Cena ropy naftowej bije kolejne rekordy. Branży chemicznej nie dosięgły jednak negatywne tego skutki dzięki gospodarkom Chin, Japonii i starej Unii.
To wyglądało jak spełnienie czarnego proroctwa. Ceny ropy na giełdzie w Londynie kształtowały się na poziomie 50 USD za baryłkę. Jeszcze gorzej było na giełdzie w Nowym Jorku, gdzie cena baryłki ropy przekroczyła, przejściowo, poziom 55 USD (17 października 2004 r.). W opinii Jewgienija Sotskowa, eksperta firmy inwestycyjnej Metropol, baryłka ropy w końcu tego roku może kosztować nawet 60 USD. Jego zdaniem, przyczyną tak wysokich cen jest skoncentrowanie uwagi na spadku poziomu zapasów strategicznych w USA.
— W tej chwili trudno przewidzieć, jak będą kształtowały się ceny ropy w przyszłości i jak zareaguje na nie przemysł chemiczny. Moim zdaniem, cena tego surowca niewiele ma wspólnego z prawem podaży i popytu, lecz zależy głównie od sytuacji w polityce światowej. Wydawało się, że 50 USD za baryłkę będzie początkiem olbrzymich trudności przemysłu chemicznego i gospodarki światowej. Tymczasem tak nie jest. Nie oznacza to, że zakłady nie mają kłopotów, ale że sobie z nimi radzą. Mam tu na myśli spadające marże. Uważam, że dopiero kiedy cena za baryłkę zacznie kształtować się na poziomie 65-70 USD, sytuacja stanie się niebezpieczna dla branży. Pojawi się bariera popytu — ocenia Zdzisław Ingielewicz, prezes Firmy Chemicznej Dwory.
Większym optymistą jest Jerzy Majchrzak, prezes Zakładów Azotowych Kędzierzyn, który ma nadzieję, że wkrótce ceny przestaną gwałtownie rosnąć.
Linia obrony
Na razie jednak nadzieje się nie spełniają, a przedstawiciele branży chemicznej nie ukrywają obaw o rentowność zakładów.
— Wzrost cen ropy, a co za tym idzie surowców petrochemicznych, jest bardzo niekorzystny dla zakładów. Nie ma ścisłej korelacji między wzrostem ceny surowca a ceną produktu finalnego. Gdyby bowiem producent podnosił ceny w takim zakresie jak rośnie cena ropy, traciłby klientów. Często podwyżki cen produktów są procentowo dużo niższe niż ropy. Przedsiębiorstwo bierze więc na siebie część kosztów, w ten sposób zmniejsza się jednak jego rentowność — tłumaczy Jerzy Majchrzak.
Konsekwencją spadku rentowności może być zamykanie części instalacji. To ostateczne rozwiązanie. Na razie więc przedsiębiorstwa starają się ograniczać koszty własne. Jerzy Majchrzak informuje, że szuka metod obniżenia kosztów poprzez racjonalizację np. zużycia energii czy wprowadzanie bardziej zaawansowanych rozwiązań technologicznych.
— Należy szukać oszczędności, nie jest to jednak łatwe wobec niewielkiego pola manewru w obszarze kosztów. Cena zakupu surowca stanowi 50-60 proc. ceny produktu. Reszta to koszty sztywne, takiej jak: płace, składki na ZUS, podatki, energia czy amortyzacja — wylicza Zdzisław Ingielewicz.
Koło ratunkowe
Dopóki ceny ropy naftowej nie zduszą popytu na produkty petrochemiczne, dopóty producenci będą mieli szanse przetrwania wspinaczki cenowej tego surowca. Jednak w tym przypadku występuje szczególnie silnie sprzężenie zwrotne między popytem a ceną ropy. Zwraca na to uwagę rosyjski specjalista Maksim Szeni, ekspert ze spółki inwestycyjnej Brokerkredytserwis. Uważa on, że dopóki popyt globalny utrzyma się na wysokim poziomie, ceny ropy w 2004 i 2005 roku będą kształtowały się powyżej średniej z poprzednich lat. Jest on przekonany, że wpływ na poziom cen na światowych rynkach będą miały przede wszystkim: Rosja, Bliski Wschód i Nigeria, czyli będzie zależał on od sygnałów płynących z tych rynków. Jego zdaniem, ceny ropy mogą wahać się do 40 do 60 USD za baryłkę. Obserwacje te potwierdzają przedstawiciele polskiego sektora chemicznego.
— Wysoki popyt na produkty chemiczne to głównie zasługa rozwijającej się szybko gospodarki Chin oraz wychodzących z recesji gospodarek starej UE i Japonii. Nie można lekceważyć także dobrej koniunktury gospodarczej w USA — uzupełnia Zdzisław Ingielewicz.
Jerzy Majchrzak podkreśla, że to właśnie rozwój gospodarczy pozwala szukać klientów, którzy mogą zapłacić wyższe ceny. Dodaje też, że jest jeszcze jeden czynnik ograniczający zły wpływ wzrostu cen surowca na branżę chemiczną.
— Na szczęście cena za baryłkę ropy podawana jest w dolarach, a ten nie jest obecnie bardzo silną walutą — mówi Jerzy Majchrzak.