Zdecydowana większość Ukraińców, przede wszystkim z części zachodniej, marzyła o nim od wybuchu w końcu 2013 r. w Kijowie krwawego euromajdanu. Pierwszą próbą zwrócenia się Ukrainy ku Zachodowi, z porzuceniem podległej Rosji tzw. Wspólnoty Niepodległych Państw, była pomarańczowa rewolucja z końca 2004 r. Wybuchła ona wkrótce po naszej akcesji do UE, gdy na granicy polsko-ukraińskiej umieszczono unijne gwiazdki.
Unia pierwszy raz otwiera furtkę przed państwem toczącym właśnie krwawą wojnę obronną. Na ścieżce akcesyjnej kolejnym progiem będzie rozpoczęcie przez Ukrainę i Mołdawię szczegółowych negocjacji z KE, co musi być zaakceptowane także jednomyślnie przez 27 państw. Odstęp między przyznaniem statusu a rozpoczęciem negocjacji potrwa wiele miesięcy, a może lat. Nie zaczną się, dopóki agresja Rosji na Ukrainę przynajmniej nie przygaśnie. Po fiasku planu szybkiego zajęcia Kijowa i obsadzenia wasalnego rządu, na czele z wyciągniętym z niebytu Wiktorem Janukowyczem, Władimir Putin obecnie koncentruje się na wyrwaniu całego Donbasu oraz jak największego pasa wybrzeża Morza Czarnego. To cel militarnie realny, być może znacznie osłabionemu agresorowi tyle wystarczy.
Horyzont czasowy przystąpienia Ukrainy i Mołdawii do UE rozciąga się na kilkanaście lat. Przy akcesji może zostać powtórzony wariant Republiki Cypryjskiej, która uzyskała niepodległość w 1960 r. na terytorium całej wyspy Cypr, ale od 1974 r. północna część zarówno wyspy, jak też stołecznej Nikozji pozostaje we władaniu Turcji. Progrecka republika przystąpiła do UE w 2004 r. razem z Polską, ale stosowanie prawa wspólnotowego (acquis communautaire) w północnej części wyspy bezterminowo zawieszono. Od 18 lat sytuacja jest absurdalna – mapy UE uwzględniają oczywiście cały Cypr, ale jedynie część południową obejmuje unijny budżet, waluta euro, etc. Mimo wielu lat rokowań sytuacja pękniętej wyspy się nie zmieniła i nie zmieni, natomiast Turcja z powodu nieustępliwości nie ma szans na członkostwo w UE, chociaż status kandydata uzyskała już w 1999 r.
Przywołałem przykład Cypru, ponieważ jego powtórzenie w odniesieniu do Ukrainy, a także Mołdawii, jest bardzo realne. Prawo międzynarodowe nie uznaje i nie uzna Tureckiej Republiki Cypru Północnego, ale co z tego – to byt istniejący 48 lat i małe jest prawdopodobieństwo, by zniknął przez następne pół wieku. Historia Rosji w XXI wieku, żeby już nie sięgać do wcześniejszych epok, dowodzi, że car z Kremla nigdy się nie cofa i nie zwraca tego, co militarnie zdobył. Na szczęście dla świata, Rosji wystarcza siły tylko na zagarnianie części dawnych republik Związku Radzieckiego. Z Gruzji wyrwała Abchazję i Osetię Południową, z Mołdawii pas Naddniestrza (zdalnie, lecz realnie), natomiast z Ukrainy w 2014 r. – zaanektowany bez wystrzału Krym oraz zagarniętą po krwawych walkach część Donbasu. Dlatego zaznaczane obecnie na wojennej mapie terytoria i miasta zdobyte przez rosyjską armię w 2022 r. można, niestety, uznać za terytorium, którego Federacja Rosyjska już nie odpuści, co najwyżej przeforsuje tam jakąś wasalną formułę pseudopaństwową. Prawo międzynarodowe nigdy tego nie uzna, ale realnie liczą się tylko rosyjskie czołgi. Dlatego jeśli Ukraina i Mołdawia kiedyś uzyskają pełne członkostwo UE, to stosowanie acquis communautaire na terytoriach zajętych przez Rosję zostanie zawieszone. Podobnie jak na Cyprze – tymczasowo, czyli już trwale.

