Cła wzajemne, umowy z Chinami, 12. dniowa wojna w trójkącie Izrael – USA – Iran, szalone zmiany cen ropy, wstęp do upadku dolara…Można wyliczać i wyliczać, a obywatele USA dodaliby do tej listy jeszcze wydarzenia z wewnątrz Stanów. Takie jak na przykład użycie wojska w tłumieniu rozruchów w mikroskopijnym kawałku Los Angeles. A przecież Konstytucja USA zakazuje użycia wojsk wewnątrz USA. Niektórzy komentatorzy mówią nawet o początku autorytaryzmu.
Ograniczmy się jednak do tego, co miało wpływ na zachowanie rynków i co nas jeszcze w niedalekiej przyszłości czeka. Na początek dwunastodniowa wojna. Izrael nie czekał na wynik rozmów dyplomatów i zaatakował Iran. Bez względu na to, co myśli się o irańskim reżimie (ja myślę źle) to wszyscy prawnicy mówią, że Izrael złamał prawo międzynarodowe. Tyle tylko, że ten kraj od dawna lekceważy cały świat. Lekceważy też USA i mam wrażenie (nie tylko ja), że ogon macha psem, bo Izrael de facto zmusił USA do ataku.
Najbardziej zabawne w tej nieciekawej sytuacji było to, że wtedy, kiedy irański parlament zaaprobował zamknięcie cieśniny Ormuz, Marco Rubio, sekretarz stanu USA, zadzwonił do Chin z prośbą o wpłynięcie na Iran, żeby tego nie zrobił. I myślał, że Chiny to za darmo zrobią. Gdyby sytuacja nie była tak poważna, to byłoby naprawdę bardzo śmieszne. Nie doszło do zamknięcia cieśniny (20% ogólnego popytu na ropę przez nią przepływa), bo ajatollahowie mieli głos decydujący i nie podjęli takiej decyzji. Wynika z tego, że Iran może to zrobić wyłącznie wtedy, kiedy naprawdę nie miałby innego wyjścia.
Skracając opowieść o tym konflikcie trzeba powiedzieć o jego końcu (?). Donald Trump, ewidentnie wystraszony buntem swojej bazy wyborczej (ruchu MAGA), któremu przecież obiecał zakończenie wszelkich wojen, zmuszony został do wywarcia nacisku na Izrael, w wyniku czego Iran i Izrael ogłosiły zawieszenie broni. To "wieczne" zawieszenie według Donalda Trumpa, ale w to proszę nie wierzyć. Pod byle pozorem wojna znowu rozgorzeje, wtedy, kiedy mało kto będzie tego oczekiwał.
Interesująco zachowały się rynki finansowe. Klasyczne było zachowanie rynku ropy. Drożała, ale do oczekiwanych w przypadku zamknięcia Ormuz 120$ było bardzo daleko. Cena baryłki ropy WTI zbliżyła się do 79$, ale po ogłoszenie rozejmu spadła o blisko siedem procent, powtarzając ten spadek następnego dnia, kiedy Donald Trump ogłosił, że Chiny mogą kontynuować import ropy naftowej z Iranu. Pomagało też uwolnieniu części rezerw ropy w USA. Wydaje się, że okolice 65$ to na razie bezpieczny poziom.
Na rynku walutowym gracze mieli problem. Przed atakiem Izraela na Iran widać było, że dolar utracił status bezpiecznej przystani. Owocowało to spadkami indeksu dolara (główne waluty vs dolar) wtedy, kiedy nastroje na giełdach pogarszały się. Jednak po rozpoczęciu wojny sytuacja się zmieniła i status bezpiecznej przystani na chwilę wrócił do dolara i do obligacji USA – dolar zyskiwał, a obligacje drożały. Pozostawało prawie szekspirowskie pytanie: co stanie się po zawieszeniu broni? Okazało się, że rynki weszły w przedwojenny tryb, osłabiając dolara. Pomagały głosy z Fed (Michelle Bowman) zgodnie z którymi FOMC już w lipcu obniży stopy. Z półrocznego raportu szefa Fed opublikowanego pod koniec czerwca nic takiego jednak nie dało się wysnuć. Wniosek: dolar jest i pozostanie slaby, ale w przypadku poważnego zagrożenia geopolitycznego na chwilę zyskuje.
Rynek złota też miał i ma problem. Teoretycznie reakcja na zagrożenia geopolityczne powinna być korzystna dla ceny złota, bo jest ono nadal bezpieczną przystanią. Jednak ostatnio ile razy cena uncji zbliżała się do szczytu wszech czasów (okolice 3.450 dolarów), tyle razy odskakiwała w dół bez względu na to, co działo się w geopolityce. Gracze wyciągnęli słuszny wniosek, że na razie złoto nie ma przyszłości – nie będzie biło rekordów. Dlatego też nawet solidne osłabienie dolara nie powstrzymało ceny złota od spadku o około dwa procent. Potrzebny jest dłuższy czas dalszego osłabienie amerykańskiej waluty, żeby cena złota zaczęła bić nowe rekordy.
Konieczne jest powiedzenie o tym, co nowego jest w wojnie handlowej prezydenta Trumpa. Małym plusem było to, że USA i Chiny przedłużyły wstępne porozumienie zawarte w maju w Genewie. Chiny zapewnią dostawy metali ziem rzadkich, bez których gospodarka USA miałaby duże problemy. Produkty amerykańskie importowane przez Chiny będą obłożone cłem w wysokości 10%, a chińskie w USA sumarycznym cłem w wysokości 55%. Na pozór wygląda to na nierównowagę, ale te 55% to 20% na fentanyl, 10% ceł wzajemnych i 25% ceł, które już były poprzednio wymierzane. Nic więc się w tej sprawie nie zmieniło.
Nie było też w drugiej dekadzie czerwca żadnego porozumienia na USA z innymi dużymi krajami. Donald Trump twierdzi, że ustalony w kwietniu czas moratorium na „cła wzajemne” nie zostanie 8.07 przedłużony, a Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, mówi, że to jest możliwe. Unia swoją odpowiedź na cła zawiesiła do 14. lipca. Wielką niewiadomą jest to, co będzie się działo po tych terminach. Być może, uda się USA jakoś dogadać ze wszystkimi, ale z Unią może być problem, bo przecież Donald Trump z całego serca Unii Europejskiej nie lubi, czego wcale nie ukrywa. W każdym razie na rynkach finansowych pierwsza połowa lipca może być bardzo burzliwa.
W Polsce warto odnotować, bo to dla rynków jest bardzo ważne, to, że odbyło się posiedzenie TSUE w sprawie kredytów zlotowych ze wskaźnikiem WIBOR. Zaskoczenia nie było, bo przecież ten wskaźnik jest nie do podważenia. Nawet pełnomocnik powoda, podczas tego posiedzenia, bardzo wyraźnie tak właśnie mówił. Chodzi więc jedynie o to, czy banki właściwie informowały klientów. Sąd postanowił, że zostanie wydana opinia Rzecznika Generalnego TSUE (11 września 2025 r.). Z tego wynika, że wyrok zapadnie kilka miesięcy później - najprawdopodobniej w pierwszej połowie 2026 r.
Zakładam, że kredytobiorcy nie powinni liczyć na pozytywne dla nich orzeczenie w tej sprawie. Nadal jednak wisi nad rynkiem sprawa podatku od „nadmiarowych zysków” banków. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego podatku, ale niektórzy politycy bardzo namawiają do jego zastosowania. To rzeczywiście przydałoby się budżetowi i politykom chcącym obłaskawiać elektorat. Dla GPW oznaczałoby to zakończenie hossy, bo przecież banki to większość dużych, płynnych, spółek lubianych przez zagranicę. Trzymam mocno kciuki za to, żeby ten niemądry pomysł nie znalazł jednak rządowego/sejmowego poklasku.


KOMENTARZE (19)
Kołodko w Polsacie:
https://m.youtube.com/watch?v=9jbLaT6c-6Q&pp=ygUfS29sb2RrbyB3IG5handhem5pZWpzemUgcHl0YW5pYQ%3D%3D
Bazylea III od lipca wspiera złoto, to dopiero poczatek.
Wróciłem po kilku miesiącach pobytu zagranicą . Na blogu niewiele się dzieje jednak nadrabiał Pan Panie Piotrze aktywnością na innych platformach . Z ciekawością śledziłem Pańskie opinie i analizy . To akurat się nie zmienia . Podzielam Pańskie zdanie na temat skutków podatku bankowego jednak wydaje się że los tego podatku jest przypieczętowany . Nikt raczej nie odważy się postawić weta . W porównaniu z tym jaką ochronę ma sektor bankowy za oceanem jest to dość smutna dla banków konstatacja . Jedyne powtarzalne informacje na jakie trafiłem o Polsce w tym czasie były o tym że Polska dołącza do 20 najbogatszych państw . Przedstawiano to jako nie mający porównania sukces gospodarczy i społeczny o czym chyba w w samej Polsce się w tym czasie się nie mówiło . Czytałem też analizę zalecającą traktowanie z coraz większą ostrożnością zadłużenia ponieważ mimo tego że nasz dług w większości został zainwestowany w rozwój to narastanie od lat populistycznej fali żądań w niepewnej perspektywie politycznej może zniweczyć odniesiony sukces . Polska spada w rankingu bezpiecznego miejsca do zamieszkania . Z powodu wojny na Ukrainie i pogarszaniu się perspektyw politycznych. Z mojej obserwacji wynika też że należy stale doskonalić angielski . Biegła naprawdę biegła jego znajomość jest jedyną droga do załatwienia czegokolwiek za oceanem .
„Czysta matematyka” czy pusta retoryka? Jak prezes mBanku Cezary Kocik manipuluje faktami o podatku dla banków.
https://chf24.pl/czysta-matematyka-czy-pusta-retoryka-jak-prezes-mbanku-cezary-kocik-manipuluje-faktami-o-podatku-dla-bankow/
[Drogi Panie, to jest dopiero prawdziwe ble, ble, ble. Nie będę z tym polemizował. bo traciłbym tylko czas. Prawda jest taka, że dodatkowy podatek od banków to po prostu zło. I prosze nie próbowac odpowiadać. Nie puszczę. Za dużo czasu racę krytykując trakie "opowiastki" jak w przytoczonym przez Pana tekście. PK]
Szanowny Panie,
Uprzejmie prosze przeczytać przed skasowaniem. Jest w zasadzie tylko matematyka.
PK:
"Spadek stóp procentowych obniży zyski jak zakładam o około 20%, 7 mld dodatkowego podatku odejmie kolejne 20%. Czyli wskaźnik C/Z spadnie o około 40%. Akcje banków stracą 1/3 szczytowej wartości."
1. Jeśli zysk spada o 40% przy stałej cenie, to wskaźnik C/Z wzrasta o dokładnie 66,67%.
2. Jeśli podatek wzrasta o 11 punktów procentowych (z 19% do 30%), zysk netto spada o dokładnie 13,58% (To przy założeniu początkowej stawki 19%).
Drugie składowe 20% też przestrzelone, a dodatkowo zupełnie nie bierze Pan pod uwage, ze spadek stóp procentowych wywoła wzrost wolumenu kredytów lekko licząc o jakies 5% rocznie (chyba za EY podaję).
Nie bedzie też spadku akcji kredytowej, Pan osobiście niedawno dowodził nadpłynności w bankach (jabłek mają po uszy :-) Bank nie udziela kredytów z zysku.
Pozdrawiam
M.
[Blog de facto jest martwy, a ja nie życzę sobie Pana „pisowskich” i/lub antybankowych wynurzeń. Na Pana kolejne „przemyślenia” jednak odpowiem.
1. Jeśli zysk spada o 40% to, żeby wskaźnik C/Z się nie zmienił cena musi spaść też o 40%. Matematyka szanowny Panie. Ja pisałem o 1/3 spadku ceny, bo rynek niedokładnie odzwierciedla ruchy C/Z.
2. Tak, rzeczywiście - jeśli podatek wzrasta o 11 punktów procentowych (z 19% do 30%), zysk netto spada o dokładnie 13,58% - to podstawowa matematyka. Tyle, że dla czytających ze zrozumieniem, bo ja odnosiłem ten spadek do 2025 roku, a nie do 2026 roku, bo to ma wpływ na cenę.
3. Tak, spadek stóp zwiększy popyt na kredyty, ale o niskim (w stosunku do 2025) procentowaniu. O ile zwiększy? Nikt tego nie wie.
4. ZBP podawał, że spadek akcji będzie wynosił 124 mld w ciągu 10 lat. Spadek będzie. Ale oczywiście może Pan uważać, że ZBP kłamie.
5. Zysk w części odkładany jest do kapitału banku. Silniejszy kapitał pozwala bankowi na podjęcie większego ryzyka, co przekłada się na możliwość udzielenia większej liczby kredytów. Elementarna wiedza o bankach. PK]
Dywersyfikacja Przed-Się-Biorczości, która polega na zakupie (na kredyt, na koszt podatnika) aktywów (domki, łodzie, itd) do generowania pasywnych przychodów jest legalną defraudacją.
Nie ważne, że zapłacą podatnicy...
[Głupota powinna być karana. Nieważne, kto jest głupcem.
1. KPO dla HoReCa było rozpisane za czasów PiS
2. Po pandemii uważano, że ten sektor najbardziej ucierpiał.
3. Podstawowe kryterium to były straty >20%.
4. Starający się o dotację miał pokazać inwestycję POZA swoją branżą.
5. Bredzenie o pasywnym dochodzie jest bez sensu.
6. Oczywiście pieniądze za nic są potężną pokusą, ale wiele tych pomysłów miało sens.
7. Ten program to 0,5% KPO, a wydano z niego ok. 10% (100 mln).
8. Kontrolować trzeba, ale zwolnienie szefowej PARP nie miało sensu - było przyznaniem się do winy
Nikt tego oprócz Pana i mnie nie przeczyta, więc proszę nie odpowiadać - i tak usunę, bo nie mam przyjemności z Panem rozmawiać. Odpowiedziałem z obowiązku. PK]
@ PK,
Czyli mialem racje piszac dwukrotnie, ze 5 lat po kryzysie, taki program "dywersyfikacji" w ramach KPO jest bezsensowny. Dobrze, ze profesor Orłowski mnie wsparł. A moze wysłuchał Pan też Łąckiego?