Gaude Mater, Polonia! Patos XIII-wiecznego hymnu Wincentego z Kielc ogarnął w sobotę Radę Ministrów, oznajmiającą terminowe wykonanie pracowniczego obowiązku wynikającego z art. 222 Konstytucji. Duch uniesień nie opadnie aż do wtorku, gdy projekt ustawy budżetowej na rok 2004 zostanie ceremonialnie przekazany marszałkowi Sejmu.
Zdumiewa wyliczenie dochodów budżetu z dokładnością do TYSIĄCA złotych (152 750 084 tys.), chociaż wszystkie ustawy podatkowe oraz ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego są jeszcze w lesie. Resort finansów oparł się na wniesionych do Sejmu projektach, ale minister Andrzej Raczko sam przyznaje, że sytuacja jest bardzo dynamiczna. Ciekawe, jakimż to prawem rząd zaliczył do pewników na przykład „wprowadzenie 19-proc. stawki PIT dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą”, skoro taki projekt formalnie NIE ISTNIEJE! Kilka kartek posła Czerniawskiego nie ma żadnej mocy — tym bardziej, że sejmowa komisja stanęła przed barierą ich konstytucyjności. Dopiero, gdy liniowy PIT dla przedsiębiorców ewentualnie znajdzie się w komisyjnym sprawozdaniu, Rada Ministrów będzie się mogła do niego odnieść.
Rząd wykpiwa niezależnych analityków, którzy mają czelność liczyć, jakie są PRAWDZIWE rozmiary budżetowego deficytu, ile miliardów złotych zostało księgowymi sztuczkami pochowanych lub puszczonych bokiem. W tym sporze umyka problem absolutnie strategiczny — jaką w ogóle część sektora finansów publicznych w Polsce obejmuje dokument pod nazwą „ustawa budżetowa”. Szokująco niski odsetek, zamieszczony w ramce obok, jest świeżym szacunkiem, podanym nam w sobotę przez samą wiceminister Halinę Wasilewską-Trenkner.
Ojcowie Konstytucji zapisali w art. 219 „Sejm uchwala budżet państwa na rok budżetowy w formie ustawy budżetowej”. Również stawiając zaporę 60 proc. wartości PKB przed państwowym długiem publicznym myśleli o czymś zu-pełnie innym, niż pojmują to rządy — i poprzedni, i obecny — dla których abstrakcją jest na przykład gigantyczny nawis zadłużeniowy jednostek samorządu terytorialnego. W tych okolicznościach retoryczne pytanie brzmi — czy 45-procentowy kadłubek w ogóle zasługuje na miano BUDŻETU PAŃSTWA?