Agencja śpieszy FSO z pomocą

Paweł Janas
opublikowano: 31-08-2010, 00:00

Licencja na nowe auta czy wejście inwestora? Drugi scenariusz jest bardziej realny.

Na celowniku PAIIZ są azjatyckie firmy

Licencja na nowe auta czy wejście inwestora? Drugi scenariusz jest bardziej realny.

Sytuacja Fabryki Samochodów Osobowych (FSO) w Warszawie jest bardzo zła. Strata netto w 2009 r. wyniosła 190 mln zł. Produkcja aut dramatycznie spada. Zarząd ostro tnie wynagrodzenia, w tle pojawia się wizja kolejnych zwolnień. Ba, pod znakiem zapytania staje dalsze istnienie spółki. Krzyżyka na spółce nie ma jednak na razie co kłaść. W proces poszukiwania inwestora dla stołecznej fabryki zaangażowała się Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).

— Zarzucamy sieć. W obecnych czasach jedynym miejscem, gdzie potencjalnie istnieje możliwość znalezienia partnera dla FSO, jest Azja — potwierdza Sławomir Majman, prezes PAIIZ.

Azja tak, Chiny nie

Nie chce potwierdzić, czy wśród poszukiwanych firm znajduje się chińska firma Chery, która według "Dziennika Gazeta Prawna" miała być zainteresowana inwestycjami w FSO. Szef PAIIZ przyznaje jedynie, że chińskie koncerny motoryzacyjne zostały wzięte na celownik w pierwszej kolejności. Wiele jednak sobie po nich nie obiecuje.

— Fabrykę na warszawskim Żeraniu odwiedzali przedstawiciele kilku chińskich koncernów motoryzacyjnych. Niestety, efekty tych wizyt wskazują, że inwestorzy z tego kraju raczej nie są poważnie zainteresowani inwestycjami w produkcję samochodów w FSO — wyjaśnia Sławomir Majman.

PAIIZ się jednak nie poddaje i dalej zarzuca sieci. Gdzie? Także w Azji. Gdzie konkretnie? Tego jednak nie ujawnia.

— Prowadzimy obecnie wstępne rozmowy — mówi enigmatycznie Sławomir Majman.

Dwa scenariusze

Nie chce odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób inwestor mógłby się zaangażować na Żeraniu. Niewykluczone, że w grę wchodzą udostępnienie licencji na produkcję samochodów lub wejście kapitałowe do spółki oraz odkupienie pakietu akcji od dotychczasowego inwestora — ukraińskiej firmy UkrAvto. Według naszych nieoficjalnych informacji, chodzi o to drugie rozwiązanie.

— W grę wchodzi zamiana inwestora — mówi jedna z osób zaangażowanych w ratowanie FSO.

Wczoraj próbowaliśmy uzyskać komentarz od Janusza Woźniaka, prezesa FSO. Bez skutku. Wcześniej prezes przyznawał jedynie, ze spółka prowadzi rozmowy z kilkoma firmami spoza Europy w sprawie uruchomienia produkcji nowych aut. Zastrzegał jednak, że nie ma rozmów o sprzedaży zakładu nowemu inwestorowi. Czyżby się coś zmieniło?

Wiele nie możemy

Procesowi zmian w FSO kibicuje resort skarbu, którego przedstawiciele złożyli w 2005 r. podpisy pod umową sprzedaży FSO ukraińskiemu inwestorowi.

— My tylko wykonujemy nadzór właścicielski i monitorujemy wykonanie umowy prywatyzacyjnej. Wpływu na proces poszukiwania inwestora mieć nie możemy, gdyż skarb państwa ma obecnie jedynie 2,69 proc. akcji FSO — podkreśla Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu.

Dodaje, że resort skarbu 26 lipca wysłał — właśnie na ręce Sławomira Majmana — pismo z prośbą o pomoc w ratowaniu spółki (szef PAIIZ podkreśla jednak, że poszukiwania rozpoczął znacznie wcześniej, zanim nadeszło pismo z resortu skarbu). Adam Leszkiewicz zaznacza też, że FSO nie zwracała się do resortu o pomoc.

Specjalnie dla pulsu: Azja tak, Europa nie

Wojciech Drzewiecki

prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

Teoretycznie FSO ma szanse na pozyskanie inwestora. Na Żeraniu pracuje doświadczona załoga, która jest w stanie wyprodukować samochody na dobrym poziomie. Pytanie, kto to mógłby być? Może indyjska Tata, choć to nie byłoby chyba najlepsze rozwiązanie. Stawiałbym jednak na Chińczyków. Poprzez kontakty z europejskimi producentami samochodów są w stanie sprowadzić na Żerań nowoczesne technologie. Wykluczam natomiast ewentualny europejski kierunek poszukiwań. Producenci ze Starego Kontynentu mają już fabryki w kluczowych lokalizacjach i dziś nie zdecydują się na wejście do Polski.

Czy dobrym pomysłem byłaby zamiana inwestora? Zdaje się, że UkrAvto nie wie dokładnie, co dalej zrobić z FSO. Ma co prawda nadal dobre kontakty z General Motors, ale zdaje się, że woli je wykorzystywać tylko na Ukrainie. Pozostaje pytanie, czy zdecyduje się sprzedać akcje potencjalnemu inwestorowi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane