Tak dziwnej konfiguracji decydentów – prezydent z prezesem banku centralnego (dla utrzymania arytmetycznej równości przy stole – również z szefem kancelarii), a po drugiej stronie premier z ministrami obrony oraz finansów (czyli zarazem gospodarki) – nie przewiduje jakikolwiek przepis konstytucyjny czy ustawowy, a nawet żaden wykonawczy akt niższego rzędu. Narodowy Bank Polski z konstytucyjnej definicji ma trzymać się jak najdalej od bieżących rozgrywek organów władzy. Członek zarządu banku jedynie doradczo uczestniczy w posiedzeniach ustawowej Rady Dialogu Społecznego, natomiast niewyobrażalny byłby udział prezesa na przykład w przyprezydenckiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Dlatego cała zagrywka Karola Nawrockiego z włączeniem Adama Glapińskiego do ostrej politycznej rozgrywki o wielomiliardowy program SAFE sama w sobie stanowi konstytucyjne kuriozum.
Opowieści prezesa NBP o wiszących w chmurze alternatywnych polskich miliardach, po które łatwo sięgnąć, od tygodnia były mrzonkami. Rozporządzenie Rady UE z 27 maja 2025 r. o pożyczkowym unijnym programie SAFE oraz nasza realizacyjna ustawa z 27 lutego 2026 r. – która oczywiście nie doczeka się podpisu – znane są od dawna co do przecinka. Strona prezydencka dopiero podczas spotkania 10 marca wreszcie objawiła stronie rządowej projekt idei polskiego SAFE za zero procent. Jako podmiot posiadający inicjatywę ustawodawczą prezydent jednocześnie wniósł we wtorek ten projekt do Sejmu.
Kalendarz narzucany przez Karola Nawrockiego jest dosyć przejrzysty. Ustawa o utworzeniu w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) całkiem nowego tzw. Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, nowelizująca również ustawę o NBP oraz kilka innych, miałaby zostać błyskawicznie procedowana i uchwalona przez Sejm już na posiedzeniu 11-13 marca, oczywiście bez żadnych istotnych zmian. Senat miałby ją zaakceptować bez poprawek z marszu na posiedzeniu 12-13 marca. Sfinalizowana do końca tygodnia ustawa zostałaby podpisana przez Karola Nawrockiego niezwłocznie i opublikowana w Dzienniku Ustaw jeszcze przed 20 marca, kiedy to prezydentowi upływa 21-dniowy termin podjęcia decyzji wobec ustawy o SAFE w wersji pożyczkowej. Taki harmonogram pozwoliłby Karolowi Nawrockiemu wyjść z twarzą wobec sił zbrojnych – konstytucyjnie jest najwyższym ich zwierzchnikiem – po ogłoszeniu fatalnej dla wojska decyzji o niepodpisaniu SAFE w wariancie rządowym. Broniłby się wizerunkowo zastąpieniem wrażych unijnych pieniędzy wciskanych Polsce przez Ursulę von der Leyen chwalebnymi polskimi pieniędzmi wyczarowanymi przez Adama Glapińskiego. Strona prezydencka doktrynalnie traktuje oba te źródła alternatywnie – albo, albo. Strona rządowa hipotetycznie dopuszcza zasilenie polskiego przemysłu militarnego również przez nowy fundusz w BGK, wymyślony przez prezesa NBP, oczywiście pod warunkiem uznania realności jego finansowych fundamentów– co jest bardzo mało prawdopodobne. Na pewno w ogóle nie wchodzi w grę tak błyskawiczne procedowanie projektu, w tym tygodniu ledwie otrzyma on numer druku sejmowego.
Donald Tusk po spotkaniu u Karola Nawrockiego już przyjął do wiadomości niepodpisanie ustawy wdrażającej pożyczkę SAFE. Publicznie oczywiście podtrzymał żądanie złożenia podpisu, zwłaszcza że odpowiedź prezydenta na pytanie wprost zadane przez premiera jeszcze nie padła, pozostaje trochę konstytucyjnego czasu. Osobiście od 2 marca upowszechniam prognozę losów ustawy w pewnym szczególe różniącą się od wersji krążącej powszechnie. Mój nos wywąchuje, że Karol Nawrocki oczywiście odmówi podpisu pod pożyczkowym SAFE, ale nie będzie to czyste weto. Zamiast zwrócenia ustawy do ponownego uchwalenia przez Sejm nieosiągalną większością trzech piątych głosów prezydent raczej odeśle ją prewencyjnie do Trybunału Konstytucyjnego, czyli sparaliżowanego organu Bogdana Święczkowskiego. Tam SAFE przepadnie na bardzo długo lub na zawsze, zatem efekt prawny będzie identyczny jak weta. Kunktatorskim chwytem zwierzchnik sił zbrojnych pseudoneutralnie umyje ręce, faktycznie oczywiście skazując wrażą ideologicznie ustawę na niebyt.

