Znak szczególny: asymtria

AGNIESZKA RODOWICZ
28-12-2017, 22:00

Anna i Piotr Hertlowie poznali się, kiedy ona zaczynała studia na administracji, a on już pracował jako specjalista od sprzedaży. Żadne nie miało nic wspólnego z projektowaniem ubrań. Razem stworzyli firmę Lemme, która od początku przynosi zyski.

Przyszłego męża Anna Hertel poznała w klubie Łódź Kaliska dziesięć lat temu. Kilka miesięcy później poważnie zachorowała. Kiedy doszła do siebie, wzięli ślub. Do pełni szczęścia brakowało jej pracy, ale nie mogła znaleźć swojej drogi zawodowej.

Wyświetl galerię [1/2]

Świat dookoła. Inspiruje nas wszystko — głównie podróże, natura, architektura i inni ludzie, w szczególności kobiety — mówi Anna Hertel, współwłaścicielka Lemme.

— Skończyłam administrację na Uniwersytecie Łódzkim, ale ciągnęło mnie w stronę artystyczną. Malowałam obrazy, ale mojej sztuki nikt nie rozumiał — śmieje się Anna Hertel. W końcu mąż ją zapytał: „Co cię pasjonowało w dzieciństwie?”.

— Przypomniałam sobie, że jako dziecko rysowałam ubranka, kombinowałam z ciuchami, wycinałam je, przerabiałam — mówi Anna Hertel. Mąż zachęcił, żeby spróbowała coś zaprojektować. Zadeklarował pomoc i wsparcie. Na początek kupił żonie podręczniki o projektowaniu i produkcji ubrań. Pierwsze projekty powstały w 2013 r., m.in. sukienki wizytowej. Ubrania spodobały się znajomym, koleżanki Anny Hertel zaczęły je kupować. Wiadomości o Lemme rozchodziły się pocztą pantoflową. Potem projektantka zrobiła niemieckie opisy i ubrania zaczęły się sprzedawać na niemieckim portalu daWanda. Pierwsza sukienka Lemme trafiła nawet na okładkę magazynu, który portal wydaje.

Materiały na metry

— Byliśmy zaskoczeni, ale bardzo szczęśliwi, że nasze rzeczy się podobają — mówi Anna Hertel. Wtedy mąż zapytał ją, czy chce być projektantką, brać udział w konkursach, pokazach , czy woli zarabiać pieniądze. Bo to dwie różne drogi. Wspólnie wybrali zarabianie pieniędzy. Choć i pokazy się zdarzają. — Są ważne z marketingowego punktu widzenia. Dobrze jest wrzucić film z pokazu do internetu, pokazać ubrania w innym kontekście niż katalogowy — wyjaśnia Anna Hertel. Ale największą przyjemność sprawia jej szycie dla zwykłych ludzi.

— Wolę widzieć nasze ubrania na ulicach niż na okładce czy pokazie. Dlatego nie mamy wysokich cen — mówi projektantka. Działalność rozwijali ostrożnie. Piotr Hertel nadal pracował na etacie na wysokim stanowisku w dużej firmie telekomunikacyjnej, dzięki czemu mieli finansowy komfort. Anna Hertel zdobyła w urzędzie pracy dofinansowanie na rozpoczęcie działalności i w 2015 r. otworzyła firmę. 20 tys. zł dotacji i około 10 tys. oszczędności wydali na materiały, maszynę do szycia, manekiny, formy, stronę internetową, ulotki, wizytówki.

— Bardzo pomogło nam to, że rodzice naszych sąsiadów mają jedną z lepszych szwalni w Polsce. Szyją dla niszowych polskich marek. Robią to świetnie, a jednocześnie nie mają masowej produkcji. Mieliśmy więc szansę przebić się ze swoim zamówieniem. A szwalnie rzadko chcą szyć kilkadziesiąt sztuk odzieży. Nie opłaca im się — mówi Piotr Hertel. Im sąsiedzi zgodzili się szyć małe partie. Uczyli też podstaw, których twórcom Lemme brakowało. Po materiały Hertlowie na początku jeździli aż do Poznania. W Łodzi jest w czym wybierać, ale trzeba kupować całe belki, na metry nikt nie sprzedaje. W Poznaniu owszem. A oni początkowo szyli bardzo niewiele.

— Gdy zwiększyliśmy produkcję, zaczęliśmy kupować przede wszystkim od łódzkich producentów, którzy robią świetne jakościowo i ładne dzianiny — mówi Anna Hertel. — Co nie znaczy, że wszyscy. Jeśli po odszyciu okazywało się, że coś jest nie tak, zmienialiśmy dostawcę materiału — dodaje Piotr Hertel.

Zrobili ostatnio kurtkę zimową, świetnie się sprzedawała. Ale mieli reklamację — delikatny materiał rozszedł się na kieszeni. Wycofali więc ten model, mimo że był tylko jeden taki incydent. Uważają, że taka mała firma jak ich nie może sobie pozwolić na żaden błąd.

Miękko, miło, efektownie

Szyją głównie z bawełny z poliestrem, wiskozy, modalu, zdarza się nawet poliester z elastanem. Sztuczne materiały są dużo lepsze niż dawniej, a im chodzi o to, by były miłe w dotyku, efektowne i dobrej jakości. I żeby cena ubrania była dla klientów osiągalna. Znakiem szczególnym Lemme jest też asymetria, którą Anna Hertel uwielbia. Wszystko jest w jej kolekcjach dłuższe, krótsze, dziwnie wycięte.

— Żeby rzeczy były bardziej użytkowe, często są dwustronne: bluzki, które można założyć dekoltem do przodu lub do tyłu albo wiązać na obie strony. Teraz projektujemy kamizelkę, która może być noszona na prawo bądź na lewo — opowiada Anna Hertel.

— Robimy to także po to, by nasze ubrania były ciekawsze. Konkurujemy z sieciówkami jakością i pomysłowością. Bo cenami nie możemy — dodaje Piotr Hertel. Tym bardziej, że borykają się z problemem braku szwaczek.

— Szkoły odzieżowe zostały pozamykane, wszyscy chcą być projektantami, a nie krawcowymi — mówi Anna Hertel. Każde z nich projektuje inaczej. Annie Hertel najpierw przychodzi do głowy pomysł, rysuje go. Jej mąż musi zaś najpierw zobaczyć materiał, żeby pojawił się pomysł na ubranie. Nie umie dobrze rysować, więc tłumaczy żonie, co ma w głowie, a ona przenosi to na papier. Potem razem dopracowują wstępny projekt, wybierają materiały, dodatki. Następnie konstruktor robi formę, która idzie do szwalni, gdzie prototyp jest odszywany. Dalszy etap to poprawki, czasami kilkukrotne, bo niekiedy zmienia się nieco koncepcja.

— Słuchamy też uważnie klientów, z którymi mamy kontakt na targach. Czasami udoskonalamy projekt, który jest już w sprzedaży — mówi Piotr Hertel, który projektuje przede wszystkim ubrania dla mężczyzn. Jego żona robi kolekcję damską. Choć czasami jest odwrotnie. — Inspiruje nas wszystko, głównie podróże, natura, architektura i inni ludzie, w szczególności kobiety — mówi Anna Hertel. Jej mąż zapewnia, że nie robią ubrań, które im się nie podobają.

Z Excelem za pan brat

Piotr Hertel, specjalista do spraw sprzedaży, zawsze pilnował, by produkcja Lemme była rentowna. Przygotował żonie tabelki, w których skrupulatnie wpisywała wszystkie koszty i zarobki. Dzięki temu przedsięwzięcie od początku przynosiło dochód, który w całości inwestowali. Ale jednocześnie byli bardzo oszczędni i samodzielni. Pierwszą stronę internetową Anna Hertel zaprojektowała sama. Bo planowali sprzedaż głównie przez internet. Gdy okazało się, że nie idzie dobrze, ruszyli na targi. Piotr Hertel od poniedziałku do piątku pracował na etacie. W sobotę rano pakowali towar do samochodu i jeździli po całej Polsce. I tak przez dwa lata. Dopiero niedawno postanowili trochę odpocząć i na targach są dwa razy w miesiącu (mniej więcej 70 proc. sprzedaży odbywa się na targach). Potem zainwestowali w porządny sklep internetowy i wtedy sprzedaż w sieci poważnie wzrosła. Współpracują też z kilkoma butikami, które same się do nich zgłosiły. Największy szał się zaczął, kiedy zaczęli szyć bluzo-płaszcze z bawełnianej dzianiny.

— Klienci je pokochali i to właściwie rozkręciło nasz biznes — mówi Anna Hertel. Początkowo starali się robić kolekcje na lato i parę modeli na zimę. Ostatnio stwierdzili, że najprawdopodobniej będą się specjalizowali w bluzach i płaszczach, które sprzedają się przez cały rok.

— Bardziej kręci nas projektowanie sukienki niż bluzy, mimo że jest trudniejsze. Ale kolekcje zwiewnych letnich sukienek sprzedają się przez miesiąc. Bo mamy taki, a nie inny klimat — wyjaśnia Anna Hertel. Klienci najwyraźniej podchodzą praktycznie do wydawania pieniędzy. Mając do wyboru sukienkę Lemme za 200 zł, w której pochodzą przez miesiąc, i całoroczny płaszcz za 280 zł, wybierają ten drugi. Projekty powstają wszędzie, nawet na pomoście nad jeziorem. Anna Hertel zawsze ma przy sobie notesik i ołówek, by, jak jej przyjdzie coś do głowy, od razu to narysować i nie zapomnieć. Projekty, formy, uszyte rzeczy początkowo trzymali w domu, więc mieli Lemme w każdej szafie, pod każdą ścianą, u rodziców, w szwalniach.

— Od dwóch lat wynajmujemy parter domu na magazyn. Tam też szyję czapki — mówi Anna Hertel. To także miejsce, gdzie mogą się spotykać z klientkami. — Nie jest bardzo reprezentacyjne, ale blisko naszego domu i praktyczne, bo na parterze, więc wygodnie pakować towar do samochodu przed wyjazdem na targi — mówi projektantka.

Oszczędnie, lecz odważnie

Dziś sprzedają 40-60 sztuk odzieży miesięcznie i mają około 50 modeli. Narysowanych projektów jeszcze więcej.

— Bawi nas wymyślanie. Ale często brakuje czasu, pieniędzy czy odpowiedniego materiału, by wszystkie pomysły zrealizować — mówi Anna Hertel. Niektóre modele tak dobrze się sprzedają, że ciągle je szyją.

— Część damskiej kolekcji jest grunge’owa, część bardziej sexy, zmysłowa, dla kobiet, które chcą pokazać trochę ciała… — mówi Anna Hertel — … lubią duże dekolty, odkryte plecy, raczej chodzą bez stanika — precyzuje mąż. Męska kolekcja Lemme jest alternatywna, grunge’owa, trochę rockowa. Klienci to modni, odważni faceci. — Jak taki do nas wejdzie, kupuje wszystko. Bo nie ma zbyt wielu ciekawych propozycji dla mężczyzn na rynku — mówi męska część duetu projektowego. Hertlowie wszystko robią ostrożnie, licząc każdą złotówkę. Ale zdają też sobie sprawę z tego, że rozwój wymaga inwestycji.

— Na początku mogliśmy zaoszczędzić, wiele rzeczy robiąc sami. Ale w pewnym momencie już nawet nie wypada i nie ma co oszczędzać — mówi Anna Hertel. Dlatego już tylko czasami koleżanki i koledzy pozują im w zamian za ciuchy. Częściej zatrudniają profesjonalną modelkę i fotografa. Dotychczas Anna Hertel sama pozycjonowała markę w internecie, ale przymierzają się do tego, by zapłacić za to profesjonaliście. Bo chcieliby zwiększyć sprzedaż przez internet, sprawić, by był głównym kanałem dystrybucji.

— Choć być może otworzymy też butik. W Łodzi nie jest to łatwe. Sensownie jest otworzyć sklep w centrum handlowym Manufaktura, gdzie są ogromne czynsze, lub na Piotrkowskiej, gdzie z kolei trudno znaleźć odpowiedni lokal — wyjaśnia Piotr Hertel. Nie ukrywają, że obciążenia finansowe dla przedsiębiorców też są dla nich dużą przeszkodą. — 1200 zł na ZUS to dla małej firmy bardzo dużo. Chętnie płacilibyśmy nawet więcej, gdybyśmy mieli wystarczające obroty — mówi Piotr Hertel. Innym problemem jest nieuczciwa konkurencja.

— Nasze ciuchy się podobają i są niestety często kopiowane — przyznaje Piotr Hertel. Starają się z tym walczyć, mają prawnika. W sądach toczą się już sprawy o kradzież pomysłów Lemme. Nie zniechęca ich to i pracują nad nowymi modelami. Teraz szukają ciekawego materiału przeciwdeszczowego, by robić ubrania na najzimniejsze dni. Bo z Lemme ma być ciepło i wygodnie. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Znak szczególny: asymtria