PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Chcę karmić psy do emerytury

opublikowano: 10-09-2021, 06:30

Piotr Wawrysiuk, współzałożyciel i prezes firmy PsiBufet, wierzy w nią tak mocno, że zamierza w niej spędzić całe zawodowe życie. W świeżą karmę dla psów uwierzyli także inni, w tym branżowy inwestor z Wielkiej Brytanii.

„PB”: Jak powstał PsiBufet?

Piotr Wawrysiuk: Jako rodzinna inicjatywa z troski o zwierzęta i miłości do piesków. Początkowo myślałem o dużo mniejszym przedsięwzięciu. Rośniemy jednak bardzo szybko, m.in. dzięki finansowaniu funduszy venture capital. To dla mnie niesamowita przygoda.

Czym różnicie się od innych?

Podstawową różnicą jest produkt. To zupełnie nowa kategoria w żywieniu psów. Standardowe karmy dzielą się na suche i puszkowe. My robimy karmę świeżą: gotujemy w sposób prawie domowy jedzenie składające się z mięsa, warzyw i owoców. Składników, które można zobaczyć i nazwać. Nie dodajemy konserwantów. Jedyny sposób, żeby karma była zdatna do spożycia przez dłuższy czas, to mrożenie. Dostarczamy produkt w takiej formie bezpośrednio pod drzwi.

Ilu macie klientów?

Karmimy ponad 3 tys. psów z całej Polski: małych miejscowości, średnich i dużych miast. Warszawa stanowi około 26 proc. bazy.

Jeśli nie Amerykanie, to Brytyjczycy:
Jeśli nie Amerykanie, to Brytyjczycy:
Postanowiłem wykorzystać służbowo prywatny wyjazd do USA. Udało mi się spotkać w Nowym Jorku z przedstawicielami The Farmer's Dog, firmy produkującej świeżą karmę. Chciałem ich namówić na inwestycję w PsiBufet, ale Polska okazała się zbyt odległym rynkiem. Znali jednak Brytyjczyków z Butternut Box i mnie im przedstawili. Poleciałem na spotkanie do Londynu. Tak udało się znaleźć branżowego partnera, który zainwestował w moją spółkę — mówi Piotr Wawrysiuk, współzałożyciel i prezes PsiegoBufetu.
Grzegorz Kawecki

Ile zainwestowały w was fundusze?

Do tej pory zebraliśmy w dwóch rundach ponad 6,6 mln zł. Pierwsza runda to 1,65 mln zł, w marcu zamknęliśmy drugą na 5 mln zł. Zbudowaliśmy dużą kuchnię, zaplecze magazynowe, mroźnicze, które cały czas rozbudowujemy. Stworzyliśmy też zespół: w biurze pracuje 20 osób, a drugie tyle w części produkcyjnej. W niecałe dwa lata to dość szybki wzrost. Rozbudowaliśmy również produkt digitalowy, czyli stronę internetową i aplikację, która pozwala stworzyć odpowiedni plan żywienia i zarządzanie dostawami. Inwestujemy też w marketing.

Wierzycie, że możecie konkurować z dużymi koncernami?

Ja to wiem. Może zabrzmi to trochę butnie, ale już teraz konkurujemy i podbieramy klientów tradycyjnym producentom karmy komercyjnej. Skala w tym momencie jest nieporównywalna. Przykłady z USA czy Wysp Brytyjskich dowodzą jednak, że takie firmy jak nasza mogą stać się dużym graczem na rynku karm.

Jakie przychody będzie miał w tym roku PsiBufet?

Jeszcze nie wiem, ale obecnie generujemy miesięcznie ponad pół miliona złotych przychodu netto i rośniemy bardzo dynamicznie. Nie chcę robić szacunków na koniec roku, ale wygląda to dobrze.

Waszym udziałowcem jest Butternut Box, brytyjska firma, która robi podobną żywność. Czy zechce przejąć większościowe udziały, a potem przez was konsolidować rynek?

Dobre pytanie. Butternut Box od początku był dla nas bliskim partnerem. Firma karmi na Wyspach Brytyjskich 75 tys. psów. Skala jest więc dużo większa, ale historia powstania i wzrostu jest bardzo podobna do naszej. Miałem okazję poznać ludzi z tej firmy ponad dwa lata temu. Ich wkład w budowę PsiegoBufetu był nieoceniony, zwłaszcza w obszarze produkcyjnym. Jak będzie w przyszłości, będziemy się łączyć czy wykupią spółkę, pokaże czas. Ja na pewno chcę działać w ramach spółki, bo bardzo wierzę w ten projekt. Daje mi bardzo dużo satysfakcji i chętnie będę się tym zajmował do emerytury.

To niepopularne wśród młodych ludzi. Ile udziałów ma Butternut Box?

Obecnie ponad 16 proc. Firma zwiększyła nieco udział podczas drugiej rundy, a ja nadal jestem większościowym udziałowcem. Brytyjczycy bardzo mocno wierzą w polski rynek i w dłuższej perspektywie chcą na niego stawiać, również przez współpracę z nami.

Czy rynek urósł mocno w pandemii?

Nie wiem. Zamknąłem pierwszą rundę pod koniec lutego zeszłego roku, na miesiąc przed wybuchem pandemii w kraju. Doświadczenie przed pandemią to działanie garażowe z bardzo ograniczonym finansowaniem własnym, trudno porównać jabłka do jabłek. Nie chcę mówić, że pandemia wpłynęła pozytywnie, bo wywołała wiele zawirowań, ale spowodowała, że więcej osób adoptuje pieski, kupuje przez internet, a dostawa jedzenia pod drzwi jest coraz bardziej popularna. Wiatr wieje nam na razie w żagle, a nie w oczy.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

Dziś: „Kto zwęszył psi biznes”

goście: dr inż. Paweł Wielgus — Bioceltix, Piotr Wawrysiuk — PsiBufet, Marcin Halicki — LuxVet24, Marta Pasikowska — przychodnia weterynaryjna Viva, dr Michał Piotr Pręgowski — Wydział Administracji i Nauk Społecznych PW

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane