BROWAR GRYBÓW ZOSTAŁ SPRZEDANY TAJEMNICZYM INWESTOROM Z USA

Surmacz Wojciech
opublikowano: 26-02-1999, 00:00

BROWAR GRYBÓW ZOSTAŁ SPRZEDANY

TAJEMNICZYM INWESTOROM Z USA

Nowi właściciele zrezygnowali z usług Władysława Pietrzaka, daw nego likwidatora, który wcześniej wyprowadził zakład na prostą

Amerykanie kupili ponad 97 proc. udziałów grybowskiego browaru

NAJEMNIK: Na całym świecie istnieją ludzie najmowani do tłumienia różnego rodzaju buntów. Ja zostałem wynajęty do tego, żeby uzdrowić browar. Takich zakładów jak ten, w Grybowie, w Polsce są właściwie setki. Myślę, że trafi się znowu taki, który mi zleci podźwignięcie z upadku. Chętnie się tego podejmę — deklaruje Władysław Pietrzak, były likwidator Browaru Grybów.

W ciągu półtora roku Władysław Pietrzak, likwidator Browaru Grybów, postawił zrujnowaną firmę na nogi i zlikwidował deficyt wysokości 850 tys. złotych. W listopadzie w Grybowie zmienił się wójt i na browar, którego udziałowcem była gmina, znaleźli się nabywcy. Podobno są to Amerykanie. Likwidator został odsunięty od spraw spółki.

Kilkakrotnie na łamach „PB” opisywaliśmy wydarzenia związane z grybowskim browarem. Większość publikacji poświęcona była konfliktowi pomiędzy piwowarami a rybnicką firmą Gerpol Brauerei. Przypomnijmy, że poszło o sumę 350 tys. zł, której do tej pory Gerpol nie zwrócił browarowi z Grybowa. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, bo podobnych konfliktów w naszej rzeczywistości można znaleźć setki. Ale w przypadku Grybowa mamy do czynienia z sytuacją szczególną. Browar, wcześniej postawiony w stan upadłości a następnie zarządzany przez likwidatora, stanął na nogi i zaczął przynosić zyski. Dzisiaj mimo poważnych kłopotów związanych z zaległymi należnościami od spółki Gerpol można chyba mówić o sukcesie grybowskiej firmy. W rankingu polskich browarów Grybów znalazł się na pierwszym miejscu pod względem wysokości dynamiki sprzedaży w 1998 roku. Przez półtora roku działalności Władysława Pietrzaka, deficyt wysokości 850 tys. zł został zlikwidowany. Znalazł się też sposób na spłatę zadłużenia względem urzędu skarbowego.

— Udało nam się scedować naszą wierzytelność w stosunku do firmy Gerpol na rzecz Urzędu Skarbowego w Gorlicach. Wszystko dzięki temu, że sprawa została nagłośniona przez media — mówi Władysław Pietrzak.

INWESTYCYJNA ZAGADKA: Nie wiadomo, kto i za ile kupił browar z Grybowa. Wójt gminy, Piotr Krok, odmawia udzielenia tych informacji. W ogóle niechętnie rozmawia na temat browaru. Za to z dużą pasją opowiada o walorach turystycznych regionu i potrzebach inwestycji na terenie gminy.

Jest jeszcze lepiej

Przez półtora roku browar był prowadzony żywiołowo. Władysław Pietrzak wprowadził kilka gatunków nowego piwa. Wylansował nazwę piwa Hrabia. Zakończył proces zgłoszenia patentowego piwa z propolisem. W folderach reklamowych browaru pojawiło się hasło „Grybów — jest jeszcze lepiej” — jako parafraza hasła „Jest Żywiec — jest dobrze”

— Wszedłem w kontakt z czeskim producentem piwa. Na początku stycznia tego roku przyjechali szefowie z Czech i dogadaliśmy się co do wszystkich spraw związanych z zakupem słodu. Nasi kontrahenci do taniego słodu zupełnie gratis zaoferowali jeszcze technologię produkcji, głównego technologa, etykietę i zezwolenie na sprzedaż tego piwa na rynku. W połowie stycznia przyszedł pierwszy wagon słodu. To było bardzo intratne posunięcie i liczyłem, że sprzedaż wzrośnie o ponad 30 proc. — opowiada Władysław Pietrzak.

Z jego relacji wynika, że prowadził również rozmowy z dużą firmą z okolic Łodzi, trudniącą się konfekcjonowaniem piwa. Ponoć rozmowy były zaawansowane, a łodzianie chcieli brać bardzo duże ilości piwa. Jak twierdzi likwidator, tak duże, że wypełniłyby w pełni moce produkcyjne grybowskiego browaru.

— To wszystko skłaniało mnie do przekonania, że browar idzie w dobrym kierunku. Sądziłem, że w tym roku nie popuszczę tego pierwszego miejsca i dynamika będzie równie wysoka, jeśli nie wyższa — mówi były likwidator.

Na środku rzeki

W listopadzie 1998 r. w gminie Grybów wybrano nowego wójta. Został nim Piotr Krok. Gmina — właściciel większości udziałów — zdecydowała się sprzedać swoje udziały w browarze.

— Gdy tylko objąłem urząd, wiedziałem, że z browarem trzeba coś zrobić. Najlepiej sprzedać — wspomina Piotr Krok.

Chętnych na zakup Browaru Grybów było podobno wielu. Jego stan diametralnie różnił się od tego sprzed półtora roku. Byli chętni z Nowego Sącza, był też przedsiębiorca z Krakowa, który chciał produkować piwo w Grybowie i sprzedawać na Śląsku. Podobno zaoferował więcej pieniędzy niż ostateczni nabywcy. A tymi są ponoć Amerykanie. Bliższych informacji, niestety, nikt nie chciał nam na temat udzielić.

— Wolałbym również nie zdradzać wielkości kwoty, za jaką sprzedaliśmy browar i kto został jego nabywcą. To, że sprzedaliśmy ten zakład, uważam za wielki sukces rady gminy — mówi z dumą wójt Grybowa.

15 stycznia Władysław Pietrzak został odwołany z funkcji likwidatora. Jego następcą został Krzysztof Dudek, przedstawiciel nowych właścicieli. On również nie chce zdradzać szczegółów transakcji.

— Jeżeli chodzi o nabywców są nimi obywatele USA, wywodzący się ze środowisk Polonii amerykańskiej. Co do nazwisk, nie mogę ich ujawnić, bo nie otrzymałem takich pełnomocnictw. Jest trzech głównych właścicieli, którzy podzielili się równo akcjami. Natomiast 2,5 proc. akcji znajduje się jeszcze w rękach pracowników. Częściowo są one odkupywane. Jeżeli chodzi o cenę browaru, nie mogę udzielić wiarygodnej informacji. Ale jest ona dostępna w gminie. Myślę, że ona dysponuje wszystkimi dokumentami na ten temat. Jest to wiarygodne źródło i tego typu dane nie stanowią tajemnicy — mówi Krzysztof Dudek.

Dodaje, że inwestorem nie jest Chicago Poland Investment Group, który starał się o zakup Browarów Górnośląskich.

Według Władysława Pietrzaka, część rozmów była prowadzona z jego udziałem. Wydając zezwolenie na sprzedaż zakładu, jako likwidator prosił, by konsultowano z nim wybór ewentualnego nabywcy. Jak dziś twierdzi, gmina w ciągu kilku dni szybko sprzedała udziały Amerykanom, nawet go o tym nie informując.

— W Stanach Zjednoczonych mówi się, że nigdy nie zmienia się zaprzęgu na środku rzeki. W XIX wieku przeprawa dyliżansem przez rzekę była tak dużym wysiłkiem, że nikt na jej środku nie odważał się wyprzęgać konia. Bo wtedy wóz na amen zostawał na środku rzeki. Znalazłem się w takiej sytuacji. Miałem wszystkie sprawy rozgrzebane, ale dynamicznie szły do przodu. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że ktoś podejmie decyzję „o wyprzęgnięciu koni” — dziwi się były likwidator.

Dodaje, że mimo wszystko cieszy się z tej transakcji — bo nowe konie są amerykańskie.

Śmierć Grybowa

Browar Grybów został wybrany przez nabywców z ponad 20 podobnych zakładów w całej Polsce. Jak mówi Władysław Pietrzak, kupili firmę nie przez sentymenty, bo nigdy w Grybowie nie byli.

— Na zakup browaru zdecydowaliśmy się z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że ta branża nie jest nam obca. Drugi powód był taki, że szukaliśmy browaru nie do końca zlikwidowanego i posiadającego przesłanki, że można z nim coś jeszcze zrobić. Chcieliśmy kupić browar, który jeszcze nie upadł i nie zaprzestał produkcji. No i taki znaleźliśmy. Jest tu dużo do zrobienia, ale jesteśmy dobrej myśli — stwierdza Krzysztof Dudek.

Jego zdaniem, jeśli chodzi o inwestycje, to ich podstawowym założeniem jest poprawienie jakości.

— Chcemy wydać walkę niechlubnemu sloganowi „Śmierć Grybowa”, który kiedyś przylgnął do naszego piwa. Będziemy się starać o certyfikat jakości ISO. Wiadomo, że trzeba zmienić trochę park maszynowy w zakładzie i przystosować ludzi do nowych warunków pracy — kontynuuje nowy likwidator.

O działalności Władysława Pietrzaka niechętnie mówi nowy wójt. Jak twierdzi, nie ma o czym mówić.

— Te sensacje, które były wcześniej, niczemu nie służyły. Naprawdę nie ma sensu wracać do tamtych spraw. Bo po co? — pyta Piotr Krok.

Epilog

Były likwidator mieszka w Nowym Sączu, prowadzi hurtownię nie związaną z branżą piwowarską. Do dziś nie odebrał pensji za sześć miesięcy pracy w browarze.

— Wychodzi na to, że w tym czasie pracowałem społecznie. Uważam, że swoje zadanie spełniłem, bo poszliśmy do góry. Właściwie niczego w firmie nie zaniedbałem. Jeśli się rozumie dramatyczną sytuację zakładu, wyprowadzenie na prostą nie jest takie trudne. Jest kilka sznurków, którymi na przemian trzeba umiejętnie pociągać. I uważać, żeby ich nie urwać — dodaje Władysław Pietrzak.

Nie załatwiona pozostaje kwestia wierzytelności wobec Gerpolu.

— Do właścicieli Gerpolu będziemy się starali dotrzeć i doprowadzić do jakiegoś kompromisu. Natomiast nie wiemy, w jakim stopniu nam to się uda. Chcemy się z nimi spotkać, podać rękę i porozmawiać. Może uda nam się załagodzić ten spór. Nie chcemy zaogniać tej sprawy. Osobiście prowadzę te rozmowy, na razie wysyłając faksy i szukania kontaktów. Ale jestem już umówiony na pierwsze spotkanie z dyrektorem Figlem. Co z tego wyjdzie, zobaczymy — sumuje Krzysztof Dudek.

Wojciech Surmacz

fot. Grzegorz Kawecki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Surmacz Wojciech

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / BROWAR GRYBÓW ZOSTAŁ SPRZEDANY TAJEMNICZYM INWESTOROM Z USA