Obecnie można wskazać cztery główne obszary ryzyka, które – jeśli zbiegłyby się w czasie – mogłyby stworzyć idealne warunki do powstania poważnego kryzysu finansowego. Chodzi o wzrost cen energii i inflacji, napięcia w sektorze prywatnego kredytu, gwałtowne skutki rozwoju sztucznej inteligencji oraz finansowe konsekwencje zielonej transformacji.
Każdy z tych czynników osobno stanowi wyzwanie. Jednak ich jednoczesne wystąpienie mogłoby doprowadzić do poważnych turbulencji w globalnym systemie finansowym – pisze słoweński dziennik biznesowy „Časnik Finance”.
Wzrost cen energii może znów napędzić inflację
Pierwszym zagrożeniem jest skokowy wzrost cen energii, przede wszystkim ropy naftowej, gazu i energii elektrycznej. Konflikt na Bliskim Wschodzie zwiększają ryzyko zakłóceń w dostawach surowców energetycznych, co automatycznie przekłada się na ich ceny.
Na pierwszy rzut oka droższa energia powinna ograniczać inflację w innych sektorach. Wyższe rachunki za paliwo czy prąd uszczuplają bowiem budżety gospodarstw domowych, pozostawiając mniej pieniędzy na inne zakupy. Oprócz tego niepewność związana z sytuacją geopolityczną zwykle zniechęca do wydawania pieniędzy.
W praktyce jednak efekt może być odwrotny. Energia jest jednym z kluczowych kosztów w gospodarce – wpływa na transport, produkcję i funkcjonowanie przedsiębiorstw. W rezultacie drożeją niemal wszystkie towary i usługi.
Widmo stagflacji nad gospodarką
Najbardziej niepokojącym scenariuszem jest połączenie wysokiej inflacji z jednoczesnym spowolnieniem gospodarczym. Taka sytuacja, określana często mianem stagflacji, jest jednym z najtrudniejszych wyzwań dla polityki gospodarczej.
Ekonomiści Europejskiego Banku Centralnego już wcześniej analizowali taki scenariusz. W przypadku poważnych zakłóceń dostaw energii z regionu Bliskiego Wschodu mogłoby dojść do wyraźnego wzrostu inflacji przy jednoczesnym spadku produkcji gospodarczej.
Sytuację dodatkowo komplikuje rynek pracy. W strefie euro bezrobocie pozostaje na historycznie niskim poziomie, co wzmacnia pozycję pracowników w negocjacjach płacowych. Wyższe wynagrodzenia mogą z kolei napędzać dalszy wzrost cen.
Walka z inflacją podnosi koszt kredytu
W Stanach Zjednoczonych sytuacja wygląda nieco inaczej – zatrudnienie zaczyna spadać, a bezrobocie rośnie. Mimo to wynagrodzenia nadal rosną, co również utrudnia walkę z inflacją.
W takich warunkach banki centralne mają ograniczone pole manewru. Najskuteczniejszym narzędziem walki z inflacją pozostaje podnoszenie stóp procentowych, czyli zwiększanie kosztu pieniądza. Jeszcze niedawno rynki spodziewały się raczej luzowania polityki monetarnej. Obecnie coraz częściej mówi się nie tylko o odsunięciu w czasie obniżek stóp, ale nawet o nowych podwyżkach.
Droższy kredyt oznacza jednak większe problemy dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. W efekcie rośnie ryzyko niewypłacalności oraz wzrostu liczby bankructw. Szczególnie wrażliwa na takie zmiany jest Europa, gdzie koszty energii już teraz są wyższe niż w Stanach Zjednoczonych czy w Chinach.
Rynek długu prywatnego wart dwa biliony dolarów
Drugim potencjalnym źródłem problemów są rynki długu prywatnego (private debt). To dynamicznie rosnący segment finansowy, który w ostatnich latach zyskał ogromne znaczenie.
Sektor ten szacuje się obecnie na około 2 bln USD. Jego podstawą jest udzielanie pożyczek firmom, które często mają trudniejszy dostęp do finansowania bankowego. Jednocześnie działalność tych funduszy jest znacznie słabiej regulowana niż w przypadku banków.
W praktyce oznacza to, że wiele inwestycji odbywa się w warunkach ograniczonej przejrzystości. Sposób oceny ryzyka, wyceny aktywów czy zarządzania portfelami inwestycyjnymi często pozostaje niejasny dla inwestorów.
Bankructwa zwiększają napięcia na rynku
W ostatnich miesiącach napięcia w tym sektorze zaczęły się wyraźnie nasilać. Na rynku pojawiły się spektakularne bankructwa firm powiązanych z branżą motoryzacyjną w Stanach Zjednoczonych, w które zaangażowane były fundusze długu prywatnego.
Równocześnie rośnie niepokój związany z ekspozycją funduszy na firmy technologiczne – zwłaszcza z sektora oprogramowania i usług biznesowych. Właśnie te branże mogą zostać w największym stopniu dotknięte przez rozwój sztucznej inteligencji.
Jeżeli część tych przedsiębiorstw przestanie generować stabilne przychody, może pojawić się problem ze spłatą zadłużenia. To z kolei przełoży się na straty funduszy finansujących ich działalność.
Fundusze ograniczają wypłaty dla inwestorów
W ostatnim czasie niektórzy inwestorzy zaczęli próbować wycofywać pieniądze z funduszy długu prywatnego. W odpowiedzi część instytucji zdecydowała się ograniczyć możliwość wypłat.
Jednym z najbardziej głośnych przykładów była decyzja największego na świecie zarządzającego aktywami – BlackRock – który ograniczył wypłaty z jednego ze swoich głównych funduszy dłużnych. Podobne kroki podejmowały również inne instytucje inwestycyjne.
Agencja ratingowa Fitch już wcześniej ostrzegała, że rozwój długu prywatnego może stać się kanałem przenoszenia ryzyka do całego systemu finansowego. W sektor ten zaangażowane są bowiem nie tylko fundusze inwestycyjne, lecz także banki, ubezpieczyciele czy fundusze emerytalne.
Gigantyczne inwestycje w AI pod znakiem zapytania
Jeszcze niedawno część analityków uważała, że obniżki stóp procentowych mogłyby złagodzić to ryzyko, poprawiając sytuację zadłużonych firm. Jeśli jednak koszt pieniądza ponownie zacznie rosnąć, scenariusz ten przestaje być aktualny.
Trzecim źródłem niepewności jest rozwój sztucznej inteligencji. Jeszcze niedawno dominowały obawy, że ogromne inwestycje w tę technologię – obejmujące budowę centrów danych, rozwój chipów czy oprogramowania – mogą się nigdy nie zwrócić.
Krytycy wskazywali, że sztuczna inteligencja nie zwiększa produktywności w takim stopniu, jak wcześniej oczekiwano, a wiele projektów generuje jedynie ogromne koszty.
AI może zmieniać gospodarkę szybciej, niż zakładano
W ostatnim czasie nastroje zaczęły się jednak gwałtownie zmieniać. Coraz częściej pojawiają się sygnały, że AI może w rzeczywistości znacznie szybciej przejmować zadania wykonywane dotąd przez ludzi.
Dotyczy to między innymi branży medialnej, produkcji treści, usług doradczych czy części sektora finansowego. Pod znakiem zapytania może stanąć także model biznesowy wielu firm programistycznych.
Jeżeli sztuczna inteligencja doprowadzi do spadku przychodów w tych sektorach, konsekwencje mogą być odczuwalne również dla instytucji finansowych finansujących ich działalność.
Do tego dochodzą czynniki makroekonomiczne. Produkcja zaawansowanych chipów oraz funkcjonowanie centrów danych wymaga ogromnych ilości energii. Wzrost cen ropy i gazu zwiększa więc koszty całego sektora technologicznego.
Kosztowna strona zielonej transformacji
Czwartym potencjalnym źródłem turbulencji są finansowe konsekwencje transformacji energetycznej.
Przez lata politycy przedstawiali zieloną transformację jako największą rewolucję przemysłową od czasów wynalezienia silnika parowego. W praktyce jednak coraz więcej firm zaczyna odczuwać jej kosztowną stronę.
Wiele projektów powstało nie dlatego, że były natychmiast opłacalne ekonomicznie, lecz dlatego, że sprzyjały im regulacje, subsydia i presja polityczna.
Efektem była fala inwestycji wyprzedzających realny popyt rynkowy.
W ostatnich latach coraz wyraźniej widać zderzenie politycznych ambicji z ekonomiczną rzeczywistością. W wielu sektorach – zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym i energetyce wiatrowej – pojawiają się ogromne odpisy wartości inwestycji.
Niektóre projekty, takie jak produkcja zielonej stali czy technologie wodorowe, okazały się finansowo trudne do utrzymania. W branży zielonych technologii dochodzi również do spektakularnych bankructw.
Transformacja liczona w setkach miliardów euro
Skala potrzebnych inwestycji jest ogromna. Według różnych szacunków sama Unia Europejska musiałaby przeznaczać nawet 800 mld EUR rocznie, aby osiągnąć cele związane z dekarbonizacją gospodarki.
Problem polega jednak na tym, że rentowność wielu projektów zależy w dużej mierze od decyzji politycznych – takich jak poziom subsydiów, regulacje czy ceny uprawnień do emisji CO2.
Dodatkowym wyzwaniem są wysokie ceny energii w Europie oraz ryzyko technologiczne związane z nowymi rozwiązaniami.
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów problemów w tej dziedzinie były ogromne odpisy dokonane przez koncern motoryzacyjny Stellantis związane głównie z inwestycjami w elektryczne platformy i baterie.
Niebezpieczna kumulacja globalnych czynników ryzyka
Każdy z opisanych problemów – wysoka inflacja, napięcia w sektorze prywatnego kredytu, technologiczne wstrząsy wywołane przez sztuczną inteligencję oraz koszty zielonej transformacji – mógłby być sam w sobie do opanowania.
Największe ryzyko pojawia się jednak wtedy, gdy wszystkie te czynniki zaczynają oddziaływać jednocześnie.
W połączeniu z napięciami geopolitycznymi, konfliktami handlowymi i rywalizacją największych gospodarek świata mogą one stworzyć warunki do powstania poważnego kryzysu finansowego.
A w takim scenariuszu najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy burza nadejdzie – lecz kto będzie w stanie ją przetrwać.
