W 2018 r. w serii artykułów ujawniliśmy, że kilka różnych prokuratur bada, czy Marek M., kiedyś jeden z najbogatszych Polaków, jako prezes sieci sklepów MarcPol oraz innych firm, dopuścił się przestępstw m.in. przy transakcjach z członkami swojej rodziny i podmiotami powiązanymi. Toruńscy śledczy, którzy do swojego postępowania dołączyli te toczące się wcześniej w Warszawie i Bydgoszczy, właśnie odpowiedzieli na to pytanie. Okazuje się, że Marek M. podejrzany jest o popełnienie, bagatela, aż 19 przestępstw.
Wierzyciele na lodzie
Prokuratura Okręgowa w Toruniu już ponad rok temu sporządziła postanowienie o przedstawieniu Markowi M. zarzutów, jednak przez wiele miesięcy nie zdołała mu ich odczytać, bo biznesmen nie stawiał się na kolejne wezwania, powołując się na zwolnienia lekarskie. Śledczy zweryfikowali jego stan zdrowia i po uzyskaniu zaświadczenia, że może uczestniczyć w czynnościach prokuratorskich, na początku października zatrzymali go w domu w podwarszawskich Łomiankach.
- Zarzuty związane są głównie z działalnością podejrzanego w MarcPolu, ale nie tylko. Po ich przedstawieniu wystąpiliśmy do sądu o zastosowanie wobec Marka M. aresztu tymczasowego, a sąd, powołując się na obawę matactwa i grożącą surową karę do 15 lat pozbawienia wolności, zastosował wobec biznesmena najsurowszy środek zapobiegawczy na okres dwóch miesięcy – informuje Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu.
MarcPol upadł w czerwcu 2016 r., zostawiając po sobie 700 wierzycieli, którzy na współpracy ze spółką stracili ponad 215 mln zł. Wśród poszkodowanych są m.in. banki (głównie największy wierzyciel: Santander Bank Polska), liczne hurtownie spożywcze, zakłady mięsne, spółdzielnie mleczarskie, piekarnie, spółdzielnie mieszkaniowe, urzędy miast i gmin, dostawcy prądu, ciepła i wody, firmy leasingowe i ubezpieczeniowe oraz kancelarie prawne.
Szanse na odzyskanie czegokolwiek są mizerne, bo majątku po MarcPolu zostało tyle co kot napłakał. Z ustaleń śledczych wynika, że sytuacja spółki i jej wierzycieli byłaby o niebo lepsza, gdyby nie to, że Marek M. dokonał (głównie wtedy, gdy MarcPol chylił się już ku upadkowi) szeregu niekorzystnych transakcji, których beneficjentami byli członkowie jego rodziny oraz związane z nim firmy.

Nieruchomość dla syna
Zdaniem prokuratury od września 2015 r. do marca 2016 r. Marek M. udaremnił i uszczuplił o ponad 28 mln zł zaspokojenie kilkuset wierzycieli MarcPolu poprzez sprzedaż samochodów, prawa do znaków towarowych, a także przeniesienie na rzecz syna Marka juniora wyposażenia placówki handlowej oraz praw i obowiązków z umowy dzierżawy warszawskiej nieruchomości. W tym ostatnim wypadku chodzi o wydarzenia z października 2015 r. i działkę o powierzchni 7 tys. m kw. z położonymi na niej trzema pawilonami handlowymi, w których znajdują się różne sklepy, ale też biura i siedziby firm Marka M. i jego rodziny. Kwota transakcji opiewała na niecałe 4 mln zł.
Tymczasem działający na zlecenie syndyka MarcPolu biegły pożytki z wieloletniej umowy dzierżawy (w tym możliwość pobierania pożytków z podnajmu) wycenił na 14,3 mln zł, a roszczenia w stosunku do miasta o zwrot nakładów dokonanych na nieruchomości na kolejne prawie 13,2 mln zł. Czyli łącznie niecałe 27,5 mln zł, aż o 23,5 mln zł więcej niż kwota transakcji zawartej między ojcem i synem! Pytany o tę sprawę Marek M. twierdził na łamach „PB”, że wycena przygotowana na zlecenie syndyka jest „absurdalna”, a transakcja nie pokrzywdziła wierzycieli MarcPolu.
Zdaniem śledczych Marek M. udaremnił też zaspokojenie roszczeń kilkuset pracowników sieci sklepów na prawie 1,4 mln zł, a także, w okresie od września 2014 r. do stycznia 2016 r., oszukał dziesięciu kontrahentów spółki na kwotę ponad 7,2 mln zł, „poprzez wprowadzenie ich w błąd co do zamiaru i terminu wywiązania się ze zobowiązania zapłaty za zakupiony towar”. Paletę zarzutów dotyczących końcowego okresu działalności MarcPolu uzupełnia zarzut, dotyczący niezłożenia wniosku o upadłość sieci sklepów w okresie od lipca 2015 r. do kwietnia 2016 r., mimo zaistnienia warunków zobowiązujących Marka M., jako prezesa spółki, do złożenia takiego wniosku.
Galerie dla córki i żony
Zdaniem śledczych twórca MarcPolu dopuszczał się przestępstw na szkodę tej spółki, a na korzyść członków swej rodziny, również dużo wcześniej. Jeden z przedstawionych zarzutów dotyczy tego, że od czerwca 2008 do grudnia 2013 r. „nadużył udzielonych mu uprawnień i podejmował nieuzasadnione ekonomicznie decyzje, godzące w interes majątkowy spółki, czym wyrządził sieci sklepów szkodę wysokości około 30 mln zł”.
Z ustaleń PB wynika, że chodzi o zawieranie niekorzystnych umów dotyczących nieruchomości położonej w podwarszawskiej Podkowie Leśnej. Według śledczych MarcPol w latach 2008-13 poniósł wielomilionowe nakłady na wybudowanie tam galerii handlowej, choć nieruchomość była własnością córki Marka M., Natalii, a znana sieć sklepów zrzekła się możliwości czerpania korzyści z tej inwestycji. Taki sam zarzut niegospodarności usłyszała w tym wątku Iwona Z., była wiceprezes MarcPolu, której Marek M. miał wydawać w tej sprawie polecenia. Kiedy pisaliśmy o tej sprawie pierwszy raz w 2021 r., twórca MarcPolu zapewniał, że zarzuty prokuratury się nie utrzymają.
Zarzuty przedstawione Markowi M. dotyczą nie tylko MarcPolu, ale też innych, kontrolowanych przez niego firm. Biznesmen podejrzany jest m.in. o udaremnienie zaspokojenia wielu wierzycieli spółki F-Group i niezgłoszenie na czas wniosku o jej upadłość. Zarzuty dotyczą opisanej przez PB sprawy centrum handlowego Hit, położonego w Nowym Dworze Mazowieckim. W 2016 r. Marek M. jako prezes F-Group przeniósł jego własność na działalność gospodarczą żony Grażyny „w celu zwolnienia ze zobowiązania pieniężnego” w wysokości 0,5 mln zł.
Tymczasem biegli już dwukrotnie (w 2016 r. i kilka lat później) wycenili centrum na ponad 80 mln zł! To właśnie ta gigantyczna różnica stanowi szkodę majątkową wielkich rozmiarów, którą - zdaniem prokuratury - poniosła spółka F-Group, a w konsekwencji jej wierzyciele. Kiedy pisaliśmy o sprawie w 2018 r. Marek M. przekonywał, że sprzedaż galerii za 0,5 mln zł małżonce była „normalną, rynkową transakcją” i „o żadnym pokrzywdzeniu wierzycieli nie może być mowy”. Tymczasem centrum handlowe udało się odzyskać syndykowi F-Group Krzysztofowi Piotrowskiemu po prawomocnym stwierdzeniu przez sąd upadłościowy, że umowa z 2016 r. jest bezskuteczna z mocy prawa.
Nie ten Marek
Z galerią Hit w Nowym Dworze Mazowieckim związany jest też kolejny przedstawiony biznesmenowi zarzut, czyli oszustwo kredytowe. Zdaniem śledczych Marek M. w okresie od czerwca do września 2015 r., w celu uzyskania kredytów, przedłożył w Banku Zachodnim WBK (dziś Santander Bank Polska), nierzetelne i poświadczające nieprawdę dokumenty. Z naszych informacji wynika, że chodziło m.in. o podpisane przez byłego miliardera oświadczenia, że jest prezesem spółek, ubiegających się o kredyty, w sytuacji gdy faktycznie tym prezesem był już jego syn Marek junior [później na tej podstawie twórca MarcPolu próbował sądownie unieważnić umowy kredytowe – przyp. aut.].
Obaj Markowie M., senior i junior, w toruńskim śledztwie są też podejrzani o naruszenie ustawy o rachunkowości. W tym wypadku chodzi o niezłożenie w Krajowym Rejestrze Sądowym sprawozdań finansowych MarcPolu i innych spółek kontrolowanych przez rodzinę M., w których obaj pełnili funkcję prezesa (w przypadku ojca chodzi o lata 2013-16, a syna 2013-15).
Akcja CBA i luksusowa upadłość
To nie koniec. Marek M. usłyszał też zarzut tzw. płatnej protekcji. Był to rezultat ustaleń Centralnego Biura Antykorupcyjnego, zgodnie z którymi biznesmen „za obietnicę korzyści majątkowej w wysokości kilkuset tysięcy złotych” podjął się pośrednictwa w załatwieniu przekształcenia około 10 ha działek rolnych na inwestycyjne, z możliwością zabudowy m.in. hotelami.
Do płatnej protekcji miało dojść przy okazji sprzedaży tych działek, należących wcześniej do żony Marka M., Grażyny. Według śledczych biznesmen powoływał się przy tym na osobiste wpływy w Urzędzie Miejskim w Nowym Dworze Mazowieckim. Także w tej sprawie, podobnie jak we wszystkich innych, Marek M. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Tak też właśnie było w przypadku ostatniego przedstawionego mu zarzutu, zgodnie z którym w październiku 2018 r. miał nakłonić współpracującą z nim od lat i obsługującą jego spółki radczynię prawną Sylwię J. do potwierdzenia nieprawdy w dokumentach handlowych.
Na akt oskarżenia przygotowany przez toruńskich śledczych trzeba jeszcze zaczekać. Tymczasem w kolejnej sprawie były miliarder ma już status oskarżonego. W grudniu 2020 r. do stołecznego sądu trafił akt oskarżenia, w którym zarzucono Markowi M. nadużycie w okresie od 2005 do 2013 r. udzielonych mu jako prezesowi MarcPolu uprawnień, poprzez przeznaczenie ponad 4 mln zł, w tym z funduszu świadczeń socjalnych, na cele prywatne.
O co chodzi? Zdaniem śledczych pieniądze MarcPolu zostały wydane na położoną na Warmii i zlokalizowaną tuż nad jeziorem luksusową nieruchomość, należącą do rodziny M. Rzekomo miała być ona „przystosowana do potrzeb działalności wczasowo-wypoczynkowej dla pracowników MarcPolu”. Jak jednak ustalił fiksus, i na co powołuje się syndyk sieci sklepów, „nieruchomość spełniała jedynie funkcje posiadłości wypoczynkowej rodziny M., a pracownicy MarcPolu z jej nie korzystali”.
Marek M. na łamach PB zapewniał, że akt oskarżenia w tej sprawie jest bezwartościowy i sąd będzie musiał zwrócić go prokuraturze. Jak jednak ustaliliśmy w warszawskim sądzie okręgowym – nic takiego do dziś nie nastąpiło, a sprawa czeka na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy.
