Ewelina Fabisiak przez dekadę pracowała w korporacjach medialnych. Skończyła studia prawnicze, jednak nigdy nie podjęła pracy w zawodzie. Z tyłu głowy zawsze miała marzenie o własnej restauracji. Podczas pracy w Polsacie dostała propozycję awansu, który wymagał przeprowadzki z Krakowa do Warszawy.
– Jestem przekonana, że gdybym się nie przeniosła do Warszawy, nie odważyłabym się otworzyć biznesu. Moim zdaniem ta firma nie przetrwałaby nigdzie indziej – mówi Ewelina Fabisiak, właścicielka konceptu I Love Juice.
W stolicy zamieszkała w miasteczku Wilanów. Pracując w dziale sprzedaży reklam, nawiązała relację z klientem zajmującym się wyciskarkami do soków, który zainspirował ją do działania. Pomysł zaczął nabierać kształtu i tak powstała pijalnia świeżo wyciskanych soków.
– Czułam, że to świetny pomysł i możemy wyprzedzić fakty. Na rynku była tylko jedna firma, która to robiła – wspomina przedsiębiorczyni.
W sierpniu 2015 r. otworzyła I Love Juice, mając zaledwie 50 tys. zł na remont lokalu wynajętego w stanie surowym i start firmy.
Excel kontra rzeczywistość
Przez pierwsze dwa lata Ewelina Fabisiak i jej mąż Marcin pracowali w lokalu sami. Sprzedawali soki, dowozili gotowe kanapki i uczyli się gastronomii od zera. Ratowała ich współpraca z marką wyciskarek – lokal służył jednocześnie jako punkt prezentacji sprzętu, co przynosiło dodatkowy przychód z prowizji.
– Gdyby nie to, nie wiem, czy byśmy przetrwali – przyznaje Ewelina Fabisiak.
Równocześnie kształciła się w tematach związanych z żywieniem, korzystając z materiałów konferencji naukowych. Wykupiła nawet dostęp do mejlingów z najnowszymi badaniami z grupy Harvard Medical School. W taki sposób trafiła na DII (Dietary Inflammatory Index), czyli metodologię wyliczania przeciwzapalnego potencjału żywności. Ocena wartości wskaźnika potencjału zapalnego stała się początkiem pasji i zgłębiania wiedzy o przeciwzapalnym wpływie diety. Zaczęła rozumieć, że tworzony przez nią biznes może mieć głębsze uzasadnienie niż moda na soki.
Przełom przyszedł z nieoczekiwanej strony. W lokalu pojawił się biznesmen, który stwierdził, że koncept ma potencjał i poprosił o indywidualną dietę.
– Nie istniały wtedy w Polsce diety pudełkowe, albo ja po prostu o tym nie wiedziałam, bo w ogóle nie myślałam, że będziemy to robić. Planowałam rozwój restauracji ze zdrową żywnością – mówi Ewelina Fabisiak.
Tak ruszyły Diety Szyte na Miarę. Pierwsi klienci trafiali z polecenia. Diety były przygotowywane na świeżo – gotowanie i składanie pudełek zaczynało się o trzeciej w nocy.
– Wiedzieliśmy, że świeżość i jakość jest kluczem. To nas bardzo wyróżniało – podkreśla przedsiębiorczyni.
Kwarantanna jako deska ratunku
Tuż przed pandemią poleciała do Miami na konferencję naukową. W powietrzu ogłoszono zamknięcie granic Polski. Utknęła z mężem na Bahamach. Pracowała zdalnie mimo różnicy czasu, wiedząc, że bez obrotu restauracyjnego koncept może nie przetrwać.
Po powrocie i odbyciu kwarantanny uruchomiła projekt, który miał ruszyć dopiero za trzy lata: ogólnopolska sprzedaż detoksów w szklanych opakowaniach. Presja była konkretna, bo bez nowego źródła przychodu całemu zespołowi groziło zwolnienie. Ewelina Fabisiak podjęła decyzję, że do tego nie dopuści.
– Nigdy się nie spóźniłam ani jeden dzień z pensją dla pracowników. Mój rozwój nie mógł być kosztem ich komfortu – mówi właścicielka I Love Juice.
Podczas trzech tygodni kwarantanny stworzyła produkt i uruchomiła sprzedaż. Nieocenionym wsparciem okazał się jeden z wieloletnich podopiecznych, który zmobilizował swoją sieć biznesową do zamawiania diet, żeby pomóc firmie przetrwać najtrudniejszy okres.
W tym czasie na polskim rynku pojawiły się pierwsze firmy oferujące transport chłodniczy na terenie całego kraju – ta infrastruktura logistyczna umożliwiła I Love Juice wyjście poza Warszawę.
Słoiki przed ustawą
Firma od początku korzysta ze szklanych opakowań, robili to, już zanim w Polsce weszły w życie przepisy ograniczające jednorazowe opakowania plastikowe w gastronomii. To wybór kosztowny: wzrost cen szkła po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 r. istotnie wpłynął na koszty operacyjne. Marka korzysta z certyfikowanych ekologicznie składników z upraw własnych i prowadzonych dla niej oraz z produktów małych manufaktur.
– Jednym z naszych priorytetów jest wpływ na to, co trafia do opakowania od samego początku – mówi Ewelina Fabisiak.
Przykładem tego modelu jest współpraca z lokalnym rolnikiem, który dostarcza firmie szparagi z gwarancją braku glifosatu, czyli jednego z najpopularniejszych chemicznych środków chwastobójczych, i regularnymi badaniami produktu. I Love Juice gwarantuje mu w zamian odbiór całości zbiorów.
Diety Szyte na Miarę obejmują maksymalnie 30 podopiecznych jednocześnie. I nie ma planów, żeby to zmienić.
– Nie interesuje mnie skala, tylko jakość, relacja z człowiekiem i możliwość realnego wpływu na jego codzienność – podkreśla przedsiębiorczyni.
24 godziny na Silesia Ring
Współpracę I Love Juice z motosportem zainicjował zbieg okoliczności. Niemal jednocześnie odezwał się do nich sklep Porsche Store z Powiśla z zamówieniem kateringu na ważny event, a do konceptu w Wilanowie przyszedł znajomy, który okazał się współzałożycielem zespołu wyścigowego 88 Racing Team. W ten sposób Ewelina Fabisiak została dietetyczką zespołu ścigającego się samochodami Porsche.
Jej zadaniem było przygotowanie posiłków dla uczestników 24-godzinnego wyścigu w formule zbliżonej do Le Mans – to pierwsze zawody tego formatu w Polsce, rozegrane na torze Silesia Ring. Osiem osób w zespole jeździło na zmianę, każdy kierowca spędzał za kółkiem około trzech godzin bez przerwy. Opracowanie protokołu żywieniowego dla takiego wysiłku było pracą bez precedensu – żaden z zawodników nie brał wcześniej udziału w wyścigu tej długości, więc dane o rzeczywistym zużyciu kalorycznym po prostu nie istniały. Samochód wyścigowy to zamknięta, klaustrofobiczna przestrzeń o podwyższonej temperaturze – obciążenie fizyczne jest znacznie mniejsze niż w Formule 1, ale wysiłek psychiczny i stres przez całą dobę generują zapotrzebowanie kaloryczne trudne do precyzyjnego oszacowania bez badań.
Właścicielka konceptu zaplanowała 8 tys. kalorii dla każdego zawodnika, uwzględniając indywidualne nietolerancje. Każdy zestaw był opisany pod kątem czasu zejścia z toru: co wypić bezpośrednio po wymianie, co przed kolejnym wejściem za kierownicę, jak zaplanować okna drzemek. Osobnym wymaganiem było wyeliminowanie produktów zwiększających ryzyko problemów trawiennych – w samochodzie podczas wyścigu nie ma opcji nieplanowanego pit stopu.
Zespół wygrał. Dziś I Love Juice prowadzi rozmowy z 88 Racing Team o przyszłości dalszej współpracy.
Delikatesy, blog i domy dziecka
Plany Eweliny Fabisiak na najbliższe lata nie zakładają ekspansji. Zamiast na nowe lokale postawiła na pogłębienie oferty dla dotychczasowej społeczności oraz rozwój dostępnych w całej Polsce diet przeciwzapalnych. W wilanowskim koncepcie otwierają się delikatesy z ekologicznymi produktami do zabrania do domu: chlebem, pastami czy gotową do spożycia rybą z przyprawami. Formuła wzorowana na nowojorskich i londyńskich delikatesach jako miejscu, w którym stały klient może zrobić zakupy przy okazji śniadania, bez konieczności szukania jakościowej żywności gdzie indziej.
Przedsiębiorczyni wraca też do edukacji żywieniowej, tym razem przez prowadzenie bloga opartego na nauce. Bada też możliwość dostarczania żywności do domów dziecka i placówek dla samotnych matek. Od lat I Love Juice oddaje połowę dziennego utargu w dniu finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Poza pracą uwielbia podróże i kontakt z przyrodą – chodzenie po Tatrach to jedna z jej pasji.
– Największą satysfakcję sprawia mi obserwowanie, jak ludzie w moim zespole się rozwijają. Wtedy widzę, że moja praca sprawczo wpływa na życie innych. Dalsze przyczynianie się do tego rozwoju to moje największe marzenie. Obok własnej wolności – podsumowuje Ewelina Fabisiak.

