Znaleźli patent na opcje

Adrian Boczkowski
21-01-2009, 00:00

Spółki z toksycznymi opcjami zwierają szyki. Chcą unieważnić umowy z bankami. Praktycznie bez kosztów.

Rodzime firmy spotykają się w Toruniu, by przyjąć plan gry

Spółki z toksycznymi opcjami zwierają szyki. Chcą unieważnić umowy z bankami. Praktycznie bez kosztów.

W piątek w Toruniu spotykają się przedstawiciele spółek zakażonych toksycznymi opcjami, które poniosły na nich wielomilionowe straty, ale nie czują się winne. Z naszych informacji wynika, że oprócz właścicieli firm niepublicznych będą wśród nich także przedstawiciele spółek z GPW. Chodzi m.in. o Apatora, Zelmera i Ropczyce.

Kupą, mości Panowie

— W ramach naszych działań restrukturyzacji zobowiązań z transakcji walutowych znajduje się m.in. wymiana doświadczeń z innymi spółkami — mówi dyplomatycznie Maciej Olszak, dyrektor biura zarządu i organizacji Zelmera.

— W grupie jest siła. Z rozmów z innymi spółkami wiem, że problem opcji walutowych jest niezwykle głęboki i powszechny — dodaje Janusz Niedźwiecki, prezes Apatora.

Właściciel jednej ze spółek, która czuje się poszkodowana przez działalność banków, twierdzi, że znalazł wytrych do rozwiązania problemów.

— Odkryłem furtkę, która pozwoli praktycznie bez kosztów unieważnić większość umów opcyjnych — zaciera ręce Zbigniew Przybysz, prezes i współwłaściciel pomorskiej spółki Kram (producent maszyn i opakowań), który jest inicjatorem piątkowego spotkania.

Był też jednym z pierwszych przedsiębiorców, który skontaktował się z nami w sprawie opcji walutowych. Informował "PB", że bank widział dla niego tylko jedno rozwiązanie problemu — udzielenie kredytu pod zastaw całego majątku produkcyjnego. Zbigniew Przybysz określił to mianem "przystawiania pistoletu do głowy".

— Nie poddałem się. Zbudowałem firmę od garażu. Jesteśmy regionalnym liderem w niektórych niszach rynkowych. Dlatego nie pozwolę, by banki zabrały mi moje dziecko — opowiada prezes Kramu.

Na czym polega pomysł, dzięki któremu krajowe przedsiębiorstwa nie musiałyby spłacać kilku miliardów złotych ujemnej wyceny wystawionych walutowych opcji kupna?

— Ogólnie chodzi o bariery włączające i wyłączające opcje w umowach, sposób ich ustalania, ich definicję, a przez to wadliwą konstrukcję całego kontraktu — ujawnia Zbigniew Przybysz.

Pewni swego

Zdaniem "buntowników", ich wygrana jest prawdopodobna.

— Konsultowaliśmy już to rozwiązanie z kilkoma prawnikami i bankowcami. Dziwią się, że sam na nie wpadłem i wróżą nam sukces — mówi nieco tajemniczo Zbigniew Przybysz.

Dodaje, że jego pomysł wsparty jest doświadczeniami szerokiego kręgu ekspertów.

— Mamy po naszej stronie prawników i bankowców — mówi Zbigniew Przybysz.

— Są wśród nich także ludzie z doświadczeniem w dealing-roomach. To byli już pracownicy dużych banków, którzy mają szeroką wiedzę o mechanizmach i oprogramowaniu w dealingroomach. To dało nam dużo nowych punktów zaczepienia — dodaje szef spółki Kram.

Jego zdaniem, banki w wielu przypadkach miały naciągać przedsiębiorców na wystawianie opcji walutowych, a transakcje "zabezpieczające" okazały się czystą spekulacją.

— Teraz, niestety, przez wcześniejszą lekkomyślność mocno ucierpią — mówi Zbigniew Przybysz.

— Wszyscy, którzy podpisali umowy opcyjne, wiedzieli, co robią. Jeśli nie rozumieli czegoś, to mogli zapytać się nas albo niezależnych specjalistów. Umów trzeba dotrzymywać nawet wtedy, gdy się traci. Takie są zasady gry w cywilizowanym świecie — komentuje anonimowo jeden z bankowców.

Problem na bank

Jak mocno ewentualne unieważnienie umów opcyjnych, na jakie liczą przedsiębiorcy, pogrążyłoby banki? Ujemną wycenę opcji walutowych, w których pośredniczyły krajowe banki, można szacować obecnie na 8 mld zł. Tymczasem łączny zysk netto krajowych banków po trzech kwartałach wyniósł 12,7 mld zł. Teoretycznie więc banki udźwignęłyby ten ciężar. Problem tylko w tym, że przy obecnej suszy płynnościowej każdy grosz się liczy, a banki muszą dbać o kapitały. Dla największych graczy na rynku derywatów anulowanie umów opcyjnych z krajowymi firmami mogłoby oznaczać widmo utraty płynności. Gdyby kontrakty z klientami okazały się nieważne, banki z własnej kasy musiałyby regulować zobowiązania wobec podmiotów, które są właścicielami opcji i mają prawo na przykład do kupowania euro po 3,4 zł. Polskie instytucje finansowe były bowiem jedynie pośrednikami sprzedaży, którzy zadowolili się prowizjami i nie czerpią zysków z osłabiania złotego. Opcje to więc dla nich też problem. Szczególnie że spółki zaczynają składać wnioski o upadłość (tak zrobiło już Elwo z grupy Rafako oraz Odlewnie).

— Doprowadzenie do upadku bankowości w Polsce nie jest naszym celem. Jednak ogromne pieniądze, jakie teraz możemy stracić przez wcześniejsze wykorzystanie naszego zaufania, zmuszają nas do działania. Gotówkę wolimy przeznaczać na inwestycje i rozwój. Inaczej czeka nas zwalnianie pracowników i zwijanie biznesów. A przecież silne euro właśnie teraz sprzyja eksporterom — dodaje prezes spółki Kram.

Utrącone prognozy

Opcje walutowe zmniejszyły zeszłoroczny wynik Apatora, kierowanego przez Janusza Niedźwieckiego, o kilkanaście milionów złotych. Gdyby nie to, Apator przekroczyłby prognozy finansowe. Tymczasem spółka była zmuszona pod koniec grudnia do obniżki planów o blisko jedną trzecią (o 10 mln zł). Firma czuje się wpuszczona w maliny przez banki.

Dogadali się z Millennium

Spółka pod rządami Józefa Siwca zawarła na początku grudnia porozumienie z Bankiem Millennium, na którego mocy ma spłacić w ratach 12 mln zł strat na opcjach walutowych (pierwotne zobowiązanie opiewało na 19,5 mln zł). Z naszych informacji wynika, że Ropczyce mają jeszcze zobowiązania opcyjne wobec innych banków, które na razie nie wypowiedziały umów.

Szukają porozumienia

Rzeszowski producent sprzętu AGD obniżył zeszłoroczną prognozę zysku netto o ponad 15 mln zł (o blisko jedną trzecią) głównie z powodu ujemnych wycen derywatów walutowych. Teraz spółka Janusza Płocicy stara się restrukturyzować zobowiązania wobec banków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Znaleźli patent na opcje