Coraz więcej firm prosi o wygaszenie zezwolenia na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej. Jeśli je uzyskają, nie będą musiały zainwestować obiecanej wcześniej kwoty i zatrudnić zapowiedzianejliczby osób, a jednocześnie nie będą zobowiązane zwracać pomocy publicznej (zwolnienia z CIT). Wczoraj „PB” informował, że Ministerstwo Gospodarki (MG) wygasiło zezwolenie firmie Sharp.
Kolejka chętnych
Starają się o to m.in. Sumika (poddostawca Sharpa) i Toshiba. Szlaki przetarł w ubiegłym roku inny producent telewizorów: Funai, który w Nowej Soli wybudował zakład, ale potem ograniczył zatrudnienie do kilkudziesięciu osób.
— W listopadzie i grudniu wpłynęło 10 wniosków — mówi Teresa Korycińska.
— Ministerstwo ma „na tapecie” 30 takich firm. W większości dostały zezwolenia przed 2008 r., a zdecydowana większość — ze względu na kłopoty wywołane m.in. kryzysem — już raz poprosiła o przedłużenie terminu, w którym mają się wywiązać ze zobowiązań. Wniosków byłoby mniej, gdyby tych firm dotyczyły elastyczne przepisy zatrudnienia — twierdzi źródło „PB”.
Gdyby babcia…
Właśnie brakiem elastyczności wniosek tłumaczy Sharp. Firma obiecała 3 tys. pracowników do końca 2013 r. i utrzymanie tego poziomu przez pięć lat. Nie ma możliwości zmiany zadeklarowanej wielkości. Tymczasem firmy, które wchodziły do stref ekonomicznych od sierpnia 2008 r., mogą zatrudnić o 20 proc. mniej osób, niż deklarowały.
— Pomimo rozlicznych prób wielu przedsiębiorstw i organizacji przepisy nie uległy zmianie. Wygaszenie pozwolenia pozostało dla nas jedynym wyjściem. Podobnie było w przypadku wielu inwestorów, którzy także złożyli wnioski o wygaszenie w ubiegłym roku — twierdzi Witalis Korecki z Sharpa.
Nawet gdyby Sharpa obowiązywała zasada elastyczności, musiałby do końca tego roku mieć 2,4 tys. pracowników. Tymczasem zatrudnia tylko około tysiąca. O wyrównaniu warunków przedsiębiorców Ministerstwo Gospodarki myśli już od 2009 r. Od tego czasu było kilka prób nowelizacji ustawy o SSE, teraz trwa kolejna.
— Na ujednolicenie zezwoleń czeka wiele firm, w tym LG Mława. Z drugiej strony, takie były przepisy, gdy firmy dostawały zezwolenia. Gdy zmieniała się dopuszczalna pomoc publiczna, nikt nie miał o to pretensji — przypomina Teresa Korycińska z MG.
Nie tak miało być
Resort ma teraz problem.
— Gdy przewidywaliśmy możliwość złożenia przez przedsiębiorcę wniosku o wygaszenie zezwolenia, mieliśmy na myśli sytuacje wyjątkowe, np. gdy firma miała budować fabrykę, ale kontrahent wycofał się, zanim wbito łopatę. Ale nie przewidzieliśmy, że takie wnioski złożą firmy, które już częściowo wykorzystały pomoc publiczną, a jeszcze nie wywiązały się ze zobowiązań. Urzędy skarbowe interpretują — zgodnie z ustawą — że przedsiębiorcy nie muszą zwracać pomocy publicznej, ale MG jest innego zdania — mówi Teresa Korycińska. Resort chce zamknąć furtkę w planowanej nowelizacji ustawy.
— MG powinno analizować sytuację każdego przedsiębiorcy. Jest różnica między firmami, które zrealizowały zobowiązania, a nie otrzymały pomocy publicznej lub nie mogą utrzymać zatrudnienia, a tymi, które korzystają z pomocy, a jeszcze nie zrealizowały zobowiązań. W ostatnim przypadku można się zastanawiać, czy pomoc publiczna jest dopuszczalna. Może są podstawy nie do wygaszenia, lecz do cofnięcia zezwolenia. Wówczas przedsiębiorca musi oddać pomoc publiczną — zastanawia się Paweł Tynel z Ernst & Young.
Wygaszanie zezwoleń na masową skalę to także problem wizerunkowy. Dotychczas firmy działające w SSE kojarzone były z trwałymi etatami — w zezwoleniu przedsiębiorca zobowiązuje się do utworzenia określonej liczby miejsc pracy i utrzymania tego poziomu przez co najmniej pięć lat. Dziś 30 firm chce się z tego wycofać.