Przyczynami tak dużych różnic między zachodnimi i wschodnimi regionami Polski są uwarunkowania historyczne. Na zachodzie mieszkają w dużej części repatrianci ze Wschodu, którzy po wojnie musieli wykazać się zaradnością i stawić czoło wielu trudnościom. Ta zdolność lokalnego społeczeństwa do podejmowania wyzwań jest dziś bardzo przydatna. Nie bez znaczenia jest też pewnego rodzaju genius loci. Regiony zachodniej Polski to tereny zurbanizowane, o rozwiniętej gospodarce przemysłowej. Wschód — to głównie tereny wiejskie, w których dominują tradycyjne wzorce i głęboko utrwalone podziały.
Jednak nawet najbardziej zaniedbany region ma szansę na rozwój, pod warunkiem że wcześniej potrafi odkryć swoje atuty. Uświadomienie sobie tego to tak naprawdę pierwszy krok do sukcesu. Niestety, nie zawsze biedniejsze regiony zdają sobie sprawę z własnych możliwości. Ogromną rolę w niwelowaniu różnic między regionami kraju powinno odegrać państwo, które ma wręcz obowiązek stosowania mechanizmów wyrównawczych — tam gdzie istnieją spore różnice w rozwoju i poziomie infrastruktury. Ostatnie cztery lata były pod tym względem stracone. Odchodząca ekipa rządowa nic w tej sprawie nie zrobiła. Nie dokończono nawet reformy administracyjnej...
Przez ten czas zamiast uczynić z samorządów ważny czynnik gospodarczego rozwoju kraju, traktowano je raczej jak natrętnego żebraka, który tylko wyciąga ręce po pieniądze.
Tymczasem nie ma dziś lepszego pomysłu na wzrost gospodarczy niż inwestycje w samorząd. Nawet jeżeli rząd zbuduje np. autostradę, to i tak nitkę do niej musi przecież zbudować gmina.
Niestety, dziś potencjał gospodarczy gmin wykorzystywany jest w znikomym procencie.
Motorem rozwoju dla swoich regionów mogłyby być również duże miasta. Nasz kraj ma dobrze rozwiniętą strukturę miast. Wciąż brakuje jednak skutecznej polityki miejskiej.
Jesteśmy państwem, które w ogóle nie ma polityki regionalnej, uwzględniającej rodzaje przestrzennego zróżnicowania. Nie tylko nie ma polityki miejskiej, ale również np. polityki dotyczącej zagospodarowania obszarów górskich. Tymczasem cały rozwój Unii opiera się właśnie na polityce regionalnej. Nasze państwo dotąd w ogóle nie ingerowało w ten rozwój, mówiąc gminom — radźcie sobie same.
prof. Michał Kulesza, doradca Baker & McKenzie