Butik z końca świata

Rafał Kerger
27-11-2007, 00:00

Ania Dorosz i jej Navaho. Oto moda na indiańsko-rockowy styl prosto z Bieszczad.

Skończyła dwa fakultety. Filozofię i pedagogikę. Zderzenie z dorosłą rzeczywistością w Rzeszowie nie było jednak łatwe. Stanowisko? Ekspedientka. Tysiąc złotych na rękę. Ania Dorosz powiedziała „dość” trzy lata temu. Poszła na bezrobocie. Odczekała pół roku i wzięła z rzeszowskiego urzędu pracy niespełna 11 tys. złotych dofinansowania do własnego biznesu. Dołożyła 20 tys. pożyczone od rodziny. I stało się — założyła butik. Z takimi ubraniami, jakie zawsze chciała nosić. Dziś kolekcje Ani Dorosz z Navaho są jednymi z najciekawszych, na jakie można trafić na południu Polski.

Tkaniny do ręki

— Wszystkie ciuchy, które widać na wieszakach, projektuję sama. Są one ręcznie malowane i zdobione — opowiada Ania.

Przyznaje, że początki były trudne, bo nie ma podbudowy teoretycznej w projektowaniu.

— Ile razy usłyszałam od moich krawcowych, że tego, co wymyśliłam, nie da się zrobić dobrze albo sama się o tym przekonałam — wspomina 30-latka.

Projekty Navaho powstają w przedziwnej kolejności. Ania najpierw wybiera materiał, potem dopiero planuje, co ciekawego można by z niego uszyć. Na końcu dziesięć współpracujących z nią krawcowych i plastyczek wciela jej wizje w życie.

— Są to zwykle przedziwne wzory polskich dzianin, bawełny i lnu. Wybieramy prosty skład materiałów, bo uważam, że takie tkaniny są najtrwalsze i najlepiej leżą — mówi.

Taka kolejność produkcji kolekcji Navaho wynika też z prostego rachunku ekonomicznego. Żeby dobrze sobie radzić na lokalnych rynkach, Ania musi być konkurencyjna i łapać okazje w hurtowniach materiałów, aby sprzedawać po cenie nie wyższej niż popularne sieciowe butiki jak Reporter czy Reserved, produkujące swoje ubrania w Chinach.

— Pierwsza moja podróż do składu tkanin w Krakowie była wręcz komiczna. Pojechałam tam na rekonesans. Okazało się, że mają wyprzedaż. Jak na pierwszy raz, obłowiłam się niemiłosiernie. Tyle że tych materiałów było jakieś 35 kilogramów — sprzedawca pyta mnie więc, do którego samochodu je zapakować. A ja, zmieszana, odpowiadam, że przyjechałam z Rzeszowa pociągiem. Co to była za podróż — czułam się jak Pudzian — uśmiecha się Ania.

— Moja żona w ogóle ma bzika na punkcie tkanin. Kiedyś na podłodze w którymś ze składów materiałów leżała przedziwna, czysta — ale jednak — szmata do podłogi. Ją też początkowo chciała kupić — rzuca z przekąsem Grzegorz, mąż młodej bizneswoman.

Luźna inspiracja

Salon — na pierwszym piętrze funkcjonującej w centrum miasta Galerii Rzeszów — wyróżnia się nie tylko nietypowymi ubraniami, ale też wystrojem. Ania z Grzegorzem wszystko pomalowali i przygotowali sami, powiesili na ścianach łapacze snów, bo według indiańskich wierzeń łapacz snów zawieszony nad łóżkiem zapewniał same dobre sny.

— Wbrew pozorom nasze kolekcje są jedynie luźno inspirowane kulturą Indian. Są oczywiście indiańskie torby i kilka innych takich modeli, choćby tuniki — niemniej mamy też dość nowoczesne i postępowe wzory, jak na przykład ten — Ania pokazuje ciekawy półgolf przepasany na ukos zamkiem błyskawicznym.

Komu można sprzedać tak nietypowe ubrania?

— Do naszego salonu w Rzeszowie przychodzi przede wszystkim młodzież licealna i studenci tutejszych uczelni — uniwersytetu i politechniki. Nasze ciuchy nosi też kilku grajków z kapel rockowych. To są ludzie, którzy lubią dość stonowane kolory, niezbyt opięte. Stroniący od stylu á la Doda — mówi Ania.

Sprzedaż bezpośrednia — wprost ze sklepu — to jednak niejedyna metoda dystrybucji rękodzieła z Rzeszowa.

— Pojawiamy się również tam, gdzie lubią bywać nasi klienci. Rokrocznie jesteśmy w Lubuskiem na Przystanku Woodstock w Kostrzynie nad Odrą, organizowanym przez Jurka Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Tam to dopiero jest obrót — choć zdarzają się też kradzieże, ale sobie to rekompensujemy na wyższej niż zazwyczaj marży. W tym roku po raz pierwszy widziałam kontrolerów z urzędu skarbowego na stoiskach handlowowych przy Przystanku — opowiada Ania.

Navaho — ze swoją kolekcją — było też w tym roku na cyklicznym już Tyskim Festiwalu Muzycznym im. Ryśka Riedla, tragicznie zmarłego wokalisty zespołu Dżem. Ania Dorosz ma też sklep internetowy pod adresem www.navaho.com.pl.

Z Rzeszowa do Londynu

Navaho z Rzeszowa ma dziś około 15 tys. złotych miesięcznych obrotów. Mało? Dużo?

— Będzie więcej — obiecuje Ania.

Jej nadzieją jest przywiązanie wciąż dość sporego środowiska, młodych i starszych fanów rocka, subkultury, której wielu wieściło już rychły koniec. Tymczasem — jak mówi Ania — wciąż „punk i rock is not dead”. O czym świadczą tłumy młodzieży na koncercie Red Hot Chili Peppers na Stadionie Śląskim w Chorzowie czy choćby na Przystanku WOŚP w Kostrzynie nad Odrą. To dla nich robi swoje kolekcje.

— Nie jesteśmy w Warszawie, tylko bardzo blisko Bieszczad, mekki brudasów — jak nas kiedyś nazywano — rzuca Ania.

Niebawem może się okazać, że bezrobotna niegdyś absolwentka filozofii i pedagogiki będzie sprzedawać swoje pomysły na ubrania w Londynie. Z jej pokolenia rezyduje tam wiele osób — to między innymi ci, którzy tak wytrwale stali w kolejkach do urn wyborczych w konsulatach i ambasadach. Niektórym na emigracji szybko zabrakło nie tylko polskiej kapusty kiszonej i polskiego chleba, ale też rzeszowskiego Navaho.

— Ślemy tam nasze ubrania po zamówieniach internetowych. Ostatnio złapaliśmy poważny kontakt na chłopaka, który chciałby tam otworzyć butik z naszą kolekcją. Wszystko wyjaśni się w najbliższych tygodniach — puszcza oko Ania Dorosz. n

Duży Indianin,

duży samorząd

Nawahowie (ang. Navajo Nation, w języku navajo: Naabeehó Dine’é) to największe plemię indiańskie Ameryki Północnej, liczące blisko 300 tys. osób. Większość z nich (około 173 tys.) zamieszkuje rezerwat położony na pograniczu stanów: Arizona, Nowy Meksyk oraz Utah, w rejonie doliny Monument Valley. Nawahowie nadali tutejszym skalnym pomnikom znaczenie kultowe i przypisali im charakterystyczne nazwy: „Duży Indianin”, „Siedzący Indianin”, „Trzy siostry”, „Okno północne”, „Słup totemowy”, „Ucho wiatru”. Od 1991 r. rząd Nawahów zachowuje trójpodział władzy i jest największym oraz najbardziej złożonym tubylczym samorządem w Stanach Zjednoczonych. Indianie mają nawet własną stronę internetową pod adresem www.navajo.org.

Blues z Górnego Śląska

Tyski Festiwal Muzyczny im. Ryśka Riedla „Ku przestrodze”, na którym Ania Dorosz prezentowała ostatnio swoją kolekcję, odbywa się od 1999 r. Na terenie festiwalu przy oczku wodnym w kształcie litery V można zapalić świeczkę „za tych, których zabrał los”. Patron festiwalu to nieżyjący wokalista zespołu Dżem, który występuje co roku w Tychach.

Dotacja na początek

Jeżeli jesteś osobą bezrobotną, zarejestrowaną w urzędzie pracy i myślisz o założeniu własnej działalności gospodarczej, możesz skorzystać z pomocy urzędu pracy, który ma pieniądze z Funduszu Pracy oraz z Europejskiego Funduszu Społecznego. Może udzielać bezzwrotnych dotacji na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. Pomoc taka wolna jest od podatku dochodowego. Na uruchomienie Navaho skorzystała z niej Ania Dorosz. Powiatowe urzędy pracy mogą wypłacić dotację, jeśli: przyszły przedsiębiorca przedstawi kalkulację kosztów związanych z podjęciem działalności, szczegółową specyfikację i harmonogram zakupów w ramach wnioskowanych pieniędzy oraz przewidywane efekty ekonomiczne prowadzenia działalności.

Butikowe pomysły znad Wisły

Powstaje coraz więcej niecodziennych butików. Półtora miesiąca temu pisaliśmy o pomyśle młodych warszawiaków Jarka Rychty i Daniela Nowocina, mistrzów w tuningu dżinsów, którzy będą mieli własną markę. Przetarcia, przeszycia, ściegi artystyczne, wydarcia, malowanie czy dodatki materiałowe — to wszystko można zobaczyć na dżinsach w ich butiku.

Rafał Kerger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Butik z końca świata