Budowa systemów jest kłopotliwa

Kamil Kosiński
opublikowano: 2002-10-09 00:00

Firmy integratorskie i ich klienci wcale nie palą się do budowy gruntownie zaplanowanych kompleksowych systemów informatycznych od podstaw. Pierwsi uważają, że w dużych organizacjach jest to właściwie niemożliwe. Drudzy zaś wolą ściśle kontrolować wydatki i nie chcą inwestować dużych kwot w projekty, które dopiero po latach mogą wykazać swoją wyższość nad konkurencyjnymi.

System informatyczny przedsiębiorstwa jest tworzony od podstaw zazwyczaj w dwóch sytuacjach: gdy swój oddział w Polsce otwiera część zagranicznego koncernu lub gdy na rodzimym rynku tworzy się zupełnie nowa organizacja.

W pierwszym przypadku model biznesowy rozpoczynającej działalność firmy jest dobrze znany. Zostaje bowiem niejako przeniesiony z innych rynków. Wiadomo, jakiego typu system informatyczny jest potrzebny powstającemu przedsiębiorstwu i jakie ma spełniać zadania. Często też z góry zostaje określone, jakich konkretnie produktów należy użyć do jego budowy. Centrale międzynarodowych korporacji podpisują bowiem z dostawcami oprogramowania i sprzętu ramowe umowy gwarantujące wykorzystanie ich produktów we wszystkich oddziałach. Rola integratora ogranicza się więc do wykonania znanych od początku operacji, prowadzących do powstania kompleksowego systemu IT. Całość prac odbywa się też wtedy nierzadko pod ścisłym nadzorem kontrolerów przysłanych z firmy matki, powstającej właśnie spółki. Mają oni z reguły doświadczenia z budowy podobnych systemów w siostrzanych spółkach. Poza tym ich zadaniem jest eliminacja wszelkich pomysłów lokalnego menedżmentu lub firmy wykonującej system, które mogłyby prowadzić do odejścia od narzuconego standardu.

W drugim przypadku wykonawca ma większą dowolność w tworzeniu systemu IT firmy. Znany jest bowiem tylko model biznesowy klienta. Integrator mógłby więc zaprojektować optymalny system od podstaw, z uwzględnieniem dowolnych produktów software’owych i hardware’owych, i następnie krok po kroku go uruchamiać. Pomimo możliwości, do realizacji takich projektów właściwie nie dochodzi. Po pierwsze dlatego, że stosunkowo rzadko powstają zupełnie nowe organizacje. Po drugie, nawet jeśli, to na początku działalności wcale nie są zainteresowane projektowaniem optymalnych systemów informatycznych. Modelowy stosunek do systemów IT mają operatorzy sieci komórkowych. To jedne z nielicznych przedsiębiorstw, w których nawet elementy pakietów klasy ERP wdrażano ze świadomością tego, że po roku lub dwóch prawdopodobna będzie ich wymiana na oprogramowanie innych producentów.

— Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w biznesie chodzi o to, by osiągać jak najwyższe zyski przy możliwie niskich nakładach. Oczywiście, któryś z operatorów komórkowych mógłby od razu przeanalizować swoje potrzeby i opracować wspaniałą koncepcję kompleksowego systemu informatczynego, który po latach wykazałby swoją wyższość nad konkurencyjnymi. Tylko po co miałby to robić? Z biznesowego punktu widzenia, bardziej udanym przedsięwzięciem jest przecież firma mająca wielu klientów i kiepski system IT, niż mająca doskonały system i symboliczną liczbę klientów. Do uruchomienia usług operatorom komórkowych wystarczała zaś sama sieć stacji nadawczych oraz proste aplikacje finasowo-księgowe i billingowe — zaznacza Piotr Smólski, prezes Ster-Projektu.

— Model biznesu operatorów komórkowych przyszedł z zagranicy. Firmy te nie są jednak zwykłymi przedstawicielstwami zagranicznych operatorów, lecz konsorcjami z udziałem lokalnych podmiotów. To raczej wykluczało proste przenoszenie na nasz rynek systemów informatycznych stosowanych przez tego typu firmy w innych krajach. Z drugiej zaś strony, operatorzy nie chcieli zbyt wiele inwestować w plaformy IT nie wiedząc jaka będzie koniunktura, a co za tym idzie wymagania, które powinny spełniać te platformy. Dziś wiemy, że telefonia komórkowa okazała się świetnym biznesem. Kiedy ruszały sieci komórkowe nie było wiadomo, czy usługi te odniosą w Polsce sukces. Inwestycje operatorów szły więc na samą budowę sieci, a i to w sposób ściśle kontrolowany — dodaje Krzysztof Komorowski, dyrektor centrum kompetencyjnego odpowiedzialnego za integrację e-biznesową w Computerlandzie.

Fakt, że poza sektorem publicznym, nie ma u nas właściwie projektów związanych ze stworzeniem i budową systemów informatycznych od podstaw związany jest też z tym, że stosunkowo niewiele podmiotów potrzebuje takich rozwiązań. Firma średniej wielkości, która właśnie postanowiła się zinformatyzować oprze swoją działalność na elementach pakietu ERP wraz z rozwiązaniami z zakresu e-commerce i wysoko specjalizowanym modułem branżowym i trudno nazwać to projektem typu greenfield. Naprawdę duże korzyści z zaprojektowania, a następnie wykonania od podstaw optymalnego systemu informatycznego, mogłyby czerpać tylko największe polskie spółki. Tyle tylko, że ich wielkość wyklucza właściwie takie projekty.

— Pytanie — czy w przypadku dużego przedsiębiorstwa lepszy jest system gruntownie zaprojektowany i następnie zgodnie z tym projektem wykonany, czy też będący zlepkiem różnego rodzaju rozwiązań będących odpowiedzią na doraźne potrzeby — jest czysto retoryczne. W gigantach naszej gospodarki, jak i w każdym innym złożonym przedsiębiorstwie nie ma możliwości wyłączenia pewnego dnia dotychczas wykorzystywanych systemów i włączenia nowych. Sam proces specyfikacji wymagań dla nowego kompleksowego systemu informatycznego trwałby w takich przypadkach latami, a nadzieje na przełączenie poważnej firmy ze starego na zupełnie nowy system w ciągu weekendu są absurdalne — wyjaśnia Krzysztof Komorowski.

Integratorzy nie palą się więc do takich projektów. Wolą dołączać nowe elementy do już istniejących systemów.

—- Całkowita wymiana systemu informatycznego dużej organizacji wiąże się z określonym ryzykiem. Do tak radykalnej zmiany powinna przygotować się komórka organizacyjna zajmująca się obsługą systemów IT. Należy na nowo zaprojektować i wdrożyć procesy biznesowe w oparciu o wprowadzane rozwiązanie informatyczne. Gdy jest to możliwe, warto rozważyć stopniowe wprowadzanie zmian, integrując nowe oprogramowanie z istniejącymi już rozwiązaniami— tłumaczy Krzysztof Kardaś, członek zarządu Prokom Software.

I choć integratorzy nie popierają budowy systemów aplikacji biznesowych przedsiębiorstw od podstaw, to ciągle zdarzają się projekty związane z migracją do nowych środowisk bazodanowych. Od wielu miesięcy taki projekt prowadzi Agora, która za cel postawiła sobie całkowite przejście na bazy danych Oracle. Na pozór nie ma to nic wspólnego z samymi aplikacjami, ale te z nich, które były tworzone z myślą o innych środowiskach trzeba teraz przystosować do baz Oracle. Mimo to projekt ten nie jest uważany za budowę systemu od podstaw.

— To nie jest tak, że w Agorze nic nie ma i dopiero tworzy się system dla tej firmy. Nie powstanie więc zupełnie nowy system informatyczny. Projekty związane ze zmianami środowisk bazodanowych można porównać do wymiany silnika w samochodzie. Na pewno nie jest to budowa systemu informatycznego od podstaw, a więc tzw. greenfield — komentuje Krzysztof Komorowski.