Czy erekcja to rzecz święta, a seksuolog - diabeł? I czy na zaburzenia pomaga święcona woda? A poważnie... 90 proc. przypadłości można wyleczyć.
Noc, przygaszone światła, obok ponętna blondynka. Kilka kieliszków wina, atmosfera się rozluźnia i zaczyna zmierzać w odpowiednim kierunku — sypialni. Wszystko idzie świetnie, aż do...
— Naprawdę nic się nie stało! Nie, nie ma sprawy... Ale czar pryska.
Wskazujący skrót
Zaburzenia erekcji — ED (Erection Dysfunction) — to koszmar wielu mężczyzn. I jak się okazuje wcale nie współczesny. Już Hipokrates wspominał, że problem ten dotyczył wielu zamożnych mieszkańców Scytii jeżdżących konno w obcisłych spodniach. A dziś? Mężczyźni borykają się z życiem na wysokich obrotach — praca, wielogodzinne siedzenie za biurkiem, używki i stres. Nierzadko pracoholizm i brak aktywności fizycznej. Obcisłe spodnie to przy tym błahostka. Dlatego skrót „ED” przestaje być obcy młodym biznesmenom...
— Problemy z erekcją nie są ściśle związane z aktywnością, ale z czynnikami z nią związanymi — paleniem papierosów, nie odreagowanym stresem, podwyższonym cholesterolem, nadciśnieniem i cukrzycą — wyjaśnia dr Jerzy Węznowski, seksuolog z Wielkopolskiego Centrum Seksuologii.
Niepokojące dane
W Polsce na problemy z erekcją cierpi aż 1,5 mln mężczyzn. Badania przeprowadzone przez lekarzy pierwszego kontaktu pokazują, że 60 proc. ma 40-60 lat. Są aktywni zawodowo, dobrze sytuowani, najczęściej także w stałych związkach. Ale niepokojące jest to, że leczy się zaledwie jeden na dziesięciu, a tylko 36 proc. ma odwagę zgłosić się do lekarza. Winne są mity — mężczyzna ma być zawsze wspaniały, rześki i sprawny. Poza tym, to kobiety zazwyczaj „mają migrenę” lub „udają”. Panom to się nie zdarza, bo i jak może, skoro przynajmniej raz na minutę myślą o seksie?
Stereotypy więc przyczyniają się do tego, że problemy w sypialni panowie traktują jak osobistą porażkę. Ponadto wielu wierzy, że to objaw stresu, zmęczenia lub znudzenia partnerką. A gdy sytuacja w nieskończoność się przeciąga? Zastanawiają się, co jest nie tak, odsuwają się od partnerki — nawet wpadają w depresję. Tymczasem wystarczyłaby wizyta u seksuologa, bo ponad 90 proc. przypadków tej choroby można wyleczyć. Tylko trzeba chcieć...
Seksuolog, czyli diabeł
Wielu panów boi się wizyty u seksuologa niczym diabeł święconej wody. Bo jak przyznać się przed obcym mężczyzną do swojej słabości? Nie ma co ukrywać — wizyta wiąże się ze stresem, zmusza do przełamania wielu barier, poczynając od przyznania się przed samym sobą do „niemocy”, aż po trudną rozmowę z fachowcem. A potem jeszcze, o zgrozo!, być może trzeba będzie pójść do apteki i kupić Viagrę. Piekło to betka.
Dlatego cierpiący na zaburzenia zamiast iść do lekarza, leczą się na własną rękę. Kupują Viagrę za 5 dolarów w internecie lub ziołowe mieszanki z ogłoszenia...
— Trudno zawsze to powtarzać, ale leczenie na własną rękę nie prowadzi do niczego dobrego. Kupowanie leków w niesprawdzonych źródłach jest nieporozumieniem — zdecydowanie podkreśla Jerzy Węznowski.
— Zarówno lekarze jak i pacjenci wymagają, by terapia była dyskretna i bezpieczna, ale przede wszystkim skuteczna, dobrze tolerowana oraz akceptowana przez partnerkę. Ma umożliwić powrót do spontanicznych kontaktów seksualnych — dodaje prof. Zdzisław Izdebski, seksuolog, kierownik Zakładu Poradnictwa Młodzieżowego i Edukacji Seksualnej na Uniwersytecie Zielonogórskim.
Nadal jednak wizytę u lekarza mężczyźni biorą pod uwagę w ostateczności. Często wtedy, gdy ich związek się rozpada albo pogłębia depresja.
— Właściwy moment na zasięgnięcie rady lekarza? Kiedy jeszcze nie pojawiły się zaburzenia, ale zaczynają się niepokojące objawy. Jak choćby — z pozoru niegroźna — zmniejszająca się pewność siebie w sytuacjach seksualnych — tłumaczy dr Węznowski.
Bo problemy z erekcją to choroba jak każda inna. A nikt przecież nie czeka, aż przestanie słyszeć, zanim pójdzie do laryngologa.
— Zaburzenia erekcji mogą towarzyszyć każdej chorobie, nawet przeziębieniu, które powoduje przejściowe osłabienie i zmęczenie — twierdzi prof. Izdebski.
Problem w głowie?
Zwykło się uważać, że dysfunkcje erekcji mają podłoże psychiczne — kompleksy, niskie poczucie własnej wartości. Ale zdecydowana większość, czyli 70-90 proc., ma przyczyny organiczne, tylko 10-30 proc. — psychogenne.
— Przyczyn zaburzeń erekcji jest wiele i wynikają zarówno z czynników fizycznych jak i psychicznych. Teraz coraz częściej uważa się, że u większości pacjentów kłopoty ze wzwodem uwarunkowane są połączonymi czynnikami organicznymi i psychogennymi — wyjaśnia prof. Izdebski.
Tak jak w przypadku innych schorzeń, i tu określona jest grupa ryzyka. Najbardziej narażeni są mężczyźni po czterdziestce, prowadzący aktywny i stresujący tryb życia. Ryzyko zwiększa też nadciśnienie, miażdżyca, cukrzyca i palenie papierosów. Przypadłości te powodują zmiany w obrębie naczyń krwionośnych — utratę elastyczności lub zwężenie — a to utrudnia przepływ krwi do członka. Brak zaś odpowiedniego ukrwienia równa się brak erekcji...
— Trzeba się liczyć z tym, że zaburzenia erekcji często są początkowymi objawami innych chorób — miażdżycy, niedokrwistości serca, cukrzycy. Dlatego często oprócz seksuologa warto odwiedzić lekarza pierwszego kontaktu — przypomina dr Węznowski.
Garść pigułek
Działanie stosowanych przy tej przypadłości leków polega na hamowaniu enzymu fosfodiesterazy typu 5. Dochodzi wówczas do rozkurczu naczyń krwionośnych prącia i zwiększonego napływu krwi do ciał jamistych. Oczywiście, aby wszystko zadziałało, potrzebne jest pobudzenie seksualne. W tej chwili na rynku dostępnych jest kilka medykamentów — najbardziej znane to Viagra i Cialis.
— Leki na dysfunkcję erekcji zwiększają ilość tlenku azotu w ciałach jamistych, dzięki czemu poprawiają ukrwienie. No, ale samo stosowanie leków nie wystarczy — zapewnia Jerzy Węznowski.
Starsze strażniczki
Specjaliści wymieniają są trzy poziomy zaburzeń wzwodu: łagodne, umiarkowane i poważne. Przy początkowych dolegliwościach można próbować radzić sobie samemu, np. urozmaicając życie seksualne. Jeśli problemy nie znikają — nie obejdzie się bez pomocy seksuologa. Wizyta jest krępująca, nie ma jednak co zwlekać, bo to co na początku tylko utrudnia życie — może je zamienić w piekło. A inne rozwiązanie?
Na Filipinach mężczyźni wynajmują starsze kobiety, by w nocy strzegły ich penisy przed złymi duchami... W Polsce jeszcze nikt nie zdecydował się na prowadzenie takiej działalności, więc póki co lekarz musi wystarczyć.
