Tygrys Środkowej Azji pręży się do technologicznego i cywilizacyjnego skoku.
Akmolińsk, niegdyś powiatowe miasteczko, awansowało 10 lat temu do rangi stolicy Kazachstanu.
Decyzja prezydenta Nursułtana Nazarbajewa o przeniesieniu w 1997 r. stolicy Kazachstanu z blisko półtoramilionowej Ałmaty o 1200 km na północ do Akmolińska i zmiany jego nazwy na Astanę była czysto polityczna. Dziś nowa stolica Kazachów jest w tym rejonie największym, konsekwentnie realizowanym, w szalonym tempie, współczesnym projektem urbanistycznym. Mówią o niej, że to perła Azji Środkowej, środkowoazjatycki Manhattan, choć ma zaledwie 400 tys. mieszkańców.
Co leżało u podstaw decyzji prezydenta? Ałmata, za czasów radzieckich zwana Ałma Atą, jest usytuowana na południowo-wschodnich rubieżach Kazachstanu, w pobliżu granicy z Chinami. To piękne, z dominującą XIX-wieczną architekturą rosyjską miasto, z ciepłym klimatem, gajami obrastającymi zbocza ośnieżonych wysokich gór. Ale problem polegał na tym, że stąd zbyt daleko do północnej, ważnej granicy z Rosją.
Zła opinia
W 1830 r. na dzisiejszych terenach Astany powstał rosyjski fort dla obrony granic carskiej Rosji. Dano mu nazwę Akmoła, którą wkrótce zmieniono na Akmolińsk. Miasteczko w stepie, składające się z dwóch głównych krzyżujących się ulic i obrzeży o wiejskim charakterze.
Do Akmolińska podczas czystek stalinowskich masowo zsyłano skazańców, głównie politycznych. W pobliżu miasta urządzono najsłynniejszy obóz dla rodzin osób straconych lub uwięzionych podczas czystek.
O tych strasznych latach przypomina skromna, ale wstrząsająca izba pamięci oraz wzniesiony 10 lat temu okazały pomnik-kopiec ofiar represji politycznych. Kopiec, po kazachsku kurga, ma 12 m wysokości, zaś wystająca z niego metalowa wieża — 37 metrów. Wzdłuż schodów na kurgę mijamy ścianę płaczu symbolizującą zniszczenie rodzinnych gniazd. Większość zagranicznych mężów stanu składa tu kwiaty i wieńce. I zapewne tak zrobi prezydent Kaczyński podczas swojej wizyty w tym kraju.
Fatamorgana
Na ogromnym terenie uwagę zwracają gigantyczne dźwigi tańczące piruety wokół wznoszonych kilkudziesięciopiętrowców. Hałasują koparki i młoty pneumatyczne, terkoczą betoniarki, a tysiące robotników wyładowuje z ogromnych ciężarówek materiały budowlane. Wśród nich widać szalunki polskiej Baumy działającej tu od kilku lat. Zachodnie firmy budowlane zaliczają je do najlepszych i najbezpieczniejszych.
Nazwa Astana znaczy stolica. Jej budowniczowie, najczęściej przyuczeni do zawodu, do niedawna mieszkający w stepie i żyjący tam z pasterstwa i uprawy roli, nie tylko wznoszą budynki i układają chodniki wokół nowych budynków. Mają również świadomość, że pracują na największym placu budowy w historii ich narodu i młodego, niepodległego państwa. Socjologowie kazachscy mówią, że ci ludzie tworzą nową tożsamość narodową. Są dumni ze swej współtwórczej, choć ciężkiej pracy. Wielu z nich za kilka lat otrzyma mieszkania społeczne. Niezbyt może wielkie, ale w stolicy, budowane w ramach narodowego programu mieszkaniowego.
Zbigniew Świerczyński, radca ambasady polskiej ds. handlu i inwestycji, powiada, że budowa nowej stolicy Kazachstanu to jeden z największych filozoficzno-futurologicznych projektów przełomu XX i XXI w. na terenach byłego Związku Radzieckiego. Zaś inicjator tego dzieła, prezydent Nursułtan Nazarbajew, pragnie, aby Astana z racji położenia stała się jednym z czołowych centrów technologicznych i ekonomicznych Euroazji.
Kazachstan należy do najbardziej stabilnych państw Azji Środkowej i ma stałe olbrzymie dochody ze sprzedaży ropy, gazu i innych surowców, a prezydent wizjoner rządzi nieprzerwanie państwem od czasów radzieckich, więc jest nadzieja, że w najbliższych latach nie tylko zostanie dokończona budowa nowej Astany, ale również realizacja powstałej w 2000 r. wizji „Kazachstan 2030”, która zakłada przekształcenie tego kraju w regionalne mocarstwo.
Raj dla architektów
Ogólne założenia budowy Astany zaprojektował słynny japoński architekt Kisho Kurokawa, który większość budynków dla banków, resortów oraz licznych instytucji finansowych konstruuje ze szkła i metalu, jak choćby słynny Transport-Tower, zwany zapalniczką. Jednak pałac prezydencki i dzielnice mieszkaniowe uwzględniają tradycyjne upodobania użytkowników. Dominuje przekonanie, że Astana to ogromna wystawa projektów architektonicznych wzbogaconych ozdóbkami z metalu, ceramiki i szkła, porozmieszczanych niby to przypadkowo na obszarze, którego granice nie wychodzą poza ogólny plan realizowany przez Kurokawę. Do niego należy lewy brzeg rzeki Iszym, gdzie od kilku lat buduje nowe centrum polityczne i administracyjne państwa z dominującym pałacem prezydenckim, budynkami parlamentu i stołecznymi.
W lewobrzeżnej Astanie wytyczono dwukilometrową aleję spacerową prowadzącą ze wschodu na zachód. Z jednej strony stoi pałac prezydencki, z drugiej kompleks ministerstwa energii i firmy paliwowej Kazamunaizgaz, który przezwano silosem. W połowie drogi między twierdzami władzy politycznej i gospodarczej wznosi się 105-metrowa wieża Bajterek, uważana za symbol stolicy, legendarne drzewo życia, w którym szukali szczęścia przodkowie współczesnych Kazachów. Korzenie drzewa oznaczają potęgę Kazachstanu. W gałęziach drzewa toczą walkę życie i śmierć. Wnętrze Bajterka to kolumna z windą, którą dociera się do gigantycznej kuli ze złotego szkła.
Według legendy co roku na szczycie drzewa ptak Samruk znosi złote jajko, które zjada smok mieszkający pod drzewem. Aż wreszcie przybył rycerz, który zabił smoka i przerwał błędne koło. W szklano-złotej kuli na szczycie Bajterka urządzono bar i punkt widokowy.
Kurokawę wspiera znakomity architekt brytyjski Norman Foster, który zbudował w Warszawie kilka lat temu na placu Piłsudskiego szklany biurowiec o nazwie Metropolitan. Dla Astany zaprojektował gigantyczny namiot ze szkła, wyrastający z elipsy, który pokryje 100 tys. mkw. Jest to obszar większy niż duży stadion piłkarski wraz z zapleczem. Namiot przypominający wielką jurtę pomieści tropikalny park wodny, restaurację, kawiarnię, kino, centrum sportowe i kilkaset butików.
Dziełem Fostera jest też Pałac Pokoju i Pojednania, gmach w kształcie szklanej piramidy o boku 62 m, zbudowany dla uczestników odbywających się co trzy lata w Astanie kongresów tradycyjnych religii świata. Taka forma podkreśla chęć porozumienia i harmonii między różnymi wyznaniami z jednoczesnym potępieniem przemocy. W Kazachstanie mieszkają muzułmanie, buddyści oraz chrześcijanie różnych wyznań. Są wśród nich katolicy, których większość to zsyłani przed laty do tego kraju Polacy i Niemcy.
Do nich w 2001 r. przyjechał z pielgrzymką do Kazachstanu Jan Paweł II. Dwukrotnie kolację i obiad zjadł w refektarzu katedralnym polskiej katedry katolickiej pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
Czuliśmy się wzniośle, kiedy na zaproszenie proboszcza Petera Piytlovaniego siedzieliśmy wraz z Medardem Masłowskim, radcą naszej ambasady, wokół drewnianego stołu, przy którym zasiadał nasz papież. Zwłaszcza że w refektarzu stał tron Jana Pawła II, na którym siadał podczas pielgrzymki, a nad nim wisiał jego portret namalowany przez niewidomego malarza.