Pogłoski o sprzedaży CTL są podobno mocno przesadzone. Bridgestone zostaje, a przewoźnika wysyła na giełdę.
Niedawno niemieckie koleje Deutsche Bahn, które jesienią wjeżdżają na giełdę, podały, że pieniądze zebrane od inwestorów przeznaczą na przejęcia, a wśród potencjalnych nabytków chętnie widziałyby polską grupę transportową CTL. Oświadczyny zachodniego przewoźnika na nowo rozpaliły spekulacje, czy lider krajowego rynku prywatnych przewozów kolejowych nie pójdzie na sprzedaż. Kilka tygodni temu pojawiły się spekulacje, że Bridgestone, fundusz inwestycyjny, który kupił dwie trzecie udziałów w CTL, chce się ich pozbyć.
— Nic mi nie wiadomo o planach wyjścia inwestora finansowego ze spółki — mówi Krzysztof Sędzikowski, prezes CTL.
Zapewnia, że Bridgestone nie po to kupił przewoźnika, żeby kilka miesięcy później szukać nabywcy. Tym bardziej że mimo kiepskiej sytuacji na rynku kolejowym radzi sobie bardzo dobrze. Prezes przekonuje, że chociaż dynamika wzrostu pracy przewozowej nie jest tak efektywna jak w ubiegłym roku, kiedy rosła w dwucyfrowym tempie, to efektywność biznesu jest większa niż w 2007 r.
— Znacząco poprawiliśmy wskaźnik EBITDA i zwrotu na kapitale — informuje Krzysztof Sędzikowski.
Lepsze wyniki udało się wypracować m.in. dzięki cięciom kosztów, które objęły również redukcje zatrudnienia. Tam, gdzie były przerosty, jak zapewnia Krzysztof Sędzikowski.
— Firma przechodzi obecnie proces restrukturyzacji, który zakończymy do końca roku — informuje szef CTL.
Potem — uwaga — przewoźnik zacznie przygotowania do wejścia na giełdę. Kierunek na GPW był już rozpatrywany przed sprzedażą jako alternatywa dla inwestora. Teraz, kiedy w spółce on już jest — temat powraca.
— Zaczniemy przygotowania od początku roku. Na rynek zamierzamy wejść w połowie 2009 r., choć termin zależy od sytuacji na giełdzie — wyjaśnia Krzysztof Sędzikowski.
Po co CTL pcha się na GPW, skoro ma zamożnego właściciela?
— Docelowo giełda może być sposobem na wyjście inwestora ze spółki. Spółka dostanie natomiast zastrzyk kapitału, który chcemy wykorzystać na przejęcia — wyjaśnia Krzysztof Sędzikowski.