Czas darmowych pieniędzy się skończył

opublikowano: 10-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

O strategiach inwestycyjnych w bessie, spowolnieniu gospodarczym i szukaniu okazji rynkowych mówi Mateusz Juroszek, inwestor i prezes STS.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co prezes STS zrobił z wpływami z oferty publicznej bukmachera
  • jak inwestor wyszedł w tym roku na lokatach i inwestycjach w obligacje
  • w jakiej kondycji jest podstawowy biznes bukmacherski i deweloperski
  • w jakie firmy rodzina Juroszków inwestuje na rynkach zagranicznych

Wprowadziliście STS na giełdę i zaczęła się bessa...

Decyzję o IPO podejmowaliśmy w połowie ubiegłego roku, gdy koniunktura była świetna, a wyceny w branży wysokie, co wynikało z jednej strony z wiary w potencjał amerykańskiego rynku bukmacherskiego, a z drugiej - z niskich stóp procentowych. Gdy jesienią wychodziliśmy na rynek z ofertą, robiło się już nerwowo, a doradcy sugerowali, żeby poczekać na poprawę nastrojów i wrócić w przyszłym roku. Czas pokazał, że gdybyśmy poczekali, to w ogóle nie weszlibyśmy na GPW. Po IPO byłem zmęczony całym procesem - uznałem, że pora na urlop i oczyszczenie głowy. Zamiast od razu inwestować wpływy z oferty, zaparkowałem po prostu gotówkę na lokatach i postanowiłem obmyślić strategię później. I dobrze się stało, bo lokaty dziś dają niezłe wyniki i zwiększają możliwości inwestycyjne.

Pieniądze ciągle leżą na lokatach?

To trochę kusi, bo nie ma pewności, czy inwestycje w inne aktywa dadzą wyższą stopę zwrotu. Ale nie, pieniądze nie leżą. Po debiucie STS mieliśmy nadpłynność finansową i przede wszystkim bardzo dużo pieniędzy w polskiej walucie, trzeba było więc przesunąć portfel w kierunku aktywów zagranicznych. To elementarna strategia dywersyfikacyjna - jako rodzina fundament biznesu w postaci Atalu i STS mamy w Polsce, więc nadwyżki warto dla bezpieczeństwa inwestować w innych krajach. Nauczony doświadczeniem z pandemii, gdy początkowy krach był najlepszą okazją inwestycyjną, byłem aktywny na rynku od wybuchu wojny w Ukrainie. Plusem jest też to, że po prostu mamy teraz pieniądze, których na nic szczególnego w naszych podstawowych biznesach nie potrzebujemy. To w obliczu wyższych stóp procentowych i ograniczenia akcji kredytowej przyciąga do nas firmy z rynku prywatnego, które szukają inwestorów.

Na rynku prywatnym okazji jest więcej niż na giełdzie?

Niekoniecznie, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Na giełdzie mieliśmy już korektę, wyceny poszły w dół. Rynek prywatny tej korekty jeszcze nie przeszedł. Ludzie ciągle mają w głowach wyceny sprzed wojny, nie biorąc pod uwagę tego, ze koszt kapitału jest dziś zupełnie inny. Działamy więc bardzo ostrożnie, patrząc, gdzie firmy mogą być za 5 czy 10 lat. Polski konsument już dostał bardzo mocno po kieszeni, co będzie się odbijać na kondycji przedsiębiorstw z różnych branż. Z dzisiejszej perspektywy widać, że przez ostatnich kilka lat mieliśmy wyjątkowy czas, okres darmowego pieniądza, który część firmy wykorzystała do bardzo mocnego wzrostu. Teraz jednak trzeba patrzeć na biznesy z mocnym naciskiem na skalę ich zadłużenia. W STS długu nie mamy, nie musimy się o to martwić. Biznesy konsumenckie, rozbudowywane na dużym lewarze, będą jednak miały problem.

To w co konkretnie inwestujecie?

Jak zwykle - przede wszystkim w to, na czym się znamy. Ostatnio przekroczyliśmy np. próg 5 proc. w notowanej na giełdach w Sztokholmie i Oslo Gaming Innovation Group (GIG). Znamy firmę od dawna, znamy jej menedżerów, akcje kupowaliśmy już od ponad roku - to w praktyce bardziej inwestycja typu private equity niż giełdowa. Grupa będzie miała w tym roku 40 mln EUR EBITDA, a jest wyceniana na 180 mln EUR, co jest pokłosiem jej różnych problemów w ostatnich latach. My jednak rozumiemy jej model, widzimy, że ma trzy solidne filary w postaci technologii informatycznych dla kasyn, bukmacherów i biznesu mediowego, który generuje takim serwisom ruch. To wszystko czyni GIG potencjalnie atrakcyjnym celem do przejęcia dla zagranicznych inwestorów. Możemy dalej zwiększać zaangażowanie i pewnie wprowadzimy kogoś do rady dyrektorów spółki, by mieć na nią większy wpływ.

Bukmacherka jest odporna na recesję?

Powiedziałbym, że to bardzo dobrze naoliwiona maszyna i w hossie, i w bessie, ale nic się samo nie robi, w przypadku STS wyniki to efekt ciężkiej pracy całego zespołu. Na razie jednak nic nie wskazuje na pogorszenie koniunktury w tej branży: pierwszy kwartał był trochę słabszy pod względem przychodów, bo po wybuchu wojny Polacy mieli ważniejsze rzeczy do roboty niż obstawianie, ale wszystko szybko wróciło do normy, rentowność zresztą nawet w tym okresie wzrosła. Drugi kwartał był bardzo udany, a druga połowa roku ze względu na nagromadzenie wydarzeń sportowych zapowiada się rekordowo. Polacy oczywiście tną wydatki, widać to w całej gospodarce, ale zakładów bukmacherskich akurat nie dotyka inflacja i nasi użytkownicy - przynajmniej na razie - nie rezygnują z obstawiania. No ale tak jest w STS - jak oglądam w KRS wyniki mniejszych konkurentów, to różowo już nie jest. STS korzysta chyba na tym, że jestem nauczony, by w biznesie wszystko robić konserwatywnie. W erze niskich stóp przychodziły do nas fundusze i doradcy - i mówili, że źle robimy, bo nie mamy lewaru, a powinniśmy się zadłużyć i szybko urosnąć. Nie zrobiliśmy tego, nie przepaliliśmy pieniędzy i teraz możemy czuć się komfortowo, choć oczywiście biznes sam się nie będzie kręcił, trzeba nad nim ciągle pracować.

Znacie się też na nieruchomościach. Tam będzie kryzys?

Na razie jest dużo emocji. Z naszej perspektywy problemy mogą mieć mali deweloperzy, a nie duzi, tacy jak Atal czy Dom Development. Duzi będą mieli w tym i przyszłym roku dobre wyniki ze względu na rozpoczęte wcześniej inwestycje. Sprzedaż oczywiście będzie niższa, bo teraz mieszkania kupuje się za gotówkę. To ma jednak swoje plusy - materiały budowlane są tańsze, podobnie jak działki, a z dostępnością wykonawców nie ma problemu. Jak stopy zjadą i ruszy akcja kredytowa, to mieszkania zejdą na pniu. No ale skorzystają na tym duzi deweloperzy, którzy maja nadpłynność, mogą poczekać i poradzą sobie w trudniejszych czasach. Mniejsi, którzy emitują obligacje z kilkunastoprocentowym kuponem, będą mieli problem.

W pandemii inwestowaliście też w znaczące pakiety akcji TFI - najpierw Quercusa, potem Skarbca i Esaliensa. Co zamierzacie z nimi zrobić?

Uważamy, że ten sektor powinien się skonsolidować, połączenie trzech, czterech TFI przyniosłoby wszystkim korzyści. Oczywiście nie da się tego zrobić szybko, choćby dlatego, że przekraczanie progów w akcjonariacie wymaga uzyskania zgody KNF. Inwestycje w TFI wynikają z przekonania, że Polacy muszą gdzieś inwestować pieniądze - i będą robić to w coraz większej skali. TFI będą oczywistym beneficjentem tego zjawiska, choć wymaga to czasu - branża finansowa w Polsce zrobiła wiele, by ludzie mieli o niej złe zdanie, więc zachęcanie do inwestycji to wciąż wyzwanie.

Sebastian Buczek z Quercus TFI polecał ostatnio inwestowanie w obligacje. Pan w nie inwestował?

Kilka miesięcy temu i jestem na nich 10 proc. do tyłu. Bywa i tak.

Bywa i tak jak z Yestersenem, start-upem e-handlowym, w który się zaangażowaliście. Miał wchodzić na NewConnect, ale kilka tygodni temu zawiesił działalność.

To jedna z wielu mniejszych spółek z naszego portfela. Biznes jest ciekawy, rozwijał się, zwłaszcza w pierwszym etapie pandemii. Pojawiło się Forte jako inwestor branżowy, co nam też było na rękę. Problem jednak w tym, że marka - choć była dobrze odbierana przez klientów - nie generowała odpowiedniego wolumenu. Biznes cały czas wymagał inwestycji, a rozmowy z potencjalnymi nowymi inwestorami się przeciągały. W tej sytuacji zawieszenie sprzedaży było racjonalną decyzją. Yestersen może wrócić w nieco innym wydaniu, ta spółka na pewno może się fajnie rozwinąć, ale pewnie pozostanie biznesem niszowym - trochę za małym na to, byśmy poświęcali mu dużo czasu.

Mateusz Juroszek (rocznik 1987) to menedżer i inwestor oraz syn Zbigniewa Juroszka, prezesa deweloperskiego Atalu. W rodzinnej grupie od 2012 r. zarządza bukmacherską spółką STS, która pod jego sterami wyrosła na zdecydowanie największego legalnego bukmachera w Polsce z blisko połową udziałów rynkowych. W latach 2011-19 r. był też wiceprezesem Atalu, a teraz przewodzi jego radzie nadzorczej. Na ostatniej liście najbogatszych Polaków „Forbesa” rodzina Juroszków uplasowała się na siódmym miejscu, z majątkiem szacowanym na 4,7 mld zł. Po tegorocznej korekcie na giełdzie jej pakiet kontrolny w Atalu (86 proc.) jest wyceniany na 1,1 mld zł, a w STS (70 proc.) na 1,57 mld zł. Na GPW powyżej progu 5 proc. rodzinne wehikuły inwestycyjne są też w Quercusie (8,4 proc.), Skarbcu (11,3 proc.) i Instalu Kraków (24 proc.). Rodzina aktywnie inwestuje również na rynkach zagranicznych, lokując wpływy z dywidend z podstawowych biznesów, a także z ubiegłorocznego IPO spółki bukmacherskiej, które przyniosło prawie 1,1 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane