Bomba tyka pod Niemcami

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 22-09-2009, 00:00

Rząd Niemiec nie da rady dłużej przytrzymywać kolanem bezrobocia. Skutki odczujemy również w Polsce.

Odłamki mogą dosięgnąć części polskich firm.

Rząd Niemiec nie da rady dłużej przytrzymywać kolanem bezrobocia. Skutki odczujemy również w Polsce.

Zachodnia Europa wychodzi z kryzysu? Nie przesadzajmy z optymizmem. Zza Odry coraz głośniej słychać złowieszcze pomruki.

— Niemiecka gospodarka wróci do stanu z ubiegłego roku dopiero w 2013 r. Droga będzie wyboista — ostrzega Axel Weber, prezes Bundesbanku i członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego, na łamach "Frankfurter Rundschau".

Podobne opinie poważnych ekonomistów można usłyszeć coraz częściej. Co się stało, że wiara w zbliżające się odbicie jest coraz słabsza?

Pod kroplówką

Ekonomiści zaczęli dostrzegać, że rynek pracy to bomba z opóźnionym zapłonem. Niemcy są krajem, w którym bezrobocie przez ostatni rok wzrosło najsłabiej w Unii Europejskiej. Stopa bezrobocia podskoczyła tylko o 0,5 pkt procentowego — to jedna czwarta średniej unijnej. Ten sielankowy obraz jest jednak złudny.

— Bezrobocie w Niemczech jest sztucznie zaniżone — zaznacza Axel Weber i dodaje, że niedługo zobaczymy silny wzrost liczby osób bez pracy.

Dotąd problem braku ofert pracy nie narastał tylko dzięki pieniądzom pompowanym przez rząd w ramach działań antykryzysowych.

— Nowe przepisy wprowadzone w styczniu i czerwcu, pozwalają firmom zatrudniać ludzi w niepełnym wymiarze godzinowym. Utracone w ten sposób dochody rekompensuje pracownikom rząd — tłumaczy Susanne Horstmann z firmy doradczej Roland Berger.

Analitycy Deutsche Bank Research szacują, że to działanie uchroniło od bezrobocia przeszło 400 tys. osób. Oczywiście do czasu zakończenia programu pomocowego. Ponadto szacunki niemieckiej Federalnej Agencji Zatrudnienia pokazują, że ukryte bezrobocie przekracza już milion osób. Rośnie choćby dzięki rządowym dofinansowaniom dla bezrobotnych na staże i szkolenia.

Polska pod parasolem

Sztuczne ożywianie rynku pracy nie potrwa jednak długo. Wiele programów pomocowych jest już wyczerpanych lub wyczerpie się wkrótce. Dlatego wszystkie niemieckie ośrodki prognostyczne spodziewają się gwałtownego wzrostu bezrobocia. Według niemieckiego rządu w przyszłym roku grono bezrobotnych powiększy się o kolejne 900 tys. osób — do blisko 5 mln. Analitycy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozują, że w przyszłym roku bezrobocie wyniesie średnio 11,6 proc. z 8,7 proc. w 2009 r. A to fatalna wiadomość nie tylko dla samych przyszłych bezrobotnych, ale też niemieckich firm i całej gospodarki.

"Rosnące bezrobocie sprawi, że w przyszłym roku zanotujemy spadek konsumpcji prywatnej w Niemczech o 0,5 proc." — napisali we wczorajszym raporcie analitycy Niemieckiego Instytutu Gospodarki w Kolonii.

Ich zdaniem, to właśnie spadające dochody przeciętnego Niemca sprawią, że w przyszłym roku nie doczekamy się wyraźnego odbicia. Według najnowszej prognozy instytutu, w obecnym roku gospodarka naszego sąsiada skurczy się o 4,5 proc., a w przyszłym roku wzrośnie o 1,5 proc. A im gorzej u niego, tym gorzej u nas — Niemcy są naszym głównym partnerem handlowym, trafia tam jedna czwarta naszego eksportu. Mamy jednak trochę szczęścia.

— Polskie firmy działające na rynku niemieckim stosunkowo rzadko nastawione są na zaspokajanie potrzeb tamtejszego społeczeństwa. Zdecydowanie częściej są trybem potężnej machiny, jakim jest dalszy eksport (Niemcy są drugą na świecie gospodarką pod względem wartości eksportu). Zmiana poziomu bezrobocia ma więc ograniczony wpływ na naszych eksporterów — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Ponadto zagrożeni mogą czuć się głównie producenci dóbr z wyższej półki. Dla pozostałych rosnące bezrobocie może być szansą. Część niemieckich konsumentów będzie szukać tańszych zamienników.

— Zjawisko to było wyraźnie widać w czasie kryzysu na początku dekady. Teraz może być podobnie, zwłaszcza że złoty jest słaby i daje dodatkową ochronę dla polskich firm. Już teraz, mimo spadku wolumenu eksportu, wyrażone w złotych przychody producentów rosną — podkreśla Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu