Stara mądrość (nie ukrywajmy, że po pewnych przeróbkach) mówi: planuj tak, jakbyś miał żyć wiecznie, bądź przygotowany na to, że cię szlag trafi już jutro. Premier Marek Belka (premier nominat, ale bez kontrasygnaty sejmowej) zachowuje się tak, jakby znał tylko pierwszą część tej sentencji i zapomina, że w polityce nie wystarczy mieć racji — trzeba jeszcze mieć większość.
No bo co można zarzucić rozległym planom nowego rządu:
- walka z bezrobociem, „klęską klęsk, źródłem ludzkich nieszczęść”;
- naprawa finansów publicznych;
- znalezienie sposobu, by „ludzie odczuli efekty wzrostu gospodarczego”;
- stworzenie systemu gwarantującego jak najpełniejsze wykorzystanie funduszy unijnych;
- uporządkowanie reformy zdrowia?
Oczywiście nic. Gdyby tworzyć współczesny dekalog nowoczesnej, dobrze zarządzanej gospodarki, musiałoby się tam znaleźć miejsce dla tych wszystkich, tak sformułowanych postulatów. Tyle że zamiast tak rozbudowanych tez i zamiarów można by to opisać znacznie krócej: obyśmy wszyscy zdrowi i szczęśliwi byli. Tak, Panie Premierze, popieramy ten Pana plan, ale jak zamierza go Pan zrealizować? Bo, jak nie od dzisiaj wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. A te już nie są takie oczywiste.
Pomysł Pańskiego rządu, o którym się mówi, opłacania przez państwo (za przedsiębiorcę) składki na ubezpieczenie społeczne przez rok za każdego nowo zatrudnionego pracownika (pod warunkiem, że zostanie zatrudniony na minimum dwa lata) jest równie nowy, co zabawny. To trzeba by jeszcze przeliczyć, ale zapewne wystarczy zwolnić dotychczasowego pracownika, zatrudnić nowego, a za rok... Za rok nie będzie już Belki (z pewnością) i... nowe przepisy.
Podobnie jest zresztą ze wszystkimi rozwiązaniami szczególnymi. Jako profesor ekonomii doskonale przecież Pan wie, że koszty wprowadzenia każdego „rozwiązania specjalnego” zawsze są najwyższe i przynoszą więcej szkody niż pożytku. A później, nie dość, że prowizorki utrzymują się znacznie dłużej niż zakładano, to jeszcze trzeba je „odkręcać”. Może więc tak bez lex specialis, a tylko przy pomocy lex generali. Tym bardziej że żywot Pana rządu może być bardzo krótki. Ale i w najkrótszym czasie można szkód narobić, jak chce się zbyt wiele naraz.