Chiny rosną dzięki USA

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-01-19 20:00

Wciąż mocna amerykańska konsumpcja jest przeciwwagą dla osłabienia wigoru chińskiego konsumenta. Dzięki temu światowy popyt utrzymuje się w równowadze. Rok 2022 może być trudniejszy.

Dwie największe gospodarki świata zakończyły 2021 r. w całkiem stabilnej formie, choć widać oznaki spowolnienia, które w 2022 roku mogą być coraz bardziej odczuwalne. Bardzo wiele wisi na tym, co stanie się z amerykańską konsumpcją po tym, gdy zetknie się ona z dwoma wstrząsami: wygasaniem fiskalnego wsparcia oraz podwyżkami stóp procentowych. Amerykański konsument napędza i popyt i inflację w innych krajach, w tym Chinach, więc jakieś spowolnienie byłoby pożądane, choć nie za głębokie.

Zarówno w Chinach jak i w Stanach Zjednoczonych doszło w grudniu do spowolnienia konsumpcji, przy czym w Chinach jest to zjawisko znacznie wyraźniejsze niż w USA. Chiny mają problemy wewnętrzne związane z pęknięciem bańki na rynku nieruchomości i licznymi restrykcjami będącymi częścią polityki „zero-covid”. Sprzedaż detaliczna wzrosła tam zaledwie o 1,7 proc. rok do roku, co poza okresem wiosny 2020 r. jest dawno niewidzianym zjawiskiem. Na wykresie pokazuję dynamiki dwuletnie, by wygładzić nieco ogromne wahania z ostatniego roku, ale trend jest doskonale widoczny.

W USA tymczasem sprzedaż detaliczna wciąż jest na kosmicznym poziomie, rosnąc w tempie ponad 14 proc. rok do roku (i 25 proc. w ujęciu dwuletnim). Ale tam też widać oznaki spowolnienia, związane z falą wirusa Omikron, wysoką inflacją i słabymi nastrojami konsumentów. Co więcej, w 2022 r. wygasać będą programy wsparcia fiskalnego, co również może obniżyć dynamikę popytu na towary. A jednocześnie powolna adaptacja do warunków pandemii powinna przywracać równowagę między popytem na usługi i towary, na korzyść tych pierwszych (które nie są uwzględnione w sprzedaży detalicznej). Dodatkowo na to wszystko nałożą się podwyżki stóp procentowych w dolarach, które wedle obecnych wycen mogą sięgnąć 1 pkt proc. w ciągu roku. Więc amerykańskie ssanie na towary nie będzie już tak intensywne jak w zeszłym roku.

A popyt na towary z USA jest czynnikiem podtrzymującym koniunkturę w wielu krajach, m.in. w Chinach. Widać po to danych o produkcji przemysłowej. O ile w USA produkcja jest stabilna, o tyle w Chinach rośnie w całkiem solidnym tempie i nawet w ostatnich miesiącach przyspieszyła. Tym samym Chiny słabość popytu wewnętrznego nadrabiają popytem zagranicznym, dzięki któremu mogą łagodnie przechodzić przez wstrząsu na rynku nieruchomości.

Największe ryzyko makroekonomiczne w 2022 r. jest więc takie, że Amerykanie schłodzą popyt, a Chiny w tym samym czasie będą po uszy grzęznąć w problemach z rynkiem nieruchomości i pandemią (na którą nie mają tak dobrych szczepionek jak Zachód). To mogłoby wyprodukować nieprzyjemny scenariusz dla świata.

Ale z dostosowania popytu w USA mogą potencjalnie wyniknąć też korzyści w postaci niższej inflacji. Jeżeli amerykańskie zasysanie towarów ze światowej gospodarki nieco osłabnie, to ceny się ustabilizują, a wtedy inne kraje będą mogły prowadzić łagodniejszą politykę pieniężną. Chiny już dziś łagodzą politykę pieniężną, ponieważ nie mają takich problemów z inflacją jak inne kraje.

Mamy więc trochę makroekonomicznych szachów. Ruch popytu w jakąś stronę nie wywołuje określonych z góry konsekwencji, tylko może otwierać drogę do wielu różnych scenariuszy. Zobaczymy jak to się rozegra.