W poniedziałek nie było sesji w Ameryce, a podczas weekendu nic ciekawego się tam nie działo. Kontrakty na indeksy amerykańskie we wtorek od rana były na plusach. Działała tu siła rozpędu i brak ataków terrorystycznych, które były tak mocno zapowiadane przez służby specjalne. To wszystko sygnalizowało, że sesja w Stanach Zjednoczonych powinna zacząć się na plusach.
W poniedziałek miało miejsce posiedzenie Unii Europejskiej w sprawie Iraku, podczas którego jej członkowie wypracowali wspólne stanowisko. Posiedzenie zakończyło się deklaracją, która mówi, że inspekcje nie mogą trwać w nieskończoność, a nacisk militarny pomaga w osiągnięciu celu. Dodano, że użycie siły może mieć miejsce jeśli nie będzie innego wyjścia.
Wydaje się, że ta deklaracja będzie bez znaczenia dla rynków finansowych, bo ma zadowolić wszystkich. Wszystko jednak zależy od ogólnego nastroju. Deklarację tę każdy bowiem może sobie interpretować na swój sposób — zarówno jako odroczenie wojny, jak i zgoda na interwencję w razie potrzeby.
Na początku wtorkowej sesji na giełdach europejskich ta druga część deklaracji wytrąciła nieco inwestorów z równowagi. Niepokoiło również posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, które potrwa do dziś. Znów jesteśmy bowiem w sytuacji, w której jedna wypowiedź polityka może zmienić kierunek indeksów.
Rynki w Eurolandzie były zaniepokojone nie tylko geopolityką, ale i wynikami spółek. UBS (największy bank szwajcarski) podał stratę większą od oczekiwanej i zapowiedział, że ożywienie może przyjść dopiero w 2004 roku. Złe wyniki podał również Reuters, a kurs Ericssona spadał po obniżeniu rekomendacji przez Moody’s Investors Service.
To wszystko wywołało lekkie spadki indeksów i nerowowe wyczekiwanie na sesję w Ameryce. Nieco poprawił sytuację indeks oczekiwań biznesu instytutu ZEW, który wzrósł w lutym. Wszyscy zdają sobie sprawę, że wojna może szybko doprowadzić do zmiany oczekiwań. Poza tym prezes ZEW w swoim komentarzu powiedział, że gospodarka niemiecka nadal będzie słaba, a sytuacja jest bardzo niepewna. Spadek produkcji przemysłowej w strefie euro (bliski prognoz) nie miał raczej wpływu na giełdy. Za to bardzo stonowane wystąpienie premiera Blaira w sprawie Iraku trochę podniosło inwestorów na duchu, a bardzo dobry początek sesji w Stanach Zjednoczonych wywołał wyraźne wzrosty indeksów.
Przedwczoraj na polski rynek dotarły informacje o dużym spadku inflacji. To nie jest plus dla rynku. Spadek inflacji w warunkach rosnących cen surowców pokazuje tylko to, że po drodze ktoś traci. Spółki muszą zmniejszać zysk lub ciąć koszty zwiększając bezrobocie. Marek Belka były minister finansów, mówił wczoraj nawet o nadchodzącej deflacji i wchodzeniu na japońska drogę. Te dane to zdecydowany minus, ale na dłuższą metę.
Wypowiedź prezydenta Francji, który bardzo ostro skrytykował kraje wchodzące do Unii za podpisanie „listu ośmiu” popierającego USA i niedwuznacznie zapowiedział, że mogą pojawić się problemy z wejściem do UE, też nie poprawiała nastrojów. Spadki były niewielkie, ale po informacji, że możliwe jest dokapitalizowanie Stoczni Gdynia 1 proc. akcji TP SA nastroje pogorszyły się i to mimo coraz lepszej sytuacji na świecie. Martwiło to, że wzrósł obrót na spadku. Warto zauważyć, że badany przez GPW Wskaźnik Koniunktury Rynku Kapitałowego pokazuje, że 57 proc. analityków oczekuje wzrostu indeksu na koniec miesiąca, a tylko 22 proc. spadku. To poważne ostrzeżenie i dla kontrarian klasyczny sygnał sprzedaży.
Dziś dowiemy się, jak wyglądała sytuacja na rynku nieruchomości w USA w styczniu. Ponieważ tam ciągle trwa hossa, nie oczekuję negatywnej reakcji, nawet gdyby dane były nieco gorsze od prognoz (spadek ilości wydawanych pozwoleń na budowę domów o 4,6 proc. i rozpoczętych budów domów o 3,3 proc.). Nasz rynek zachowa się tak, jak giełdy Eurolandu, a tu sytuacja będzie zależała od zakończenia sesji w USA i informacji z RB ONZ.