Bukmacherzy liczą na nowe prawo

opublikowano: 29-01-2014, 00:00

Obowiązujące przepisy to fikcja, przez którą z Polski wypływa 5 mld zł rocznie — twierdzą bukmacherzy.

Czas na zmiany — nawołują firmy bukmacherskie, które od 2010 r., czyli od wprowadzenia nowych regulacji branży w efekcie tzw. afery hazardowej, borykają się z zakazem reklamy czy podwyższonym opodatkowaniem.

Zobacz więcej

Mateusz Juroszek, prezes STS (FOT. MW)

Ale przede wszystkim z morderczą konkurencją firm, które zamiast stosować się do nowych przepisów, uznały, że lepiej przenieść działalność za granicę i kusić polskich klientów ofertą w internecie. Opłaciło się, bo dziś ich obroty w kanale on-line są, według szacunków Roland Berger, ponaddziesięciokrotnie większe niż tria zarejestrowanych w Polsce bukmacherów.

— Łączne obroty legalnych firm bukmacherskich, nie tylko z internetu, sięgają około 800 mln zł, a nielegalnych ponad 5 mld zł. Fakty są takie, że dziś mamy gorszą ofertę od zagranicznych internetowych bukmacherów, ale lepszej mieć nie możemy, bo my płacimy podatki, składki i całą resztę. Dlatego z naszych usług korzystają tylko ci klienci, którzy chcą obstawiać za gotówkę albo boją się korzystać z usług teoretycznie nielegalnych w Polsce firm — mówi Mateusz Juroszek, prezes STS. 28 stycznia debatę o sytuacji branży hazardowej zorganizowała agencja ISBNews. Pojawił się STS, sponsorowany przez niego Lech Poznań i Czesław Lang, organizator Tour de Pologne.

Mimo zaproszeń w dyskusji nie wziął udziału ani jeden parlamentarzysta, nie było też zaproszonych przedstawicieli resortu sportu i PZPN (którego prezes, Zbigniew Boniek, jako „obywatel Włoch”, reklamuje jednego z internetowych bukmacherów).

— My mamy zakaz reklamy, tymczasem nasi zagraniczni konkurenci, dla których Polska to jeden z głównych rynków w Europie, przynoszący w przypadku niektórych firm 20-50 proc. przychodów, reklamują się w najlepsze. Wykupują np. bandy reklamowe na organizowanych w Niemczech zawodach pucharu świata w biegach i skokach narciarskich, bo wiedzą, że mogą liczyć na olbrzymią oglądalność tych imprez w TVP — mówi Mateusz Juroszek.

Prezes gracza numer dwa pod względem obrotów na legalnym polskim rynku bukmacherskim (za Fortuną, przed Milenium) uważa, że rozwiązania obecnej sytuacji mogłyby być dwa. Jedno to wprowadzenie nowej ustawy dotyczącej wyłącznie bukmacherów, a nie całej branży hazardowej, i zmiana stawek podatkowych tak, by zachęcić zagraniczne firmy do powrotu do Polski. Druga to blokowanie stron internetowych zagranicznych bukmacherów.

— Wymaga to jedynie dogadania się władz z dostawcami internetu. To działa już m.in. w Estonii. Do tego potrzeba jednak woli zmian po stronie władz, a mamy wrażenie, że nikt nie chce się dotknąć tego tematu — mówi prezes STS. Legalni bukmacherzy próbują wywierać coraz mocniejszą presję na legislatorów — na początku lutego podobną debatę na stadionie Legii ma organizować Fortuna. Mają w rękach mocny argument: do 2010 r. bukmacherzy wydawali na sponsoring sportu kilkadziesiąt milionów złotych, obecnie wydają znacznie mniej.

— Polscy kibice — i jednocześnie klienci bukmacherów — wspierają pośrednio pod względem finansowym np. Real Madryt, z którym gigantyczny kontrakt sponsorski ma firma aktywna na naszym rynku. U nas bukmacherski sponsoring jest minimalny: i ze względu na reklamowe zakazy, i ze względu na dużo słabsze od zagranicznych firm zyski — mówi Mateusz Juroszek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu