8 milionów klientów

Ewa Bęczkowska
opublikowano: 2003-07-18 00:00

Mój dziadek był niewidomy. Widziałem jego codzienne zmagania: problemy banalne dla większości z nas. Przez lata próbowałem pomóc. Chciałem świat udoskonalić... W końcu nadarzyła się okazja — zostałem dyrektorem generalnym spółki Soraya — mówi Jarosław Cybulski.

— Szukałem pomysłu na nową linię kosmetyków. Olśnienie! Sprawdziłem — w Polsce jest około 80 tys. niewidomych i 128-150 tys. osób niedowidzących. W Europie ten dramat dotknął około 8 mln ludzi. Wokół mnie były rodziny, które toczyły tę samą walkę. Widziała pani mieszkanie kogoś niewidomego? — pyta Jarosław Cybulski.

To pomaga zrozumieć. Niewidomi mają własny system rozpoznawania otoczenia. Znakują przedmioty w charakterystyczny dla siebie sposób.

— Diabeł tkwi w szczegółach! Dlatego w na pozór zwyczajnym, kartonowym pudełku jest nie tylko krem z nowej linii „Lifting Program”, standardowa ulotka w kilku językach, ale i informacja brajlem oraz naklejka, pozwalającą znakować kosmetyk w dowolnym miejscu — wyjaśnia Jarosław Cybulski.

W Europie pojawiały się produkty z informacją dla niewidzących, ale nie przetrwały próby czasu.

— Nasze „brajl story” będzie długie, bo to nie tylko grupowa praca Sorai. To przede wszystkim kompilacja kilku życiowych historii naszych pracowników. Brajl będzie tylko kropką nad i — snuje plany prezes.

„Soraya dba o urodę i pielęgnację wszystkich kobiet”— brzmi firmowe hasło. Zgodnie z deklaracją nowy zespół kolejną serię białych kosmetyków (kremy do twarzy ) proponuje wszystkim kobietom, a więc i 230 tys. zapomnianych konsumentów.

— To początek większej akcji — zapewnia Jarosław Cybulski. I ścisła współpraca z Polskim Związkiem Niewidomych.

O nowej linii kosmetyków niedowidzący dowiedzą się z trzech źródeł. Soraya wesprze upadający — z powodu braku pieniędzy — „Nasz Świat” magazyn drukowany w brajlu, przedrukowujący najważniejsze informacje z opiniotwórczych gazet i magazynów kolorowych). Do potencjalnych klientów wiadomości dotrą też drogą elektroniczną: na dyskietkach i przez internet.

— W komputerach są przecież zainstalowane systemy, pozwalające odsłuchać przesłane informacje — przypomina Jarosław Cybulski.

Większą akcję zaplanowano na jesień. Ważnym elementem pozostaje edukacja osób widzących. Soraya, budując wizerunek firmy troskliwej, chce pokazać, że potrafi zadbać o wszystkich bez wyjątku.

— To taki prosty komunikat do społeczeństwa: „Nie zapominajmy, że obok nas żyją ludzie, którzy mają upośledzony tylko jeden ze zmysłów, a dzięki pozostałym postrzegają świat jak wszyscy”. Postaramy się zachęcić inne firmy, by poszły tą samą drogą — mówi Sylwia Sławińska, kierownik projektów specjalnych i promocji w firmie Soraya.

Tworząc nową linię, Soraya zakładała, że te kosmetyki kupią również ludzie młodzi, kobiety i mężczyźni aktywni zawodowo — również ci, którzy nagle utracili wzrok. Mają przecież pewne przyzwyczajenia, z których nie chcą rezygnować.

— Dotychczas unijne dyrektywy zwracały uwagę na dostosowanie wyłącznie produktów farmaceutycznych dla potrzeb niewidzących. W przypadku kosmetyków Polska ma szansę być pionierem w Europie. Związek niewidomych przyjął naszą inicjatywę entuzjastycznie! — potwierdza Jarosław Cybulski.

Przez kilka lat o Sorai było głośno. Powstała w 1984 roku. Dynamiczny rozwój sprawił, że początkowo niewielka fabryka w kilka lat przekształciła się w jedną z największych polskich firm kosmetycznych. Od 1994 roku działa jako spółka akcyjna, zatrudniając prawie 160 pracowników. Od marca 2000 roku należy do szwedzkiej firmy Cederroth — części amerykańskiego koncernu Alberto-Culver. Dzięki temu polska spółka zyskała dostęp do międzynarodowego know-how, nie rezygnując z tożsamości — czyli krajowej marki. Wysoka ocena, wystawiona polskiemu laboratorium i fabryce Soraya za granicą, zachęciła koncern Alberto-Culver, by ulokować w Polsce część produkcji i prac badawczych nad innymi markami kosmetycznymi grupy.

Kiedy jednak dostrzeżono jej osiągnięcia, spółka zajęła się bardziej negocjacjami z koncernem niż rozwojem firmy. Po sprzedaży przyszedł zaś czas na przyjrzenie się sobie, reorganizację, techniczne i logistyczne powiązania z grupą.

— To był okres, kiedy mnóstwo uwagi poświęciliśmy zmianom organizacyjnych. Soraya przestała być aktywna na rynku, ale nadal popyt na kosmetyki był niezły. Teraz znów koncentrujemy się na produkcie. Chcemy zaskakiwać jakością, zachowując nadal niższą niż u konkurencji cenę — informuje dyrektor generalny Sorai.

Tymczasem kiedy Soraya „spała”, ewolucję marki przeszły Kolastyna i Ziaja. Peleton nabrał tempa i bez nowej strategii trudno byłoby się w nim utrzymać. W Sorai od grudnia 2002 r. nastąpiły zmiany. Nowy dyrektor generalny i jego zespół zaczął odbudowywać pozycję spółki, konsumując wcześniejsze osiągnięcia.

— Wykorzystujemy przynależność do międzynarodowej grupy i wynegocjowane globalne kontrakty na surowce czy opakowania. Kupujemy taniej niż inne polskie firmy. Siła negocjacji.... — tłumaczy Jarosław Cybulski. I dodaje: — Niektórzy — jak L’Oreal — lansują markę. Soraya oferuje zaś standardy światowe w kosmetologii za cenę przystępną dla każdej Polki.

Jarosław Cybulski twierdzi, że wiele firm kosmetycznych stosuje agresywny marketing. Ogniskując wysiłki wyłącznie na promocji marki, zapominają o jakości produktu. Strategia Sorai jest subtelniejsza: przypomina o sobie dyskretnie, zwracając całą uwagę klienta na swój wyrób: bo klient kupi kolejny kosmetyk, jeśli ten nabyty po raz pierwszy spełni jego oczekiwania.

Polskie przedsiębiorstwo deklaruje, że niebawem brand Soraya będzie marką europejską — także dzięki nowej linii kosmetyków dla niewidomych „Lifting Program”. I w tym dopomoże międzynarodowy koncern.

— Produkty, które powstają w podwarszawskiej fabryce, oglądają inne oddziały marketingu — m.in. w Hiszpanii, Włoszech. To, jaką firmą będziemy, dalej zależy od nas. Kiedyś nie do pomyślenia była dyskusja z szefami koncernu. Dziś biorą pod uwagę nasze opinie, interesują ich pomysły polskiego zespołu. To sukces — mówi z dumą Jarosław Cybulski.

Możesz zainteresować się również: