Armagedon dla pośredników kredytowych

Rząd utrzymał zapis w projekcie ustawy o kredycie hipotecznym o zakazie wynagradzania pośrednika przez bank. Los branży w rękach parlamentu.

Rząd na czwartkowym posiedzeniu zapoznał się z projektem ustawy o kredycie hipotecznym i zostawił budzący sporo kontrowersji zapis o zakazie wynagradzania pośredników kredytów mieszkaniowych przez banki. Kilkanaście tysięcy brokerów parających się tym biznesem, w tym giełdowy Open Finance, może już liczyć tylko na wyrozumiałość posłów.

Armagedon (Koniec świata)
Wyświetl galerię [1/2]

Armagedon (Koniec świata)

YouTube

Czasu zostało niewiele. Do końca stycznia Polska ma czas na implementację unijnej dyrektywy o kredycie hipotecznym. Parlament Europejski uchwalił ją ponad dwa lata temu. Niestety, poprzedni rząd nie zdążył/nie miał czasu zająć się dostosowaniem pomysłów Brukseli do krajowych warunków. Sprawa trafiła w ręce nowego rządu, który już nie raz udowodnił, że potrafi ekspresowo uchwalać prawo. Jesienią pakiet ustaw był już gotowy. Odbyły się konsultacje i generalnie obeszło się bez większych kontrowersji. Za wyjątkiem przepisu i reklamie produktów finansowych, który poprzez swoją restrykcyjność właściwie eliminuje z rynku reklamy telewizyjne kredytów (radiowe już wcześniej poszły do piachu).

W interesie klienta

Niespodziewanie na początku grudnia okazało się, że na finiszu prac nad głównymi założeniami ustawy znalazła się dyskutowana wcześnie i odrzucona w trakcie konsultacji, poprawka zakazująca wynagradzania pośredników przez banki . Zgodnie z propozycją, za usługę pośrednictwa w zaciąganiu kredytu hipotecznego płacić ma klient. W uzasadnieniu czytamy, że chodzi o to, żeby zainteresowany hipoteką otrzymał najlepszą ofertę, a nie kredyt za który broker dostanie od banku najwyższe wynagrodzenie. Obecnie obowiązujący model wynagradzania polega na tym, że bank płaci pośrednikowi prowizję od każdego kredytu wypłaconego klientowi pozyskanemu przez brokera. Przeciętnie jest to około 2 proc. Kiedy bank chce odkręcić sprzedaż podnosi wynagrodzenie, żeby zmotywować pośrednika do większej efektywności.

Taki system nie podoba się i KNF i UOKiK. Nadzorca rynku argumentuje, że w takim układzie łatwo może dojść do powtórki patologicznych zachowań z branży ubezpieczeniowej, która poprzez brokerów, „wciskała” klientom rozmaite niedopasowane produkty. UOKiK z kolei obawia się, że klient nie dostaje najlepszej oferty dla siebie, ale najlepszą dla pośrednika.

Dyrektywa unijna daje krajom członkowskim wolną rękę w sprawie systemu wypłacania prowizji na rynku pośrednictwa hipotecznego. W UE tylko w Holandii obowiązuje model, jaki chce wprowadzić polski regulator, czyli to klient płaci za usługę. Włosi rozważają taki ruch. W pozostałych krajach pośrednictwo jest bezpłatne.

Los kilkunastu tysięcy pośredników na włosku

Jakie skutki dla branży będzie miała totalna zmiana reguł gry? Zacznijmy od tego, że ustawa daje im 12 miesięcy na dostosowanie się do nowego reżimu regulacyjnego. W tym czasie muszą przestawić się z prowizji wypacanych przez banki na wynagrodzenie od klientów. Z danych rynkowych, zbieranych przez Związek Firm Doradztwa Finansowego, wynika, że przez ręce brokerów przechodzi 38 proc. kredytów hipotecznych trafiających na rynek. W Open Finance kredyty mieszkaniowe, jak wynika z raportów finansowych, odpowiadają również za 38 proc. przychodów. Hipoteka jest dominującym produktem w większości pośrednictw. Dzisiaj nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy przejście na wynagrodzenie od klienta pozwoli utrzymać strumień przychodów ze sprzedaży na obecnym poziomie. Znając skłonność Polaków do płacenia za usługi (vide abonament, pliki ściągane z internetu), które mogą być darmowe, można szczerze powątpiewać w taką możliwość. Jeśli dzisiaj pośrednik bierze 2 proc. prowizji, to przy kredycie w wysokości 300 tys. zł kredytobiorca musiałby wyłożyć z własnej kieszeni za obsługę 6 tys. zł!

Nie bez kozery branża pośrednictwa obawia się, że regulacja będzie miała dla tego rynku skutki tsunami. A jest to sektor, w którym, według GUS pracuje 19,5 tys. osób w oparciu o umowę o pracę,  19,1 tys. na zlecenie, 5,2 tys. na własny rachunek. Tylko część z nich żyje tylko, lub głównie ze sprzedaży hipoteki. Ich liczbę można jednak spokojnie szacować na kilkanaście tysięcy. Sam Open zatrudnia 3 tys. pracowników.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Armagedon dla pośredników kredytowych