Bajki z tysiąca fabryk

opublikowano: 18-07-2013, 00:00

Rozmowa z Jakubem Farysiem, prezesem Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

Nowa polska marka samochodów? Owszem, ale wyłącznie niszowa. Na produkcję popularnego auta raczej nas nie stać.

Zobacz więcej

BUDŻET: Zaprojektowanie, wyprodukowanie i sprzedawanie nowego polskiego auta wymagałoby sporych nakładów — tak z kilkadziesiąt miliardów euro — mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. [FOT. BS]

„Puls Biznesu”: Może się pojawić nowa polska marka samochodów osobowych?

Jakub Faryś, prezes PZPM: Tak. Ale tylko na bardzo niszowy produkt. Taki ręcznie składany w kilkunastu egzemplarzach rocznie.

A coś bardziej masowego?

Masowo znaczy dużo drożej. I tu się zaczynają schody.

Jak wysokie?

Minimum 1 mld euro. Na tyle szacuje się koszty uruchomienia produkcji nowego modelu. I to przy założeniu, że silnik, płytę podłogową, zawieszenia bierzemy z półki. Czyli korzystamy z już gotowych konstrukcji.

Coś mi się wydaje, że w Polsce nie mamy magazynów pełnych własnych części i gotowych projektów?

No właśnie. Czyli należy zacząć od projektowania. To kolejne setki milionów euro i czas — przynajmniej kilka lat. Musielibyśmy założyć biura konstrukcyjne, kupić ziemię, wybudować fabryki. Na to też potrzebne są duże pieniądze. Żeby produkcja miała ekonomiczny sens, musi wynosić co najmniej kilkaset tysięcy samochodów rocznie. Podsumowując: od pomysłu do chwili, gdy auto stanie na placu przed fabryką, trzeba wydać około 10 miliardów euro.

No, ale już możemy zacząć sprzedawać.

Owszem. Ale żeby sprzedać, trzeba stworzyć sieć dilerską, serwisową, magazyny części. Kolejne setki milionów euro. No i trzeba znaleźć klientów. Marketing to też ogromne wydatki. I jeszcze jedno — dzisiaj praktycznie się nie zdarza, żeby jakaś popularna marka była sprzedawana wyłącznie na jednym rynku. Czyli czekają nas kolejne wydatki. Trzeba będzie stworzyć sieć sprzedaży obejmującą co najmniej Europę.

Podliczając: musimy na nową polską popularną markę samochodów osobowych wydać kilkadziesiąt miliardów euro?

Dokładnie. Jeśli dodamy do tego jeszcze ryzyko, otrzymujemy odpowiedź: szanse na taką inwestycję są minimalne. Proszę też pamiętać, że na dzisiejszym rynku motoryzacyjnym nie dzieje się najlepiej. Szacuje się, że w samej tylko Europie niewykorzystywanych jest około 40 proc. mocy produkcyjnych samochodowych fabryk. Budowanie zatem od początku fabryki jest przedsięwzięciem co najmniej ryzykownym. Inną sprawą jest to, że raczej nie znajdziemy dziś nikogo, kto wyłoży na start nowego modelu choćby miliard euro. A przecież potrzeba w sumie kilkadziesiąt razy więcej. Sam pan więc widzi...

Widzę. I odkładam pomysł budowania polskiej potęgi motoryzacyjnej na półkę… między bajki.

Niech pan tego nie robi! Polska jest liczącym się graczem na motoryzacyjnej mapie Europy. A nasze fabryki korzystają z najnowocześniejszych technologii.

Takie one nasze, jak mieszkanie za kredyt hipoteczny.

Nie do końca. Dla polskiej branży motoryzacyjnej pracuje około 300 tys. osób. Kilkaset tysięcy pracuje w branżach pokrewnych. Wiele z nich w małych zakładach produkujących niemal niewidoczne elementy, które trafiają do produkowanych w Polsce samochodów zagranicznych marek. I te małe firmy mają zazwyczaj polski kapitał, korzystają z polskich pomysłów i polskiej myśli technicznej. Ich produkty są cenione przez branżę w całej Europie. Zgoda — ich produkcja nie jest spektakularna, nie widać jej na parkingach czy w salonach samochodowych. Ale ona tam jest. Tylko że mniej widoczna. W Polsce są nie tylko fabryki samochodów, silników czy skrzyń biegów, ale i całej masy podzespołów i elementów koniecznych do produkcji samochodu, często decydujących o jego jakości. Zbudowanie fabryki i stworzenie oraz wypromowanie nowego modelu jest w Polsce mało prawdopodobne. Ale możemy i powinniśmy się skupić na tym, żeby wspomagać kilka tysięcy firm, poddostawców dla dużych fabryk aut. Tu możemy pracować nad budowaniem polskiej potęgi motoryzacyjnej. Jako ciekawostkę powiem, że tzw. stopień polonizacji, czyli odsetek wyprodukowanych w Polsce części w modelu auta, wynosi w niektórych przypadkach nawet 90 proc. I to tę cześć branży motoryzacyjnej powinniśmy w Polsce promować.

A marzenia o polskim popularnym samochodzie?

A te to rzeczywiście może pan odłożyć na półkę z bajkami.

OKIEM SPECJALISTY
Więcej niż podzespoły


MAREK WIERUSZEWSKI
dziennikarz motoryzacyjny, Radio PiN

Sentyment do (mniej lub bardziej) polskiej motoryzacji widać w internecie, gdzie cenę trzymają dobrze zachowane maluchy, polonezy czy warszawy. Niestety za tym sentymentem rzadko idą poważne decyzje zakupowe. Czy ktoś z państwa chciałby kupić i odrestaurować starą warszawę? A gdyby nowoczesna jej interpretacja trafiła do salonów? Ze stworzeniem nowej lub ożywieniem starej marki będzie problem. Żeby takie przedsięwzięcie miało szanse powodzenia, musielibyśmy przez rok kupować tylko samochody naszej wyimaginowanej marki. Przy około 300 tysiącach sprzedanych egzemplarzy byłyby pieniądze na dalszy rozwój. Ale się nie poddajemy. Chcemy czegoś bardziej spektakularnego niż podzespoły. Skoro nie możemy stworzyć marki masowej, to spróbujemy znaleźć finansowanie dla projektu niszowego. W końcu mamy utalentowanych projektantów i inżynierów. Dziś po godz. 15 w Radiu PiN spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, skąd i na ile pieniędzy można liczyć i w jaką niszę celować.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu