Blockchain na elektrycznym krześle

Weronika A. Kosmala
01-07-2018, 22:00

Czternaście krzeseł czeka ze zwieszonymi pasami. W dniu egzekucji zostaną poszatkowane, a inwestorzy bez znieczulenia połkną udziały.

Mimo boleśnie mglistej fabuły, horror nie będzie niskobudżetowy: „Czternaście małych krzeseł elektrycznych” jest wartym kilka milionów dolarów dziełem Andy’ego Warhola, które jako pierwsze wchłonąć ma ostatecznie blockchain. Egzekucję przeprowadzi platforma Maecenas, która upłynni udziały w obiekcie tak nowocześnie, że inwestor będzie mógł poświęcić na strzępek sali śmierci zarówno bitcoiny, jednostki ether, jak i firmowe ART tokeny. Cząstki dzieła cyrkulować będą w ramach rozproszonego, klarownego rejestru transakcji, jak puch z lipy kręcący się w przejrzystym powietrzu — inwestowanie nigdy nie dawało takiego komfortu, jak te elektryczne krzesła.

Zobacz więcej

OSTATNIE ŻYCZENIE: Płótno z jednym elektrycznym krzesłem z lat 60. potrafi przebić próg 10 mln USD, a późniejszy obraz z czternastoma wyceniono w lutym 2016 r. na 4-6 mln GBP (20-30 mln zł). Dane Artprice pokazują, że ceny prac Andy’ego Warhola wyraźnie rosną, jednak, wbrew życzeniom, w dłuższym terminie wykres wcale nie jest gładki, tylko pokazuje zęby ostrzejszych spadków. Fot. ARC

Opinia kryptoeksperta

Zanim tradycyjny rynek sztuki rzeczywiście połaskocze prąd, biała księga Maecenasa odpowie, za jakie przewinienia zostanie stracony: za brak transparentności, niską płynność, a także najcięższą z win, czyli „scentralizowanie zaufania”. Zamiast nieskazitelnie nieomylnego systemu, obrót dziełami regulowali dotychczas kulejący od skorumpowania i innych słabości eksperci — trzeba wywnioskować, skoro założenie, że domy aukcyjne i galerie bazują na zaufaniu, ma być podejrzane.

Niech więc będzie, bo tylko przy tak spiętrzonych obawach uda się w końcu wysnuć przypuszczenie, że zdecentralizowany blockchain ten przeżarty rynek uzdrowi, pozwalając każdemu z inwestorów na niezmącony podgląd obrotu udziałami w obiektach. Najmilej byłoby przeglądać notowania w jasnym arkuszu kalkulacyjnym, ale rzeczywistość jest zdecydowanie bliższa energii czarnej dziury, bo eksperci przestrzegają, że kontrola tych zapisów odbywa się najczęściej z poziomu kodu. Dlaczego jednak ludzie programujący ten system mieliby być z gruntu godniejsi zaufania od tych, którzy pracują w galeriach czy domach aukcyjnych — pyta Tim Schneider z Artnetu, zwracając uwagę, że o stopniu przejrzystości w ramach struktury blockchain również decyduje człowiek, wybierając, które dane będą użytkownikom udostępniane. Utrzymując wciąż na dystans zbluzganych galerników, czas też zapytać, kto w zdecentralizowanym raju weźmie odpowiedzialność za gwarancję, że dzieło jest oryginalne.

Jak podaje Artnet, Maecenas ochoczo podpiera się na tę okoliczność kancelariami, profesjonalnymi inwestycyjnymi instytucjami, a nawet ekspertami weryfikującymi autentyczność, przy czym tych ostatnich otacza wyjątkową troską w zakresie ochrony danych osobowych. Kto poczęstuje się mniejszościowym pakietem i tak przecież nie powiesi sobie tych krzeseł — mimo że śmiercionośny mebel i wisielec pasują do tego horroru równie mocno, co kryptowaluty i łańcuch bloków.

Komitet centralny

Chcąc rzeczywiście wytknąć tradycyjnemu modelowi sprzedaży dzieł jakąś przywarę, prędzej niż „centralizację zaufania” inwestor wskazałby pewnie dodatkowe opłaty. Są niezbędne dla przetrwania interesu, ale jeśli komuś przyśnić miałaby się idylliczna aukcja, prowizja rozpłynęłaby się w tym majaku do poziomu 0 proc. — każde inne rozwiązanie jest właściwie powtórką klasyki w nowocześniejszym wydaniu. Obsesyjnie podkreślając konieczność decentralizacji, Maecenas pobierze po 6 proc. od właściciela dzieła i po 2 proc. od nabywców udziałów, podaje Artnet, podkreślając, że cybernetyczna otoczka towarzyszy w rzeczywistości kolejnemu z pośredników, a zdecentralizowana może się okazać odpowiedzialność.

Czy Warhol z kryptowalutowej aukcji jest sfałszowany? Najprawdopodobniej nie, bo fala wątpliwości uderzać ma nie w samego organizatora, tylko w ogólny charakter przedsięwzięć, odwracających uwagę od rynkowych podstaw. Sam Maecenas nosić ma natomiast w nazwie pamięć o Gajuszu Mecenasie, który również miał „demokratyzować rynek sztuki”, wspierając w starożytnym Rzymie najuboższych poetów. Równie szlachetna ma być idea dzielenia dzieła na udziały, pozwalająca na niewyobrażalnie niski próg wejścia i zysk z rozpędzonegorynku prac Warhola, który przecież nie może wyhamować. Przy ostatniej teorii, jakby coś zasyczało z obrazu — może w skłębionym pod krzesłem grubym kablu — dlatego że obietnice zwrotu z jakiegokolwiek obiektu powinny być karalne przynajmniej odwrotem na pięcie i trzaśnięciem drzwiami. Żaden z uznanych ekspertów ani pracowników domów aukcyjnych nie zobowiąże się przed nikim do zapewnienia krótkoterminowego zysku z odsprzedaży dzieła, bo mechanizmy decydujące o cenowym skoku bywają przewidywalne, ale z miażdżącą dozą niepewności.

Nawet gdyby w galerii zawisło osławione „Czternaście małych krzeseł elektrycznych”, nikt nie zdoła zagwarantować, że ręka rynku postara się w najbliższym roku o kilkuprocentowy wzrost wartości — mimo że wyczekujące na skazańca krzesła są obiektem muzealnej klasy, symbolem jaskrawego przełomu i samą cierpką esencją przemijania — obrazem śmierci, która dopiero nadejdzie. Warhol powielał ten przeszywający widok autentycznego krzesła z zamiarem oswojenia oka — sprowadzenia obrazu prawdziwego dramatu do serii znaczków, kolorowych jak wzór na tapecie czy firance. Może kłamstwo, powtarzane inwestorom tysiąc razy, też stanie się prawdą, a może kiedyś pęknie, rozdęte jak bańka, rozrzucając w eterze konfetti z elektrycznych krzeseł.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Blockchain na elektrycznym krześle