub wyższej jakości niż ich zachodnioeuropejscyczy amerykańscy konkurenci, przy cenach niższych niekiedy nawet o 60 proc. Cena jednak nie zawsze jest czynnikiem decydującym, ponieważ wielu producentów i twórców filmowych wybiera znacznie droższe rozwiązania z przyzwyczajenia lub obawy przed współpracą z nieznanym, niesprawdzonym studiem. Human Ark jest zaledwie na początku ścieżki. Patrząc na przykład Platige Image, wierzymy, że jest szansa na międzynarodowy sukces młodszych studiów z Polski — mówi Wojtek Wawszczyk z Human Ark.

Lightcraft, który ma z zagranicy kilka zamówień rocznie, uważa je za wisienkę na torcie. Bazą pozostaje rynek krajowy.

— Koszt postprodukcji to kilka procent całej produkcji filmu, więc niższe ceny w polskich studiach nie zwalają filmowców z nóg. Amerykański producent woli pić sok pomarańczowy w swoim domu z basenem nad brzegiem morza, niż zaoszczędzić 30 tys. USD, przyjeżdżając do Polski na postprodukcję — mówi Daniel Markowicz, założyciel Lightcraft.

W kosmicznym zaciszu

Największe szanse zaistnienia na międzynarodowych rynkach ma Alvernia Studios, finansowana przez Stanisława Tyczyńskiego, który — według szacunków „PB” — zainwestował ponad 100 mln zł w wizjonerski projekt zlokalizowany w kosmicznych kopułkach niedaleko autostrady Kraków — Katowice.

Głębokie kieszenie twórcy potęgi Radia RMF pozwalają Alverni mozolnie zdobywać kolejne zagraniczne kontrakty, liczne, ale na razie stosunkowo drobne — nie zaspokajające ambicji Stanisława Tyczyńskiego, który zawsze działał z rozmachem. Alvernia współfinansuje filmy, co pomaga jej w zdobywaniu zamówień postprodukcyjnych.

— Polska przyciąga coraz więcej zagranicznych produkcji filmowych, najczęściej realizowanych jako koprodukcje, w których Polacy są również odpowiedzialni za część postprodukcji. Alvernia wyróżnia się na tym tle rozmachem i skalą swoich realizacji. Studio z projektu na projekt zdobywa doświadczenie. Wie też, że prowadzi rozmowy o uczestnictwie w największych produkcjach międzynarodowych — mówi Rafał Orlicki z Krakowskiej Komisji Filmowej, samorządowego ciała finansującego inwestycje filmowe w regionie.

Finansowa przepaść

O tym, jak wielka przepaść dzieli filmową Polskę od zagranicy, niech świadczą losy pomysłu, by Woody Allen nakręcił film „Zakochani w Krakowie”. Miasto, wraz z Kinem Świat i TVN, zwróciło się do nowojorskiego reżysera z taką propozycją.

— Otrzymaliśmy odpowiedź, że Kraków będzie brany pod uwagę, jeśli zadeklarujemy 50 mln zł wkładu własnego. To bardzo dużo jak na polskie możliwości, nie mówimy jednak jeszcze pass — mówi Rafał Orlicki. „Zakochani w Krakowie” byliby świetną promocją miasta. Wstrzemięźliwość władz jednak nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że roczna dotacja Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na produkcję filmową to około 88 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane