Qemetica liczy na zmiany w systemie ETS, które powstrzymają bankructwa firm

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2026-03-18 14:38

W Europie rozgorzała dyskusja o przyszłości przemysłu. Przed szczytem UE rośnie presja na reformę systemu ETS, by obniżyć koszty i zwiększyć konkurencyjność. Firmy apelują o szybkie zmiany w systemie handlu emisjami, by uniknąć bankructw.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jakie konkretne propozycje zmian w EU ETS rozważa Komisja Europejska, aby wesprzeć przemysł

- dlaczego jeden z polskich zakładów produkujących sodę musiał wstrzymać produkcję i co musi się zdarzyć, żeby został ponownie uruchomiony

- w jaki sposób import z Turcji wpływa na konkurencyjność europejskich firm i dlaczego walka z nim jest tak nierówna

- w jakie regiony świata Qemetica ucieka przed unijnym przeregulowaniem

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Na 19 marca zaplanowano szczyt Rady Europejskiej, na którym przywódcy państw UE mają rozmawiać o problemach europejskiego przemysłu oraz reformie systemu handlu emisjami - EU ETS. W Polsce i całej Europie rozmowy na ten temat toczą się od dawna, ale przed szczytem temperatura dyskusji rośnie. Prezydent Karol Nawrocki i opozycja chcą likwidacji ETS. Włosi i Niemcy sygnalizowali konieczność jego zawieszenia. Polski rząd i unijni urzędnicy mówią natomiast o konieczności wprowadzenia korekt.

Z niedawnego listu Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, do przedstawicieli rządów państw UE wynika, że w grę wchodzi m.in. "urealnienie zasad wdrażania systemu do 2030 r." oraz zwiększenie puli bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 przeznaczonych dla firm. W połowie stycznia ich cena przekraczała 90 EUR/t, a obecnie są po 65 EUR/t.

Zwiększenie darmowego przydziału pozwoli na dalsze obniżki, co pozytywnie wpłynie na ceny paliw i energii, a tym samym wielu innych towarów. Planowane jest też powołanie banku dekarbonizacji przemysłu i funduszu, który będzie finansował inwestycje w przemysł bardziej przyjazny środowisku.

Niespełnione zapowiedzi odbudowy przemysłu

O zmiany poprawiające konkurencyjność przemysłu apelują nie tylko politycy, ale także przedsiębiorcy. Głos w dyskusji zabrał Kamil Majczak, prezes firmy Qemetica.

- Debata na temat sytuacji przemysłu w Europie toczy się już dłuższy czas – co najmniej od publikacji raportu Draghiego w 2024 r. Dotychczas jednak nie przyniosło to konkretnych działań ze strony Komisji Europejskiej. Tymczasem zakłady produkcyjne są wciąż zamykane - według niedawnego raportu Ceficu, europejskiej organizacji chemicznej, od 2022 r. utraciliśmy w UE prawie 10 proc. mocy produkcyjnych. Spowolnienia trendu na razie nie widać – podkreśla Kamil Majczak.

Zdaniem szefa Qemetiki nie można wszystkich branż traktować jednakowo, bo niektórych proponowanych przez UE rozwiązań po prostu nie da się wprowadzić.

- Komisja Europejska proponuje przeciwdziałać kryzysowi m.in. poprzez zwiększenie dofinansowania elektryfikacji przemysłu. Co jednak w sytuacji, kiedy w danej branży - jak na przykład w produkcji sody - elektryfikacja nie jest technologicznie możliwa? Czy to oznacza, że musimy przenieść produkcję poza Europę? Bruksela lubi różne branże regulować, ale nie powinna zapominać, że nie da się wszystkich mierzyć jedną miarą – mówi Kamil Majczak.

Boleśnie przekonał się o tym należący do Qemetiki zakład w Janikowie, który w 2025 r. musiał podjąć trudną decyzję o zawieszeniu produkcji sody z powodu wysokich cen energii i regulacji UE. Czy są szanse na jego ponowne uruchomienie?

- Żeby w ogóle mógł ziścić się taki scenariusz, musiałoby zajść jedno z trzech zdarzeń. Pierwsze to znaczący wzrost popytu na naszą sodę i powrót klientów do poziomu zamówień sprzed kilku lat. Drugie – ograniczenie importu spoza Europy. Trzecie – znaczące obniżenie kosztów energii – wylicza Kamil Majczak.

Informuje, że grupa analizuje inne możliwości rozwoju i wykorzystania infrastruktury w Janikowie, ale nie ujawnia szczegółów.

Nierówna walka z importerami

Rozwój biznesu sodowego nie tylko w Janikowie, ale także w innych zakładach blokuje import z Turcji.

- Walka z turecką sodą jest nierówna. Kraj ten działa całkowicie poza obszarem ETS, używając rosyjskiego węgla i gazu i wręcz zalewając nas tanim produktem, podczas gdy w Polsce koszty energii należą do najwyższych w Europie. Próbujemy się dekarbonizować – to jedyne, co w tej sytuacji możemy zrobić – mówi Kamil Majczak, podkreślając, że grupa buduje w Inowrocławiu największą w Polsce instalację termicznego przekształcania odpadów, która pozwoli ograniczyć zużycie węgla oraz zapewni ponad jedną trzecią energii potrzebnej do utrzymania produkcji sody i miejsc pracy w tamtejszym zakładzie.

Wojna na Bliskim Wschodzie to impuls do zmian w ETS

Problemy z utrzymaniem konkurencyjnej produkcji w Europie zachęcają Qemeticę do ekspansji na rynkach zagranicznych. Przejęła zakłady w USA, a obecnie szuka okazji akwizycyjnych w Azji.

- Aktywnie szukamy możliwości rozwoju poza obciążoną regulacjami Europą. Przyglądamy się Azji, szczególnie południowo-wschodniej, gdzie demografia jest korzystna, a wzrost gospodarczy znacznie szybszy niż na naszym kontynencie. Rozważamy różne modele rozwoju na tym rynku. Pod uwagę bierzemy jednak regiony z dala od dotkniętego dziś konfliktem Bliskiego Wschodu - twierdzi Kamil Majczak.

Jego zdaniem konieczność złagodzenia skutków konfliktu jest dodatkowym argumentem za ograniczeniem obciążeń dla przemysłu.

- Wojna na Bliskim Wschodzie powoduje rosnącą niepewność w dostawach surowców i energii. Konflikt ma potencjał wywołania dużej inflacji - jeśli będzie się przedłużał, może spowodować presję kosztową, która w dłuższej perspektywie odbije się na cenach produktów w kraju i na świecie. Wobec takiego zagrożenia tym ważniejsze jest, żeby na poziomie unijnym i krajowym pojawiły się mechanizmy, które będą amortyzowały ten szok – mówi Kamil Majczak.

Tę funkcję mogą pełnić ulgi dla podmiotów obciążonych kosztami systemu ETS.

Możesz zainteresować się również: