Największy akcjonariusz finansowy chciałby, żeby niezależny audytor zbadał sytuację finansową sieci restauracji.
Od dwóch tygodni trwa wojna głównych akcjonariuszy Sfinksa, giełdowego operatora sieci restauracji. Bomba wybuchła w sylwestra, gdy zarząd z nadania Amrestu (ma 33 proc. akcji) poinformował o ogromnych problemach z płynnością, a jako winnego wskazał poprzedni zarząd. Kilka dni później w "PB" założyciel Sfinksa Tomasz Morawski (ma 28,1 proc. akcji) oskarżył Amrest o to, że go oszukał i próbuje nieuczciwie przejąć spółkę. Potem na naszych łamach głos zabrał były prezes, który stwierdził, że kondycja spółki nie jest taka zła, jak to przedstawia Amrest. Akcjonariusze nie wiedzą, kto ma rację. Commercial Union OFE, kontrolujący 11,8 proc. kapitału, zwrócił się z wnioskiem o zwołanie 10 lutego walnego w celu powołania rewidenta.
— Zwracam się z wnioskiem, aby niezależny rewident zbadał sytuację finansową spółki, zasady funkcjonowania organów spółki i prawidłowość przekazywanych informacji w ciągu ostatnich kwartałów. Jest to uzasadnione w świetle zgłaszanych publicznie wątpliwości co do rzetelności informacji o pogarszaniu się sytuacji finansowej spółki. Opinia rewidenta pozwoli nam, a także innym inwestorom, wyrobić sobie zdanie o rzeczywistej sytuacji — mówi Michał Szymański, prezes Commercial Union OFE.
Przedstawiciel CU podkreśla, że bez opinii niezależnego audytora nie będzie w stanie podjąć decyzji w sprawie planowanej emisji akcji czy zmian we władzach.