Dajcie spokój Prezesowi

Marek Belka w fotelu prezesa Narodowego Banku Polskiego będzie siedział jeszcze rok i nie ma, co wskazywać już teraz jego następcy, gdy jeszcze nie wiadomo, kto będzie miał większość w Sejmie po jesiennych wyborach zdolną go przegłosować.

Media społecznościowe za punkt honoru postawiły sobie nakręcenie startujących w wyścigu o fotel prezydenta na deklarację, kto obejmie stery w NBP w czerwcu 2016 r. i będzie mógł być nazywany strażnikiem polskiego pieniądza. Nawet wygrana Andrzej Dudy nie zakończyła zabawy i wiele osób nadal próbuje podpuszczać prezydenta-elekta, do deklaracji, kogo nominuje na prezesa. Warto sobie przypomnieć jak wygląda wybór na to stanowisko.

Marek Belka, prezes NBP
Zobacz więcej

Marek Belka, prezes NBP

Marek Wiśniewski

Fakty i mity

Fakt – to prezydent ogłasza nominację. Mit – to prezydent decyduje, kto będzie prezesem NBP. Dlatego dopiero jak poznamy kolejny element układanki, czyli wynik wyborów parlamentarnych w październiku, to uzasadnione będzie takie pytanie: kto i dlaczego? Bo, aby słowo prezydenta stało się ciałem w parlamencie, to potrzeba większości do jego przegłosowania. Zwycięzca wyborów do Sejmu jest dzisiaj tak samo znany, jak wygrany w totolotka - każdy ma nadzieję, nie każdemu będzie dane.

Jeszcze więcej przemawia za tym, żeby w imię interesu publicznego nowy prezydent ugryzł się w język i nie wskazywał swojego kandydata. Bo dzisiaj nikt już nie będzie chciał słuchać tego, który ma mandat i prawo do współdecydowania o polityce monetarnej – Marka Belki, ale wszyscy będą się skoncentrowali na tym, żeby „upolować” jakiś chwytliwy cytat z wypowiedzią kandydata. Frajda będzie niesamowita, a to złoty się osłabi, a to obligacje zyskają, ktoś się ucieszy, ktoś się wystraszy. Jedni powiedzą koniec niezależności banku centralnego, inni: odbiliśmy NBP z rąk spiskowców chcących decydować o wynikach demokratycznych wyborów.

Od czasu afery podsłuchowej jasne jest, że Marek Belka nie będzie prezesem przez kolejną kadencję i to niezależnie od tego, kto będzie o prezesurze w NBP decydował.
Mitem jest też, że Platforma Obywatelska ma nieograniczony wybór, jeśli chodzi o super kompetentnych kandydatów, a ławka Prawa i Sprawiedliwości jest krótka i ekscentryczna. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś odmawia prezesury w NBP, z powodu sympatii politycznych. PiS nie będzie miał problemu ze znalezieniem chętnego, nawet wśród osób kojarzonych z innymi opcjami politycznymi. Oczywiście o ile będzie chciał autorytet na tym stanowisku, a nie funkcjonariusza partyjnego, którego największą zaletą będzie wierność.

Jakiej kandydatury na prezesa należy się spodziewać po nowym prezydencie? Dzisiaj na to pytanie pewnie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, poza tymi, którzy w samym otoczeniu PiS przebierają nogami do gabinetu przy ul. Świętokrzyskiej.

Najpierw Rada

Wskaźnikiem wyprzedzającym tego, czego należy się spodziewać po Andrzeju Dudzie będą jego nominacje do Rady Polityki Pieniężnej. W lutym wygasa kadencja dwóch tzw. prezydenckich członków Rady: Andrzej Kaźmierczaka i Adama Glapińskiego. To w ich miejsce prezydent wskaże następców i nikt mu tego prawa nie może ograniczyć.
Łatwiej odpowiedzieć więc na pytanie kto do RPP, bo Prawo i Sprawiedliwość zostawiło trochę tropów przy okazji wyboru obecnego składu. Proponowani przez nią członkowie nie weszli do Rady ani z Sejmu, ani z Senatu. Ostatecznie Andrzeja Kaźmierczaka, który nie uzyskał większości w niższej izbie parlamentu wprowadził do RPP ówczesny prezydent Lech Kaczyński, razem z Zytą Gilowską i Adamem Glapińskim, a przepadł jedynie senacki kandydat PiS.

Kto dzisiaj może trafić do RPP?

Senatorowie PiS postawili w 2009 r. na prof. z SGH Małgorzatę Iwanicz-Drozdowską, eksperta od systemów finansowych. Być może jej kandydatura będzie reaktywowana w lutym 2016 r.

Kolejny trop prowadzi do obecnego członka zarządu NBP Małgorzaty Zaleskiej, również profesora SGH. Ona trafiła do banku centralnego także dzięki Lechowi Kaczyńskiemu, a rekomendacje wystawił jej były prezes banku Sławomir Skrzypek. Jej kadencja w zarządzie kończy się już w sierpniu, więc później będzie „do wzięcia”.
Wśród kandydatów PiS na stanowiska w RPP, ale i w samym banku centralnym, od lat wymieniany był Cezary Mech, współautor programu gospodarczego PiS w 2005 r. i wiceminister finansów w rządzie tej partii. Na krótkiej liście był też Wojciech Roszkowski, który sławę i autorytet zdobył, jako autor książek o historii Polski XX w., ale nie można też zapominać, że był wykładowcą SGH i europosłem PiS.

W ławach sejmowych zasiada obecnie prof. Jerzy Żyżyński, mózg ekonomiczny klubu parlamentarnego PiS, który walczy w imieniu partii na posiedzeniach Komisji Finansów Publicznych i zabiera głos w debatach sejmowych, gdy pada temat gospodarki. Takich osób orbitujących bliżej lub dalej od PiS jest dużo, tylko trudno jeszcze dzisiaj ustalić, kto jest gwiazdą jasno świecącą, a kto spadł już z nieba, w które zapatrzona jest największa partia opozycyjna. Dlatego błędem byłoby zapomnieć o byłym szefie Komisji Nadzoru Finansowego i chwilowym ministrze finansów w rządzie PiS Stanisławie Kluzie. W romans z PiS wdali się też Krzysztof Rybiński czy Witold Modzelewski, chociaż dzisiaj wyglądają zbyt egzotycznie jak na kubki smakowe decydentów z ul. Nowogrodzkiej.

Nie warto też wyrzucać z pamięci, że w kampanii parlamentarnej AD 2011 posłowie PiS rozpuszczali na korytarzach sejmowych plotki, że ich kandydatem na ministra finansów będzie… Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK. To tylko plotki, które dementował sam zainteresowany, ale nikt nie wie, jaka byłaby dzisiaj odpowiedź na pytanie - w którym fotelu się widzisz: członka RPP, prezesa NBP czy ministra finansów?

Gdyby do tego dodać jeszcze kilkunastu ekonomistów bankowych, którzy niekoniecznie pogardzą impulsem w karierze, jakim jest bycie jednym z dziesięciu w Radzie, to ławka jest długa niczym rezerwowych w FC Barcelonie. Nie każdy będzie gwiazdą, nie każdy wejdzie na boisko, ale na dzisiaj szanse gry w pierwszym składzie ma wiele osób. Tylko wciąż nie jest pewne czy Andrzej Duda będzie selekcjonerem niepodzielnym czy będzie musiał wejść w kompromisy. Przy wyborze Rady nie musi, przy prezesie NBP powinien, żeby proces powoływania przebiegł gładko i nie był przedmiotem mniejszych i większych targów. To z kim przyjdzie się targował i o co, będzie wiadomo po wyborach w październiku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Dajcie spokój Prezesowi