Całe szczęście, że to nie Ziobro

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-06-08 00:00

Telewizyjne Wiktory chyba dojrzały już do tego, żeby w dotychczasowej formule po angielsku zejść ze sceny.

Telewizyjne Wiktory chyba dojrzały już do tego, żeby w dotychczasowej formule po angielsku zejść ze sceny.

Tegoroczna, 22. gala zorganizowana została przez Media Corporation z najwyższym trudem. Wiktory powróciły z teatru do hotelu Victoria — obecnie Sofitel — ale pierwszy raz nie były transmitowane na żywo przez TVP, lecz z poślizgiem przez TVN. Wymusiło to komercyjne przerywniki — w czasie gdy w Victorii kontemplowaliśmy koncerty skrzypcowe, telewidzowie oglądali bloki reklamowe.

Lejtmotywem Wiktorów 2006 miał być telewizyjny ekumenizm. Trzy VIP-owskie stoły zostały zarezerwowane dla zarządów TVP, TVN i Polsatu. Rodziny Walterów i Solorzów zasiadły jak się patrzy, publiczna natomiast przysłała drugi garnitur. Prowadzący imprezę Maciej Orłoś miał w scenariuszu wydrukowane „Prezes Urbański wręcza złotą statuetkę, mówi kilka ciepłych słów” (dotyczyło to Superwiktora dla Krzysztofa Kolbergera), ale wobec nieobecności urażonego szefa telewizji IV RP ktoś go musiał na poczekaniu zastąpić — zgodził się Jerzy Gruza.

Najlepszym podsumowaniem gali były słowa prezentera Orłosia „mówiliśmy trochę nie na temat”. To niezamierzona autoparodia imprezy, trudno zaś o efekt bardziej komiczny od sytuacji, gdy publiczność śmieje się w innych miejscach, niż zaplanował reżyser. Jeszcze większą autoparodią samej idei Wiktorów było przyznanie statuetek weteranowi TV Grzegorzowi Miecugowowi w parze z Tomaszem Sianeckim za „Szkło kontaktowe” w kategorii… odkrycia roku!

Co roku najcenniejsze na Wiktorach są nowalijki, przebijające się przez narcyzm telewizyjnego światka. Trzy lata temu była to statuetka dla Barbary Włodarczyk za „Szerokie tory”, a rok temu triumf kabaretu Mumio. Tym razem jedynym promykiem w szarzyźnie jawiła się statuetka w kategorii polityk roku. Przed galą powiało grozą i serwilizmem, jako że nominowany był Zbigniew Ziobro. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy się okazało, że liczba transmisji z konferencji prasowych jednak nie decyduje. Wiktor trafił do Radosława Sikorskiego, który nie krył miłego zaskoczenia werdyktem.