Jeżeli ktoś uważał, że polskie życie polityczne jest w ostatnich tygodniach ubogie, to dziś z pewnością zostanie ono wzbogacone o komisję śledczą. Na dobre rozpoczyna prace komisja o nieprawdopodobnie długiej nazwie, którą da się ująć w haśle komisja ds. nacisków. Jej skład (posłowie Kurski i Mularczyk z jednej strony i Jan Widacki z drugiej) gwarantuje sporo emocji. Osoba przewodniczącego — Andrzeja Czumy — daje nadzieję, że prace będą się mimo nieuchronnych sporów posuwały do przodu.
W ostatnich dwóch kadencjach parlamentu panował wyjątkowy urodzaj na komisje śledcze. Sukces (przynajmniej medialny) komisji ds. zbadania propozycji korupcyjnej Lwa Rywina wyraźnie natchnął polityków, którzy szans na wybicie się szukali w takich właśnie komisjach. Z coraz gorszym skutkiem. Komisje orlenowska i w sprawie prywatyzacji PZU nie doprowadziły do tak jednoznacznych wniosków jak słynna „rywinowska” poprzedniczka.
Na komisję bankowo wypada tylko spuścić litościwą zasłonę milczenia.
Komisje śledcze się zdewaluowały, ale komisja ds. nacisków (i tylko ona, bo powstająca jednocześnie odrębna komisja ds. śmierci Barbary Blidy nie ma większego — poza politycznym polowaniem — sensu; ten przypadek równie dobrze, a nawet lepiej mogłaby zbadać komisja Czumy) ma szansę odwrócić złą passę.
Wokół działań prokuratury i organów ścigania w minionych dwóch latach narosło tyle wątpliwości, że powinny one zostać wyjaśnione przez niezależne od rządu ciało. Jakikolwiek by zapadł werdykt komisji, będzie stanowił przestrogę — dla rządów (jeśli oskarżenia się potwierdzą), by nie nadużywały uprawnień i dla opozycji (jeśli zarzuty okażą się bezzasadne), by nie przesadzać z oskarżeniami w walce politycznej. Komisja może odnieść sukces, pod warunkiem, że posłowie wykorzystają czas w niej spędzony na próbę dotarcia do prawdy, a nie jedynie na medialną autopromocję. Jeżeli Andrzejowi Czumie uda się uchronić przed tym komisję, jej obrady mogą być fascynującym, a jednocześnie bardzo pouczającym widowiskiem. Jeśli nie — to będzie sygnał, że w Polsce dla komisji śledczych miejsca po prostu nie ma.
Adam Sofuł