Gracze w USA wykorzystują do maksimum możliwość podniesienia indeksów korzystając z chwilowego odprężenia w geopolityce. Wczorajsza sesja była prostą kontynuacją piątkowej. USA i Wielka Brytania pod naciskiem opozycji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i opinii publicznej dadzą inspektorom więcej czasu, zapowiadanych zamachów terrorystycznych nie było, więc świat jest piękny.
Trochę ironizuję, ale przecież wiadomo, że niedługo znowu zaczną się napięcia, a to, że wczoraj ich nie było zapewne zawdzięczamy również śnieżycy w USA – Rada Bezpieczeństwa miała zebrać się po południu, a nie rano jak było planowane. Poza tym, z tego samego powodu, wolumen na giełdach był mały, co dodatkowo wspomagało zwyżkę, ale wzrost na małym wolumenie nie jest tym, co byki lubią najbardziej.
Deklaracja UE w sprawie Iraku, ponieważ miała zadowolić wszystkich, była bez znaczenia dla europejskich rynków finansowych. Wszystko zależało jednak od ogólnego nastroju. W zależności od niego inwestorzy albo zauważyliby to, że wojna jest ostatecznością, albo to, że UE zakłada, że może działania zbrojne poprzeć. I wydaje się, że wczoraj, na początku sesji, to ostatnie nieco wytrąciło rynki z równowagi. Niepokoiło również zapowiadane posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Powraca sytuacja, w której każda wypowiedź polityka może zmienić kierunek indeksów.
Rynki w Eurolandzie były zaniepokojone nie tylko geopolityką, ale i wynikami spółek. UBS (największy bank szwajcarski) podał stratę większą od oczekiwanej i zapowiedział, że ożywienie może przyjść dopiero w 2004 roku. Złe wyniki podał również Reuters, a kurs Ericssona spadał po obniżeniu rekomendacji przez Moody’s Investors Service. To wszystko wywołało lekkie spadki indeksów i wyczekiwanie na sesję w USA.
Nieco poprawił sytuację indeks oczekiwań biznesu instytutu ZEW, który wzrósł w lutym. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że wojna może doprowadzić do zmiany oczekiwań, a poza tym prezes ZEW w swoim komentarzu powiedział, że gospodarka niemiecka nadal będzie słaba, a sytuacja jest bardzo niepewna. Podobnie nie miał wpływu spadek produkcji przemysłowej w strefie euro (bliski prognoz). Za to bardzo stonowane wystąpienie premiera Blaira w sprawie Iraku trochę podniosło inwestorów na duchu, a bardzo dobry początek w USA wywołał wyraźne wzrosty indeksów.
Przedwczoraj na nasz rynek dotarły informacje o dużym spadku inflacji. To nie jest plus dla rynku. Spadek inflacji w warunkach rosnących cen surowców pokazuje tylko to, że po drodze ktoś traci. Spółki muszą zmniejszać zysk lub ciąć koszty zwiększając bezrobocie. Te dane to zdecydowany minus, ale na dłuższą metę. Wypowiedź prezydenta Francji, który bardzo ostro skrytykował kraje wchodzące do UE za popisanie „listu ośmiu” popierającego USA i niedwuznacznie zapowiedział, że mogą pojawić się problemy z wejściem do UE też nie poprawiała nastrojów. Spadki były niewielkie, ale po informacji, że możliwe jest dokapitalizowanie Stoczni Gdynia 1 proc. akcji TPSA nastroje pogorszyły się i to mimo coraz lepszej sytuacji na świecie.
Martwiło to, że wzrósł obrót – to nie jest „byczy” układ obrotów, jeśli rosną na spadkach. Warto zauważyć, że badany przez WGPW Wskaźnik Koniunktury Rynku Kapitałowego pokazuje, że 57 proc. analityków oczekuje wzrostu indeksu na koniec miesiąca, a tylko 22 proc. spadku. To poważne ostrzeżenie i dla kontrarian klasyczny sygnał sprzedaży.
Dzisiaj (14.30) dowiemy się jak wyglądała sytuacja na rynku nieruchomości w USA w styczniu. Ponieważ tam ciągle trwa hossa to nie oczekuję negatywnej reakcji nawet, gdyby dane były nieco gorsze od prognoz (spadek ilości wydawanych pozwoleń na budowę domów o 4,6 proc. i rozpoczętych budów domów o 3,3 proc.).
Nasz rynek utracił korelację z Eurolandem, co utrudnia stawianie prognozy, ale powinien do tej korelacji dzisiaj powrócić – ważne będą nastroje po sesji w USA i informacje z Rady Bezpieczeństwa ONZ.