Widoczne na zdjęciach Bugatti Brescia Type 22 z 1925 roku było kiedyś niebieskie, lśniło i zachwycało dawnych miłośników motoryzacji. Kiedyś, a teraz…
Historia ma jednak swój początek. Bugatti należało do legendarnego kierowcy wyścigowego Rene Dreyfusa, który przegrał swój ukochany samochód w pokerowej potyczce w Paryżu.
Auto zdobył rzutem na taśmę pewien Szwajcar. Po powrocie do ojczyzny okazało się, że za samochód trzeba zapłacić podatek, na który pokerowego gracza nie było stać. Zdesperowany kierowca porzucił auto nad jeziorem Maggiore. W myśl ówczesnego prawa, urzędnicy powinni zniszczyć porzucone cacko. Zepchnęli więc wyścigówkę na dno.
O skarbie słuch zaginął na wiele lat. Dopiero w 1967 roku grupa płetwonurków z pobliskiej szkoły nurkowania odnalazła na dnie wrak auta. Zalany eksponat przez kolejne lata spełniał funkcję podwodnej atrakcji. Sytuacja zmieniła się, gdy w okolicy brutalnie pobito i zamordowano młodego mężczyznę.
Grupa płetwonurków postanowiła wyciągnąć Bugatti, sprzedać je, a dochód przeznaczyć na działalność fundacji walczącej z przemocą wśród młodzieży. Akcja ratunkowa zaktywizowała lokalną społeczność. Grupa 30 wolontariuszy przez dziewięć miesięcy realizowała misternie utkany plan wyciągnięcia wraku.
I udało się. Bugatti powróciło do Paryża na początku 2010, tym razem na aukcję. Maszyna (a raczej jej resztki) sprzedano za 350 tys. USD. Postanowiono nie restaurować pojazdu, ale zrobić z niego pomnik niezwykłej historii.




