Czy w przyszłym roku inspekcja weterynaryjna zatrudni 900 nowych kontrolerów? Firmy na to czekają.
Do końca tego miesiąca rząd ma ustalić ramy budżetu na przyszły rok. Choć kołdra (jak co roku) jest krótka, Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii, oraz Jerzy Pilarczyk, minister rolnictwa, mają nadzieję, że uda im się wynegocjować specjalne środki z rezerwy celowej na wzmocnienie inspekcji weterynaryjnej. Gra toczy się i o podwyżki, i o nowe etaty.
Biznes jest „za”
Większe pensje mają zatrzymać wyszkolonych i doświadczonych pracowników, wśród których jest duża rotacja, zaś nowe kadry zapewniłyby nadzór nad paszami i utylizacją. Taką inicjatywę mocno wspierają przedsiębiorcy. Polski Związek Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa wielokrotnie sygnalizował ten problem.
— Jeszcze w sierpniu powinny zapaść decyzje w sprawie założeń do przyszłorocznego budżetu. Mamy nadzieję, że nasze argumenty przekonają Ministerstwo Finansów — tłumaczy Krzysztof Jażdżewski.
Tymczasem według resortu finansów przyznanie środków na nowe etaty w ramach rezerwy celowej leży w kompetencjach ministerstwa gospodarki. I rzeczywiście. Decyzje w tej sprawie będą zapadać przy warszawskim placu Trzech Krzyży.
Zapracowani kontrolerzy
— Sytuacja nie jest katastrofalna, ale według naszych wyliczeń, aby wypełnić wszystkie obowiązki kontroli zarówno w zakładach, jak i gospodarstwach rolnych, potrzebujemy w powiatach minimum 900 dodatkowych lekarzy weterynarii. Kontrolowanie od 150 do 200 miejsc w ciągu miesiąca, a tyle obecnie przypada na jednego pracownika w powiecie, jest w praktyce niewykonalne — wyjaśnia Krzysztof Jażdżewski.
Dodaje, że pierwszeństwo w kontrolach mają oczywiście zakłady, które raz w miesiącu muszą być poddawane weryfikacji.
— Tu nie chodzi o politykę, ale o zapewnienie bezpieczeństwa żywności. Jeżeli nie uda się nam zagwarantować więcej etatów, to każdy kolejny rząd natknie się na ten problem — mówi główny lekarz weterynarii.