Citi Handlowy pobił rywali

Eugeniusz Twaróg
29-03-2011, 00:00

Najwydajniejszą sieć ma PKO BP, pracowników — Handlowy, a Getin — najniższe koszty osobowe.

Ranking efektywności bankowców polskich

Najwydajniejszą sieć ma PKO BP, pracowników — Handlowy, a Getin — najniższe koszty osobowe.

Niedawno Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, chwalił się w rozmowie z "PB", że jego bank ma najbardziej efektywnych pracowników w branży. Sprawdziliśmy, także jego konkurentów. Podzieliliśmy jednostkowe zyski netto banków notowanych na GPW przez liczbę zatrudnionych, liczbę placówek oraz koszty osobowe przez liczbę pracowników. Co prawda, bankowcy bronią się przed takimi obliczeniami mówiąc, że to porównywanie jabłek z gruszkami, bo przecież jeden bank drugiemu nierówny. Sami jednak przyznają, że mimo niedoskonałości metody robią takie zestawienia na własny użytek.

Specyficzny Handlowy

Dobrą i wydajną ekipą może się pochwalić Alicja Kornasiewicz, prezes Pekao. Roczny zysk za 2010 r. na jednego pracownika wynosi 139 tys. zł. W PKO BP — 123 tys. zł. Pracownikom Zbigniewa Jagiełły trzeba jednak oddać sprawiedliwość: w ubiegłym roku wyraźnie poprawili produktywność, która jeszcze w 2009 r. wynosiła 87 tys. zł na osobę. Państwowy bank ma też bardziej efektywną sieć sprzedaży od imiennika. Zysk na placówkę wyniósł 2,7 mln zł wobec 2,5 mln zł w Pekao i to przy znacznie większej liczbie oddziałów (1208 wobec 1014)

Złoto za efektywność należy się jednak Citi Handlowemu, który wypracował zysk wysokości 162 tys. zł na zatrudnionego. W tym miejscu konieczne jest jednak ważne zastrzeżenie.

— Porównując efektywność pracowników oraz koszty wynagrodzeń trzeba pamiętać o różnych profilach działania banków. Inaczej pozycjonuje się Citi Handlowy, w którym ponad 80 proc. zysku pochodzi z bankowości korporacyjnej, inaczej uniwersalny bank z rozbudowaną siecią, jak ING Bank Śląski. W bankach z rozbudowanym biznesem korporacyjnym aktywa na jednego pracownika, a tym samym zysk, są wyższe niż w bankach detalicznych, w których nakłady pracy są większe — wyjaśnia Marek Juraś, szef departamentu analiz Unicredit CA IB.

Niskokosztowy Getin

ING Bank Śląski znalazł się dopiero na ósmym miejscu rankingu efektywności pracowników (85 tys. zł), za BZ WBK. Piotr Utrata, rzecznik Śląskiego, tłumaczy, że bank od kilku lat utrzymuje zatrudnienie na tym samym poziomie, stale zwiększając liczbę klientów. Zapowiada, że jeśli ta tendencja się utrzyma, wówczas wskaźnik zysk/pracownik będzie coraz korzystniejszy.

Wysoko w zestawieniu znalazła się Nordea, i to mimo znacznego wzrostu zatrudnienia (o ponad 350 osób), co powinno przecież obniżyć wartość przelicznika. Tymczasem wysoka dynamika zysku netto wywindowała bank na piąte miejsce (116 tys. zł), plasując go tuż przed Getinem.

Efektywność ludzi Leszka Czarneckiego może nieco zaskakiwać (109 tys. zł), bo uchodzą oni na rynku za bardzo wydajnych. Nie można jej jednak rozpatrywać w oderwaniu od innego wskaźnika — kosztów. Te w przeliczeniu na jednego zatrudnionego są wyjątkowo niskie — 53 tys. zł. Artur Wiza z Getinu mówi jednak, że średnia pensja w banku jest inna.

— Istotna część wynagrodzenia uzależniona jest od wyników pracownika i jest raportowana nie w pozycji koszty pracownicze, ale koszty sprzedaży — wyjaśnia Artur Wiza.

Dodaje, że bank ma znaczną część oddziałów w mniejszych miejscowościach, gdzie wynagrodzenia są niższe niż w aglomeracjach. Ten sam argument podaje również PKO BP, pytany, dlaczego średnie wydatki na pracownika banku były, jeśli nie liczyć Getinu, najniższe w branży i wyniosły 82 tys. zł. Lepiej już płaci Kredyt Bank (85 tys. zł), chociaż pod względem efektywności jego pracownicy nie prezentują się najlepiej (23 tys. zł).

Pensje będą rosły

Pieniędzmi nie szasta Nordea (82 tys. zł), Millennium (84 tys. zł) ani BZ WBK (92 tys. zł). Liderem rankingu jest znów Handlowy. W 2010 r. średnia na zatrudnionego wyniosła 107 tys. zł. Marcin Materna, szef analityków DM Millenium, podkreśla, że wyższe koszty osobowe są typowe dla banków korporacyjnych. Te zaś wynikają z dobrej efektywności. To zresztą wizytówka całego sektora finansowego w Polsce.

— Sektor osiągnął bardzo niski współczynnik koszty/dochody, który tylko w nielicznych przypadkach zauważalnie przekracza 50 proc. Jesteśmy lepsi niż banki w Skandynawii i niewiele gorsi od hiszpańskich. Wydaje się, że szanse na obniżenie wskaźnika są już ograniczone i bardzo trudno będzie utrzymać poziom 40 proc., do którego kilka banków się przybliżyło — mówi Marcin Materna.

Wprawdzie przychody będą rosły, ale możliwość redukowania kosztów osobowych już się skończyła.

— Znowu liczy się pracownik i efektywność. Banki będą płaciły lepiej, gdy poprawią się sprzedaż — dodaje analityk.

Okiem eksperta

Jak przed kryzysem

Paweł Wierzbicki

z firmy doradztwa personalnego Michel Page

Pensje podstawowe w pionach sprzedaży są niższe niż przed dwoma laty, ale za to banki prowadzą bardziej agresywną politykę przyznawania bonusów, promująca aktywną akwizycję. Zarobki w tym roku mogą być więc porównywalne z tymi sprzed kryzysu. Najlepiej zarabiają bankowcy obsługujący duże firmy. Tu podstawa jest wysoka, a premie sięgają 50 proc. rocznego wynagrodzenia. W pionie małych i średnich firm stała część pensji jest o 30-40 proc. niższa, ale bonusy dochodzą do 80 proc. uposażenia. Jeszcze wyższe premie, wynoszące 100-150 proc. wypłacane są w sieci detalicznej, przy czym podstawy tutaj są stosunkowo niskie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Citi Handlowy pobił rywali