Coś, co cię opuściło

Marcin zawiśliński
opublikowano: 2007-09-28 00:00

Debiutantka i wielcy aktorzy. Kameralny, zanurzony w przeszłości film z emocjonującym wątkiem. 8 mln zł budżetu. Jesteśmy na planie „Systemu”.

Odbudowane tuż po wojnie, odnowione niedawno, podwórze na warszawskim Nowym Mieście. Ulica Stara 7. Odrestaurowana dwupiętrowa kamienica.

— Kamera 429. Akcja. Stop. Ktoś z dźwięku ma kłopoty. Proszę jeszcze raz. Uwaga. Cisza. Będzie ujęcie. Kamera 430. Akcja — krzyczy kierownik planu.

— Pani Mario, pani Mario! Jest pani tam? — woła Wojciech Siemion, grający jej sąsiada Karola, trzymającego za plecami bukiet czerwonych róż.

Z okna na parterze wychyla się emerytowana nauczycielka, starsza pani o przedwojennych, arystokratycznych rysach i korzeniach.

— Jestem! Słucham? — pyta Alina Janowska, wcielająca się w główną bohaterkę, zubożałą baronową, panią Marię.

— Chciałbym zapytać, czy mógłbym do pani wpaść, bo mam bardzo ważną sprawę — kontynuuje pan Karol.

— Stop. Trzy minuty dla kamery. Zmiana obiektywu. Potem możemy zaczynać — rzuca kierownik planu.

Tymczasem ktoś z obsługi biegnie do „make-upu”. Po kanapki dla Wojciecha Siemiona.

Puszkin w tle

To jeden z ostatnich, spośród dwudziestu, dni zdjęciowych na planie „Systemu” w reżyserii, debiutującej w fabule, Izy Szylko. Niedużo czasu, jak na pełnometrażowy film. Współfinansuje go Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Czym jest tytułowy system?

— To nie jakaś prosta kombinacja cyfr. System to ruletka, rodzaj gry, w którą można zagrać tylko raz — i wtedy można wygrać — opowiada reżyserka.

A co jeśli się skrewi?

— Wtedy przegrywa się całe swoje życie — mówi Iza Szylko.

A niby co jest przedmiotem tej gry?

— Jej istotą jest walka o ludzkie marzenia i rozliczenie z własną przeszłością — dodaje trafnie, choć nieco górnolotnie.

Inspiracją do realizacji tego filmu była dla reżyserki „Dama pikowa” Aleksandra Puszkina. Jedna z bohaterek tej powieści także jest zubożałą baronową.

Ruletkowy niewypał

— Ja gram, a wy róbcie, co chcecie — mówi poirytowana Alina Janowska i energicznym krokiem wchodzi na plan.

Uwaga! Cisza. Kamera 431. Akcja!

— Czy możemy się dzisiaj spotkać? — pyta pan Karol.

Na co dzień — w filmie — opiekuje się pobliskim podwórkiem. Taka mała, bardzo mała ojczyzna. Robi wszystko, by tylko nie czuć się samotnym. Zaleca się do baronowej.

— No, nie wiem, czy się spotkamy. Nie chciałabym pana zawieść — odpowiada z rezerwą Maria.

Przed wojną jej babka przegrała w paryskim kasynie fortunę, całe folwarki. Później jej matka odegrała się, ale w końcu wszystko zabrała wojna.

Po jej zakończeniu, nie mając zresztą wielkiego wyboru, Maria przez ponad 40 lat wiedzie żywot skromnej nauczycielki. Żyłka hazardzistki nigdy jej jednak nie opuszczała. Taka rodzinna tradycja… Małą pensję zawsze dzieli na trzy kupki. Jedną stanowią pieniądze na życie, drugą — na opłaty, trzecią przeznacza na hazard.

— Bardzo dobrze rozumiem tę postać, bo sama w życiu wiele przeżyłam. Raz nawet zagrałam w ruletkę. Wiele lat temu, kiedy pojechałam z jedynym moim longplayem na występy do Australii. Będąc w Perth, nakłoniona przez organizatorkę, poszłam razem z nią do kasyna. Powiedziała mi, że ma system, który wygrywa, więc jej zaufałam. I postawiłam tak, jak mi radziła. No i… przegrałam 20 dolarów — wspomina Janowska.

Pamiątka sprzed wojny

Większość zdjęć jest kręcona na podwórku lub w małym mieszkanku pani Marii.

— Są tam eleganckie krzesła, stół i fotele w angielskim stylu chippendale. I piękne orzechowe biedermeierowskie meble plus szafa w stylu Ludwika Filipa — wyjaśnia Marian Zawaliński, scenograf.

To wszystko, co pozostało baronowej po wielkim bogactwie, które niegdyś należało do jej familii. No, prawie wszystko…

Tuż przed wybuchem II wojny światowej młoda Maria była bardzo zakochana w przystojnym młodzieńcu. Powołano go jednak do wojska. Przed wyjazdem podarował ukochanej perłowy naszyjnik. Sam wkrótce zginął w walce. Prezent — prócz wspomnień naturalnie — był jedyną rzeczą, która pozostała po wielkim uczuciu. Ale i ten znak przepadł gdzieś w czasie wojny…

Po latach pani Maria odnalazła go w warszawskim sklepie z antykami. Na aukcji wyceniano go na 12 tys. zł, gdy jej emerytura wynosiła co miesiąc ledwie 950 zł. Chciała go mieć… Zagrała w kasynie — tym razem nie dla rozrywki, ale na poważnie, od razu o całą kwotę.

— Naszyjnik symbolizuje uczucie, które ją kiedyś w życiu spotkało, a potem — w dramatycznych okolicznościach — opuściło — opowiada Alina Janowska.

Ostatni klaps

— Najtrudniejsze w pracy aktora filmowego? Daną scenę zagrać 10-15 razy tak samo znakomicie. Nowa technika filmowa wymaga jednak od niego szybszej organizacji pracy. Teraz gra się inaczej niż kiedyś — konstatuje Wojciech Siemion.

Kamera 431. Akcja! Jedziemy. Stop! Jeszcze tylko mały dubelek.

— Jestem dzisiaj trochę zmęczona, bo w nocy oglądałam Federera. Pięknie gra. Jestem nim po prostu zafascynowana. Muszę tylko popatrzeć w oczy Siemiona i jadę na obiad do domu — mówi stanowczym tonem Alina Janowska.

Stop. Koniec zdjęć.

Marcin Zawiśliński

Foto: Tomasz Pikuła