Złoto jeszcze podrożeje

opublikowano: 06-01-2019, 22:00

Na wielką hossę się nie zanosi, ale 1350 USD za uncję jest bardziej realne niż powrót w okolice 1200 USD za uncję

Subskrybenci Pulsu Biznesu Premium Mają dostęp do newslettera "Zlotowiesci". Sprawdź w  zakładce "Twoje konto"

Mimo pozornej egzotyczności złoto jest jednym z najłatwiej dostępnych aktywów dla polskich inwestorów. Wcale nie przez możliwość kupienia sztabki czy innego precjoza, ale szeregu instrumentów finansowych (patrz ramki). Od kilku tygodni kruszec ewidentnie zaś zyskuje na wartości. Jeszcze w sierpniu 2018 r. uncja złota kosztowała nawet mniej niż 1180 USD. Było to apogeum przeceny zapoczątkowanej w kwietniu. Przez jakiś czas cena wynosiła około 1200 USD za uncję. W październiku zaczęła jednak piąć się do góry. Od sierpniowego dołka zysk wyniósł 100 USD za uncję. Obecnie testowany jest poziom 1290 USD.

— Wygląda to na zmianę trendu. Zresztą można było o tym mówić już wcześniej. Od strony analizy technicznej, już wybicie ponad 1240-1250 USD za uncję powodowało, że ruch do góry trudno było kwalifikować jako zwykłą korektę, a nie zmianę tendencji — zaznacza Marcin Kiepas, analityk niezależny.

Holenderski bank ABN Amro prognozuje, że na koniec 2019 r. kruszec będzie kosztował 1400 USD za uncję. Nie jest zresztą jedynym, który tak uważa. Francuski BNP Paribas przedstawił taki pogląd jeszcze wiosną 2018 r.

— Krótkoterminowo prawdopodobna jest realizacja zysków na złocie, ale w dłuższym terminie są szanse na dosyć wyraźny wzrost cen. Nie wiem, czy złoto osiągnie 1400 USD, ale jest szansa na 1350 USD — uważa Michał Stajniak, analityk surowcowy X-Trade Brokers DM.

— To może być rok złota, ale 1400 USD za uncję to byłoby bardzo, bardzo dużo. Poziomem do utrzymania jest 1350 USD. Rynek wykonał już pokaźny ruch i prawdopodobnie będzie on kontynuowany. Wzrost nie będzie jednak liniowy. Po zmianie ceny o 100 USD za uncję można spodziewać się pewnego wyhamowania — wtóruje mu Bartosz Sawicki, analityk DM TMS Brokers.

Powodów nie brak

Michał Stajniak przypomina, że na początku roku, tradycyjnie rośnie sezonowo popyt na złoto z Indii i Chin. Podkreśla jednak, że główne czynniki obecnych podwyżek cen wiążą się z wyceną dolara i amerykańskich obligacji. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Światowa Rada Złota wskazują, że rośnie popyt generowany przez banki centralne gospodarek wschodzących. W wakacje Polska kupiła 9 ton kruszcu i były to pierwsze takie transakcje w XXI wieku. Do tego wcale nie szczególnie duże. Tylko w listopadzie Turcja kupiła dwa razy więcej cennego metalu.

— Złoto jest obecnie najlepszym wehikułem, by grać na słabość amerykańskiego dolara. Jest pozbawione problemów, które mają waluty zwyczajowo do tego wykorzystywane. Słabnąca światowa gospodarka, niskie rentowności amerykańskich obligacji skarbowych i duża zmienność na rynkach akcji są zaś dobrym środowiskiem dla defensywnych aktywów i walut — komentuje Bartosz Sawicki.

— Obecnie jest więcej argumentów przemawiających za tym, że złoto będzie drożało, niż za tym, że wróci w okolice 1200 USD. Nastroje na rynkach finansowych generalnie się pogarszają, w realnej gospodarce też — co widać choćby po opublikowanym 1 stycznia 2019 r. wskaźniku PMI dla Chin. Zmienia się polityka amerykańskiego banku centralnego dotycząca stóp procentowych. Wszystko to wspiera notowania złota. Nie oczekuję jednak bardzo mocnego trendu wzrostowego. Po zwyżce z końca grudnia, prawdopodobnie przyjdzie zresztą korekta spadkowa — mówi Marcin Kiepas.

Podobnie jak dwaj inni nasi rozmówcy, ekspert jest dość wstrzemięźliwy względem wyceny jednej uncji na 1400 USD. Uważa to za wartość maksymalną, jaką metal może osiągnąć w obecnym trendzie wzrostowym. Generalnie więc analitycy obstawiają utrzymanie trendu bocznego zainicjowanego w 2013 r.

Na gorączkę za wcześnie

Nasi rozmówcy podkreślają, że liczenie na złotą hossę, która w latach 2011-12 wywindowała ceny do 1600-1700 USD jest nieuzasadnione.

— Potrzebne byłoby wyraźne osłabienie amerykańskiego dolara i kryzys w światowej gospodarce — podkreśla Marcin Kiepas.

— Osiągniecie przez ceny złota 1600-1700 USD wymagałoby recesji w światowej gospodarce i wyraźnej bessy na giełdach. Biorąc pod uwagę sytuację na Wall Street, mimo ostatnich spadków indeksy są jednak dość wysoko. 1200 i 1350 USD za uncję to także poziomy istotne dla spekulantów. W okolicach 1200 USD kupują złoto, by na poziomie 1350 USD szybko zrealizować zyski. Potrzeba bardzo silnego bodźca, by cena złota trwale pokonała te kluczowe poziomy, a moim zdaniem takiego bodźca w tym roku nie będzie — dodaje Michał Stajniak.

Niuanse oferty TFI

Na złocie bazuje kilka funduszy inwestycyjnych. Ich wyniki są dość różne. PKO Akcji Rynku Złota zarobił w ostatnich trzech miesiącach ponad 12 proc. W ostatnich trzydziestu dniach jest na plusie 14 proc. Quercus Gold i Investor Gold Otwarty zarobiły w tym czasie niespełna 5 proc., a w ostatnim kwartale — odpowiednio — 7,5 oraz 6,5 proc. Te różnice dość bezpośrednio wynikają z konstrukcji funduszy. Produkty Quercus TFI i Investors TFI w założeniu mają odzwierciedlać zmiany kursu złota. Pierwszy bazuje na wycenie kontraktów terminowych, drugi znaczną pozycję utrzymuje w funduszu, który inwestuje w sztaby przechowywane u londyńskiego depozytariusza, uzupełniając portfel o fundusze zagraniczne, dające w takiej czy innej formie ekspozycję na rynek metali szlachetnych. Fundusz ze stajni PKO TFI sam kupuje akcje spółek wydobywczych. Co do zasady powinien więc zyskiwać na wartości mocniej od złota, gdy cena kruszcu rośnie, ale też tracić mocniej, gdy złoto tanieje.

Zyski ze spadku cen

Aż 30 proc. mógł zarobić w ciągu ostatniego miesiąca ten, kto zainwestował w jeden z certyfikatów strukturyzowanych na złoto notowanych na warszawskiej giełdzie. To efekt wykorzystania tzw. dźwigini. W jej wyniku ceny certyfikatów zmieniają się dużo wyraźniej od cen złota — co może być zarówno korzystne, jak i niekorzystne dla inwestora. Certyfikatami handluje się tak samo jak akcjami, wykorzystując zwykły rachunek maklerski. Mechanizm dźwigni wykorzystują jednak również kontrakty CFD na złoto dostępne u brokerów foreksowych. Mimo zwiększonego ryzyka, wynikającego z tzw. dźwigni, niewątpliwą zaletą jednych i drugich jest możliwość zarabiania zarówno na wzroście, jak i spadku cen kruszcu. Oczywiście, najpierw trzeba go jednak właściwie przewidzieć. Instrumenty pozwalające zarabiać na spadkach, tracą bowiem, gdy kurs rośnie — i na odwrót.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Złoto jeszcze podrożeje