Aby się nie wyłopotała

Jacek Zalewski
opublikowano: 02-05-2008, 00:00

Ustanowiony cztery lata temu Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej początkowo postrzegany był jako półświęto, sztucznie wciśnięte 2 maja między dwie daty z wieloletnią tradycją: Święto Państwowe oraz Święto Narodowe Trzeciego Maja. Tak brzmią ustawowe nazwy majowych uroczystości — mało kto wie, że 1 maja nigdy w Polsce nie był i nie jest dosłownie Świętem Pracy, a jedynie czci ludzki trud zgodnie z preambułą, kiedyś rewolucyjną, rok temu zaś zmienioną.

Od roku flagowy 2 maja nieoczekiwanie zyskał nową wartość i stał się świętem całą gębą — mianowicie Dniem Czynnego Hipermarketu. Objęcie 1 i 3 maja ustawowym zakazem handlu (poza nielicznymi wyjątkami) konsumenci zaakceptowali z bólem, ale dość szybko się pogodzili, za to zakłócił się harmonogram pracy np. piekarni czy mleczarni — w czwartek sklepy zamknięte, w piątek otwarte, w sobotę zamknięte, w niedzielę otwarte... Notabene takie zamieszania nie są przypadłością tylko polską. Kiedyś w niedzielę 1 maja pocałowałem klamkę Muzeum Watykańskiego, które co prawda w niedziele jest czynne, ale 1 maja zamknięte — i przy terminowej zbitce Stolica Apostolska uznała prawną nadrzędność pracowniczego święta.

Nasza tradycyjna majówka od niedawna wzbogacona została dodatkowym akcentem — przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej o północy z 30 kwietnia na 1 maja 2004 r. Pierwsza rocznica akcesji obchodzona była hucznie, druga już zdecydowanie mniej, a od trzeciej unijność spowszedniała. Dzisiaj 1 maja w kontekście UE jawi się naturalnym okresem obrachunkowym — w których wątkach Polsce udało się najlepiej spełnić ludzkie nadzieje sprzed czterech lat, a gdzie powstały największe zaległości.

W powszechnym odbiorze społecznym największym zyskiem jest poczucie nieograniczonej wolności — przepływu ludzi, idei, a także kapitałów i dóbr materialnych. To poczucie ogromnie wzmocniło się od 21 grudnia 2007 r., gdy razem z siostrzanymi państwami członkowskimi UE weszliśmy do strefy Schengen. Na drugim biegunie na pewno sytuuje się rozczarowanie tych, którzy nie zabrali się do pociągu gospodarczego i cywilizacyjnego postępu. W Polsce z każdym rokiem słabnie głos ortodoksyjnych, bezwzględnych przeciwników europejskiej integracji, ale coraz głośniej odzywają się całe branże i warstwy, które chciałyby osiągnąć przynajmniej unijną średnią tutaj w kraju, a nie na emigracji.

Z naturalnych powodów właśnie takie roszczeniowe oblicze miały nieliczne pochody pierwszomajowe, których lejtmotyw brzmiał „Najpierw człowiek, potem zysk”. Gdyby przepuścić je przez wyżymaczkę, wyciskającą polityków lewicy oraz etatowych działaczy związkowych, to suchego — czyli zwyczajnego człowieka — zostałoby w nich niewiele. Przytłaczająca większość Polaków postawiła na świąteczną prywatność, w tym również uczestnicy rozlewających się po kraju konfliktów płacowych. Ale niech to rządzących nie myli — wzmocnieni weekendowym odpoczynkiem wkrótce wrócą.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu