Chemia boi się OMV i MOL

Anna Bytniewska
opublikowano: 2001-08-29 00:00

Chemia boi się OMV i MOL

Sektor chemii ciężkiej boi się dalszej prywatyzacji PKN Orlen. Zdaniem jego przedstawicieli, wpuszczenie do spółki OMV lub MOL przyniesie branży katastrofalne skutki. Powód: potencjalni kandydaci do ręki Orlenu sami produkują np. nawozy i nie będą zainteresowani wspieraniem konkurentów z Polski.

Nad branżą chemiczną zbierają się czarne chmury — tak twierdzą jej reprezentanci. Takie efekty przyniosły działania prywatyzacyjne Ministerstwa Skarbu Państwa, które — co do tego nie ma już wątpliwości w branży — były prowadzone bez wyraźnego celu. Ich zdaniem, dla Zakładów Azotowych Puławy, Kędzierzyn, Tarnów oraz Zakładów Chemicznych Police zabrakło pomysłu, jak sprzedać je w dobre ręce i zapewnić pozycję w walce o rynek.

— Sytuacja tych firm po pierwszym półroczu gwałtownie się pogorszyła. Z miesiąca na miesiąc spółki generują coraz większe straty. Bez dobrej strategii rozwoju opartej na szeroko pojętej współpracy z Orlenem czeka je upadłość — ostrzega znawca branży, który zastrzega sobie anonimowość.

Takie obawy mają też politycy. Wiesław Kaczmarek, poseł SLD typowany na przyszłego ministra skarbu, proponuje wstrzymać przekształcenia Orlenu również z uwagi na konieczność zachowania jego powiązań z sektorem ciężkiej chemii.

To jest zagrożenie

Resort skarbu ma natomiast patent na połączenie PKN Orlen z MOL lub OMV i utworzenie dużego koncernu paliwowego. MSP nie wzięło jednak pod uwagę, że za austriackim OMV i węgierskim MOL kryje się bezpośrednia konkurencja dla polskich firm chemicznych, przede wszystkim w produkcji melaminy i nawozów.

— Po połączeniu z jednym z tych koncernów Orlen — zamiast pozostać ośrodkiem zaopatrzenia w surowce dla niezależnych od niego spółek chemicznych i potencjalnym inwestorem — przeobrazi się w ich rynkowego rywala. Jest mało prawdopodobne, żeby zagranicznym koncernom posiadającym własne zaplecze produkcyjne zależało w takiej sytuacji na wspieraniu polskich firm chemicznych — mówi nasz rozmówca.

Nasza opoka

Przedstawiciele branży chemicznej podkreślają, że ścisła współpraca surowcowa z Orlenem pozwalała im przetrwać w okresach dekoniunktury. Koncern był niejako wentylem bezpieczeństwa dla branży, chroniąc swoich odbiorców przez wydłużone terminy płatności czy umarzanie karnych odsetek. Po połączeniu z zagranicznym konkurencyjnym kapitałem ta sytuacja zmieni się diametralnie. Symptomy już się pojawiły. Orlen na początku procesu sprzedaży zakładów chemii ciężkiej zadeklarował, że nie będzie uczestniczył w sprzedaży ZA Puławy — de facto firmy o najlepszej pozycji w branży. Sceptycznie nastawiony był także do ewentualnego zakupu ZA Tarnów. Spółka jest drugim po Anwilu, należącym do Orlenu producentem PCW w Polsce. Następnie koncern wycofał się nagle z udziału w prywatyzacji ZA Kędzierzyn, którym dostarczał wielu podstawowych surowców.

Nie wszystko stracone

PKN zainteresowały jedynie ZCH Police ze względu na nabrzeże portowe oraz możliwość wzbogacenia oferty nawozowej Anwilu o nawozy wieloskładnikowe i fosforowe. Nasi rozmówcy twierdzą, że zarząd Orlenu kładzie nacisk przede wszystkim na rozwój segmentu paliwowego, zapominając o tym, że w sposób bezpośredni lub pośredni jest główną krajową bazą surowcową dla branży chemicznej, zatrudniającej w 2000 roku 207 tys. osób.

— Taka strategia pogłębia deficyt Polski w obrotach z zagranicą, który wynosi już 5,5 mln USD rocznie i wykazuje tendencję wzrostową — mówi prezes jednej ze spółek, współpracującej z sektorem chemicznym.

Podkreśla, że dopóki nie został złożony ostatni podpis pod umową sprzedaży blisko 18 proc. akcji Orlenu, istnieje szansa na pomoc ze strony PKN.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: