Zjem krokodyla, luby

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 2007-08-16 00:00

Sklepy, restauracje i szkolenia. Kuchnie Świata — przyjemność gotowania i raj dla podniebienia.

Na podłodze marmurowe posadzki, przy ścianach ciemnobrązowe, stylowe regały. W środku rzędy półek z ponad trzema tysiącami produktów kulinarnych, od zwyczajnych staropolskich przypraw, po indyjskie, tajskie i japońskie dodatki. W głębi przeszklona lada. Za nią na kawałkach lodu piękne kalmary, tygrysie krewetki i świeże płaty rekina. Z boku niewielka część restauracyjna. Można tu dobrze zjeść, ale także odbyć słynne w okolicy szkolenie z przyrządzania niezwykłych potraw. Kilkugodzinne zajęcia z regionalnych i narodowych dań kuchni azjatyckiej prowadzi Matoyoshi Haraguchi, a z potraw greckich, znany z telewizyjnego programu „Europa da się lubić”, Teofilos Vafidis.

— Jest też Dariusz Richter. Chemik z zawodu, kucharz z zamiłowania. W branży kulinarnej zwany Świrem, bo ma fioła na punkcie gotowania. Mawia, że jest ono jak chemia. Polega na mieszaniu produktów i szukaniu nowych smaków — opowiada Dariusz Dymny, prezes SaneChemu, do którego należą Kuchnie Świata.

Pierwszy lokal gastronomiczny pod szyldem Kuchnie Świata powstał w stołecznej Arkadii. Na jego aranżację poszedł blisko milion złotych. Drugi, w Złotych Tarasach, kosztował około 300 tys. zł, a jego obroty sięgają 100 tys. zł miesięcznie. Inne można znaleźć w łódzkiej Manufakturze, poznańskim Starym Browarze, w Krakowie i w Olsztynie. Nowe powstaną jeszcze w tym roku w Magnolia Park we Wrocławiu oraz w gdańskiej Galerii Bałtyckiej.

— Planujemy też otwarcie kolejnych dziesięciu w 2008 r. — dodaje Dymny.

Dwie firmy

Po ukończeniu technologii żywności na SGGW i handlu zagranicznego w SGPiS (teraz SGH) przez kilka lat pracował w Animeksie.

— W latach 1985-90 byłem attaché handlowym w polskiej ambasadzie w Berlinie Zachodnim — wspomina Ryszard Dymny.

Nawiązał liczne kontakty biznesowe i kiedy runął mur berliński, postanowił odejść z dyplomacji. Jeszcze jako attaché, za zgodą MSZ, założył w Niemczech firmę Polfood, której szefuje do dziś. Jednocześnie w Warszawie stworzył jej odpowiednik SaneChem. Na początku lat 90. pomagał też niemieckim przedsiębiorstwom w zakładaniu firm na wschód od Odry.

— Importowaliśmy od 4 do 5 tys. ton mięsa rocznie. Sprzedawaliśmy je głównie na Śląsku — opowiada prezes.

Wraz z rozwojem obu firm postanowił rozwinąć swoją działalność, inwestując w produkcję preparatów chemicznych wykorzystywanych do mycia i dezynfekcji zakładów z branży spożywczej.

— Byliśmy prekursorami, jeśli chodzi o profesjonalną technologię mycia i zbierania brudu ze ścian chłodni. Z naszych usług korzystają m.in. Grupa Sokołów czy też Grupa Animex — opowiada Dymny.

Gołębie Kwaśniewskiego

W połowie lat 90. SaneChem postanowił wycofać się z importu kurczaków amerykańskich i przerzucił się na sprowadzanie owoców morza. Korzystał z doświadczeń swego partnera, firmy Polfood, która obsługiwała rynek niemiecki.

Z upływem lat spożywczy asortyment polskiej firmy rozbudował się do blisko 5 tys. produktów z najróżniejszych regionów świata, od Meksyku po Tajlandię, od Japonii po Stany Zjednoczone i Indie, na naszej kuchni kończąc.

— Na specjalne zamówienie prezydenta Kwaśniewskiego sprowadzaliśmy na przykład gołębie z Francji. Musieliśmy uzyskać zgodę na ich import. Chociaż jest to danie staropolskie, teraz kojarzy się głównie z gołębiami pocztowymi, a tych się nie jada — mówi Dymny.

Dostarczali również mięso z węża, krokodyla, sarny, dzika oraz łosia, żabie udka, małże Wenus, langusty i krewetki grenlandzkie. 80 samochodów rozwozi mrożone, schłodzone i suche produkty w specjalnych skrzyniach oraz w lodówkach do hoteli i restauracji w całej Polsce. Obsługują też kuchnie w placówkach dyplomatycznych.

Krok do przodu

Pomysł na stworzenie marki Kuchnie Świata narodził się przed pięciu-sześciu laty, kiedy do SaneChemu przyszedł Dariusz Richter. Zależało mu na tym, aby pokazać ludziom, jak się smacznie i z pasją gotuje. Zaangażowaniem i profesjonalnym podejściem do pichcenia zaraził Ryszarda Dymnego. Czy nie obawiał się, że skoro klienci się przeszkolą, przestaną przychodzić do lokalu?

— Nie, przychodzą do nas po liczne składniki potrzebne im do przyrządzenia wyszukanych potraw — wyjaśnia Dymny.

Bo kto raz skosztował dobrego smaku, ten z niego łatwo nie zrezygnuje. n

Liczby smakowite

220

tys. zł Tyle miesięcznie zysku przynosi lokal Kuchnie Świata w warszawskiej Arkadii.

50

mln zł Taki obrót roczny mają Kuchnie Świata.

7

Tyle lokali działa pod marką Kuchnie Świata.

Przepis na rekina

Hakarl, czyli mięso z rekina, to najsłynniejsze danie kuchni islandzkiej. Pocięte w wąskie paski musi przez kilka tygodni dojrzewać, leżąc na brzegu morza na deskach pokrytych żwirem i przykrytych kamieniami. Potem się je wędzi i długo suszy w przewiewnych szopach. Smakołyk pachnie trochę amoniakiem, a smakuje jak przejrzały ser camembert. Znawcy twierdzą, że przy kosztowaniu tego delikatesu należy go trzymać jak najdalej od nosa. Do tego konieczna jest wysokoprocentowa wódka, zwana svarta daudi, czyli czarna śmierć oraz czarny razowy chleb. Potrawa jest specjalnością drogich i ekskluzywnych restauracji. Dawniej przygotowywano ją i spożywano w czasie Thorrablott — islandzkiego święta obchodzonego w lutym.

Możesz zainteresować się również: